< Powrót
20
lipca 2017
Tekst:
Cezary Spigarski
Zdjęcie:
Cezary Spigarski

Akcja – dogonić „El-Mellaha” w próbach morskich

W gdańskiej stoczni Remontowa Shipbuilding, według projektu inżyniera Zygmunta Chorenia, powstał żaglowiec szkolny dla algierskiej Marynarki Wojennej „El Mellah”. Właśnie zaczęły się jego próby morskie. Jedną z nich obserwował dziennikarz Cezary Spigraski. Oto jego relacja.

Jest niedziela, 16 lipca, popołudnie połączone z wręczaniem pucharów dla zwycięzców w poszczególnych klasach na Volvo Gdynia Sailing Days. Jestem tam, obserwuję to wydarzenie z aparatem. Jest też red. Bohdan Sienkiewicz, podekscytowany – „El-Mellah” poszedł w próby, w środę będą stawiać żagle. Więcej będę wiedział we wtorek.

Czekam cierpliwie. Wtorek – telefon – kiepsko, nie ma motorówki – co dalej? Instynkt mówi – trzeba tam być – warto, jedyna taka okazja, żaglowiec pierwszy raz na głębokiej wodzie.

Dzwonię w jedno miejsce – nie mogą, w drugie – podobnie, w trzecie – nie odebrali… Pod czaszką kłębią się myśli, jedna dość nieśmiała zaczyna się rozwijać – trudno – dzwonię. „Prezesie, szukam wsparcia, jest tak i tak…” – rozwijam się mówiąc o co chodzi. „Dobra, oddzwonię za godzinę” – odpowiada mi prezes Pomorskiego Związku Żeglarskiego Bogusław Witkowski. Mija ok. 15 minut i dzwoni kapitan Leopold Naskręt – jedziemy.

Jest środa, 19 lipca – od rana grzeją się słuchawki – są w próbach, chcą rozwinąć żagle, ale też szukają wiatru – mało go dzisiaj – nawet Optimisty na Volvo Gdynia Sailing Days odraczają czasy startu.

Ruszamy na „Allie” ok. 13.15. Są emocje, czy nam jacht nie ucieknie na Bałtyk? Ciągły kontakt red. Sienkiewicza z zaprzyjaźnionym z nim twórcą żaglowca – Zygmuntem Choreniem, który jest na pokładzie żaglowca. Jadą 7 węzłów – my ok. 6… Za chwilę stoją w dryfie – jest szansa…

Na zewnątrz – piękna, słoneczna pogoda, prawie bez wiatru…, rześkie, ostre powietrze – czynniki, które tak lubię podczas robienia zdjęć (żeglarze lubią to mniej). No i jest! Blisko, coraz bliżej.

Czekamy, robimy zdjęcia, jednak to najważniejsze i najładniejsze widowisko nie dochodzi do skutku. No cóż… – mała przykrość. Okazuje się, że poziom wyszkolenia obecnych na burcie kadetów jeszcze budzi obawy kapitana – nie są do tego gotowi, a bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Zresztą i ruch na wantach niezbyt duży. Nic na siłę…

Jednak, specjalnie dla nas – rozwijają sztaksle, i jakby nie było, w tym momencie stanowimy pierwszą ekipę na świecie, która mogła to zobaczyć na morzu!

PODZIEL SIĘ OPINIĄ