< Powrót
19
października 2017
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
24-metrowy „Chief One” Ireneusza Chwołki podczas zlotu „Próchno i rdza”.

Będzie rekord czy nie?

Ireneusz Chwołka planuje samotny rejs dookoła świata bez zawijania do portów w sto dni. Pomysł mało znanego z oceanicznych wyczynów żeglarza z Wrocławia, wzbudził kontrowersje. Czy ma szansę na powodzenie?

Zdania wśród znanych polskich żeglarzy, z którymi o tym rozmawialiśmy są podzielone.

– Nawet w Vendée Globe nie pływają na tak dużych jachtach, a to najlepsi żeglarze na świecie – nie krył sceptycyzmu Tomasz Cichocki. – 24-metrowy jacht jest w sztormie nie do opanowania, a „Maxi 78” nie wydaje się dobrym wyborem.

Cichocki dobrze wie co mówi. Trzy razy żeglował solo dookoła świata i ani razu nie udało mu się tego dokonać bez zawijania do portu.

Jak dotąd sztuka ta powiodła się tylko dwu Polakom: Henrykowi Jaskule na „Darze Przemyśla” i Tomaszowi Lewandowskiemu na „Luce”. Obu zajęło to jednak grubo ponad 300 dni.

Na świecie naliczyliśmy co najmniej kilkunastu żeglarzy, którzy opłynęli świat solo non stop w sto i mniej dni. Większość z nich podczas legendarnych regat Vendee Globe. Światowy rekord należy do francuskiego żeglarza Thomasa Coville’a i wynosi nieco ponad 49 dni.

Coville płynął jednak na trimaranie, a to nie to samo co jednokadłubowa łódka, na której wybiera się w swój rejs Chwołka. W przypadku jednokadłubowców rekordzistą jest inny Francuz: Armela Le Cléac’ha, który opłynął świat solo non stop w 74 dni.

Przed Ireneuszem Chwołką trudne zadanie. Gdyby mu się udało, zapisałby się nie tylko w historii polskiego, ale i światowego żeglarstwa. Czy ma na to szanse? My trzymamy kciuki. A co wy o tym myślicie?

PODZIEL SIĘ OPINIĄ