< Powrót
25
stycznia 2017
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Kasia Kardasz
Bogdan Kniter (z lewej) z załogantem na regatach.

Bogdan Kniter: Polskie Korsarze coraz lepsze w Europie

O rosnącej popularności klasy, coraz lepszych wynikach na międzynarodowych imprezach oraz działalności Polskiej Floty Klasy Korsarz mówi jej prezes Bogdan Kniter.

– Jaką łódką jest Korsarz?

– To klasa regatowa, ale można na niej również pływać turystycznie. Jest dostępna w kilku wariantach – plastikowej, drewnianej i łączącej oba tworzywa. Ostatni typ jest najpopularniejszy – dno Korsarza jest plastikowe, a pokład drewniany. Ma to znaczenie dla starszych żeglarzy, bo nawiązuje do historii łódki. I właśnie te jachty są magnesem przyciągającym do klasy.

– Drewniana konstrukcja nie zwiększa kosztów eksploatacji?

– W dzisiejszych czasach, jeżeli ktoś kupi łódkę drewnianą lub z drewnianym pokładem i włoży w nią trochę pracy, ma spokój na ok. 10 lat. Koszty są większe, ale przyjemność z pływania również.

– Korsarz wydaje się podobny do Omegi – co je różni?

– Najważniejsza różnica to waga – Korsarza może zeslipować nawet jedna osoba. Żeglarsko niewiele się różnią, osiągają podobne prędkości, ale Korsarz potrzebuje dwuosobowej załogi. To plus, bo nie tak łatwo zebrać trzy osoby na regaty, a tyle zazwyczaj pływa na Omegach. Przewróconego na wodzie Korsarza znacznie łatwiej postawić. Różnica jest też taka, że obecnie nowej, drewnianej Omegi nie kupimy, za to Korsarze z takim pokładem wciąż są produkowane. Nic jednak Omedze nie ujmuję, sam na niej pływałem wiele lat i uważam ją za super łódkę.

– Korsarze narodziły się w Niemczech – gdzie jeszcze są popularne?

– Są obecne głównie w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. W Niemczech zarejestrowanych jest prawie 4000 łódek. Uważam za sukces, że udało się Korsarza wprowadzić w Polsce. Obecnie w stowarzyszeniu mamy 55 załóg, spośród nich aktywnie pływa 45.

–  Za ile można Korsarza kupić?

– Nowa łódka kosztuje około 20 000 euro, a używane zaczynają się od 500 euro – choć lepiej patrzeć na takie w cenie od 1500-2000. Za takie pieniądze można kupić łódkę, na której bez większego nakładu pracy można pływać na regatach. W komplecie jest również przyczepa, zazwyczaj z wózkiem slipowym.

– Kiedy Korsarze pojawiły się na polskich wodach?

– Byłem jedną z pierwszych osób w Polsce, która kupiła Korsarza, w 1999 roku. Zacząłem pływać rok później, a po dwóch-trzech latach mieliśmy nad Jeziorem Charzykowskim już osiem łódek. W 2005 roku założyliśmy stowarzyszenie Polska Flota Klasy Korsarz. Później nastąpił spadek zainteresowania, ale w 2011 nawiązałem kontakt z Korsarzami, które pojawiły się w Warszawie i od tego czasu liczba łódek wzrosła z 10 do 55.

– Jak nasi zachodni sąsiedzi patrzą na naszą fascynację Korsarzami?

– Na początku byliśmy traktowani trochę po macoszemu – pierwsi Niemcy, którzy przyjeżdżali około 2003-2004 roku, kręcili głowami i nie widzieli wielkiej szansy na nasz rozwój. Od 2011 roku postrzegają nas jednak bardzo pozytywnie i z szacunkiem, wspomagają nas też sprzętem i wiedzą. To jest zresztą bardzo fajne w tej klasie, że dobrzy zawodnicy bez problemu dzielą się doświadczeniem. A my korzystamy – jeszcze 10 lat temu Niemcy wygrywali wszystko, ale teraz zajmujemy coraz lepsze miejsca.

– Jakie to miejsca i w jakich europejskich regatach startujecie?

– Od pięciu lat startujemy m.in. w Międzynarodowych Mistrzostwach Austrii, na których w zeszłym roku Jerzy Czerwiński z Kamilą Maruszczak zajęli dziesiąte miejsce na 27 załóg. Bierzemy też udział w Międzynarodowych Mistrzostwach Niemiec oraz mistrzostwach Europy – EuroCup. Te ostatnie rozgrywane są co dwa lata i już teraz planujemy majowy wyjazd do Włoch nad jezioro Como, gdzie odbędzie się tegoroczna edycja.

– Wasi członkowie pływają na Korsarzach również turystycznie?

– Są takie załogi. Oczywiście nie jest to taka turystyka, jak na łodzi kabinowej, bo możliwość wywrotki na Korsarzu jest większa. Ale jeżeli szuka się łódki na weekendowe wypady nad jezioro, to ona się sprawdzi – można ją zwodować i przygotować do pływania w przeciągu 15-20 minut.

– A poradziłaby sobie na morzu?

– Wolę pływać po jeziorach, przy mniejszym zafalowaniu, bo sprawia to więcej przyjemności. Pływamy jednak co roku na Nord Cupie i w Pucku, i nie ma z tym problemu, nawet przy silnych warunkach wietrznych.

– Wspomniał pan, że Korsarze pływają po Jeziorze Charzykowskim. Gdzie jeszcze?

– W Górkach Zachodnich, Pucku i na Mazurach. W tym roku organizujemy regaty również na Zalewie Zegrzyńskim. Bardzo mocno klasa rozwija się w Lublinie, gdzie mamy obecnie największą liczbę łódek. Żeglujemy też w Tarnobrzegu i Poznaniu. Generalnie gdzie nas chcą, tam pływamy.

– A kto pływa na Korsarzach?

– Są dwa profile żeglarzy. Pierwszy i najbardziej rozpowszechniony, to są ludzie w wieku 40-50 lat, którzy kiedyś liznęli żeglarstwa regatowego i po latach wracają do pływania. A drugi to studenci – np. w Lublinie istnieje Jacht Club Politechniki Lubelskiej, który ma w posiadaniu jednego Korsarza i jest on udostępniany żeglarzom chętnym do zapoznania się z tą klasą.

– Czym dokładnie zajmuje się Polska Flota Klasy Korsarz?

– Głównie propagowaniem żeglarstwa – chcemy jak najwięcej ludzi odciągnąć od komputerów i zachęcić do zejścia na wodę. To nam się udaje, bo 80-90 proc. naszych członków to ludzie, którzy przed laty zakończyli karierę klubową, ale przyszli do nas i się z nami ścigają. Staramy się też wciągnąć młodzież – dwa lata temu zorganizowaliśmy zrzutkę świąteczną dla Lubelskiej Grupy Regatowej, której kupiliśmy Optimista. Mamy też naklejki na naszych łódkach z hasłem „Od Optimiściarza do Korsarza” i nadzieję, że ci zawodnicy klasy Optimist, którzy nie przejdą do klas olimpijskich, będą mieli jako alternatywę naszą klasę.

– Organizujecie też regaty?

– Oczywiście – mistrzostwa i Puchar Polski. W skład Pucharu wchodzi 9-11 regat, na których pojawia się średnio 15 łódek. W 2015 roku mieliśmy zaszczyt organizowania mistrzostw Europy – EuroCup – w Górkach Zachodnich, na Zatoce Gdańskiej. Zgromadziliśmy tam 47 załóg, z których ponad 30 przyjechało z Austrii i Niemiec. Muszę jednak zaznaczyć, że naszym celem nie jest superwyczynowe pływanie, ale dobra zabawa, na wodzie i na lądzie.

– A co jest pana celem na najbliższe lata?

– Założyliśmy sobie w 2011 roku, żeby do 2020 roku mieć sto łódek w stowarzyszeniu. To ambitny cel, ale nie jest niemożliwy do zrealizowania.

Bogdan Kniter, ur. w 1964 roku. Należał do Ludowego Klubu Sportowego Charzykowy, gdzie pływał na Cadecie i 420. Pływał również na Omedze i Orionie. Współzałożyciel i prezes Polskiej Floty Klasy Korsarz. Pracuje jako manager w hotelu Hilton.

Klasa Korsarz powstała w Niemczech w 1958 roku z inicjatywy Ernsta Lehfelda, prezesa Bawarskiej Federacji Żeglarskiej. Autorem projektu był Kurt Kallhard. Jacht ma 5 metrów długości, 1,7 metra szerokości, a zanurzenie z mieczem wynosi 1 metr. Całkowita powierzchnia ożaglowania wynosi 14,7 metra.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ