< Powrót
13
listopada 2017
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
arch. Tomasza Zakrzewskiego
Tomasz Zakrzewski.

Bracia Zakrzewscy: Jesteśmy rywalami!

Obaj są w światowej czołówce klasy DN, obaj solidnie przygotowywali się do nowego sezonu. Mają nowe wyposażenie i chcą zdobywać medale z najcenniejszego kruszcu. Bracia Łukasz i Tomasz Zakrzewscy (MKŻ Mikołajki) opowiadają nam nie tylko o braterskiej rywalizacji.

– W najbliższy weekend w Finlandii odbędą się pierwsze w tym sezonie regaty. Czy już wiadomo, gdzie dokładnie zostaną rozegrane?

Tomasz: – Właśnie szykuję się z ekipą do wyjazdu, chcemy w środę być na miejscu, żeby w czwartek odbyć pierwszy trening. Regaty – Johny Köhler Cup – startują w piątek. Sobota i niedziela to z kolei All Saint Regatta. Informacja od organizatorów z poniedziałkowego poranka jest taka, że akwen jest usytuowany w okolicach Vaala, w centralnej Finlandii, zaledwie sześćset kilometrów od Helsinek, dokąd dotrzemy promem. To lepsza lokalizacja niż opcja numer dwa – rejon Rovaniemi, bliżej koła podbiegunowego. Na dotarcie tam trzeba byłoby zmarnować cały dzień. A dni są w Finlandii teraz bardzo krótkie, jest mało światła, a kiedy przychodzi mróz, towarzyszy mu wysokie ciśnienie. To z kolei sprawia, że jest mało wiatru i cały wyjazd traci sens. Tymczasem prognoza dla rejonu Vaala jest obiecująca, zarówno jeśli chodzi o pogodę, jak i o wiatr.

– Pierwsze starty to okazja do przetestowania nowego wyposażenia…

Łukasz: – Ja nie będę startował w Finlandii, ale podczas swoich pierwszych startów w tym sezonie przede wszystkim będę testował nowe płozownice i płozy. Liczę, że te nowości przełożą się na lepsze prędkości. Pod koniec minionego sezonu miałem bardzo dobrą szybkość, ostatnie regaty wygrałem. Uważam jednak, że mogę latać jeszcze szybciej.

Tomasz: – Jadę do Finlandii z dwiema nowymi płozownicami i dwoma nowymi masztami. Mniej będę skupiał się na wyniku, a bardziej na trymowaniu tego sprzętu i „rozjeżdżeniu” się przed kolejnymi imprezami. Po powrocie z Finlandii będę miał na pewno kolejną listę tego, co trzeba poprawić, ulepszyć, zmienić. No a w połowie grudnia kolejne zawody w Szwecji.

Łukasz Zakrzewski. Fot. Robert Hajduk – ShutterSail.com

– Przygotowania do startów w sezonie odbywają się głównie w warsztacie?

Łukasz: – Każdy zawodnik spędza tam dużo czasu, ale ostateczna rywalizacja następuje na lodzie. Na szczęście w bojerach zawodnicy w większości dzielą się między sobą wiedzą, informacjami, podpatrują wzajemnie. Dzięki temu ten sport się rozwija.

– W tegorocznych regatach, podobnie jak w latach minionych, będziecie panowie ze sobą rywalizować. Jakie były początki?

Łukasz: – Tomek jest ode mnie starszy o dziesięć lat. On zaczynał latać mając 10-12 lat, ja już jako ośmiolatek. Kiedy byłem w juniorach, korzystałem z jego sprzętu. Nasza rywalizacja zaczęła się dopiero w seniorach. Już w pierwszym sezonie sięgnąłem po srebro mistrzostw świata, Tomek wtedy nie startował. Podczas regat traktuję brata, jak każdego innego zawodnika.

Tomasz: – Jak co roku, w okresach przygotowawczych rozmawiamy, dyskutujemy o pomysłach, wdrażamy je w warsztacie. Ale kiedy stajemy na starcie, jesteśmy zawodnikami i rywalizujemy na równych zasadach. Nie ma braterskiej taryfy ulgowej. W początkowych latach kariery Łukasza, na pewno byłem pomocnikiem, nauczycielem. Zresztą, kiedy on był juniorem, często startował na moim sprzęcie. Z czasem jednak rodzice zaczęli go doposażać, bo nie było możliwości, żeby dwóch topowych zawodników startowało w jednym sezonie, w jednych zawodach, na tym samym sprzęcie. Moja pomoc była więc krótkotrwała, nie było nieustannego niańczenia. W pewnym momencie brat został rzucony na głęboka wodę i zaczął sobie świetnie radzić. Bardzo szybko stanął na podium mistrzostw świata zajmując drugie miejsce.

– Trenujecie razem?

Łukasz: – Zwykle osobno. Mamy swoich sparingpartnerów. Ja Adama Szczęsnego, Tomek Roberta Graczyka. Bywa, że przed najważniejszymi zawodami spotykamy się na treningach. Wtedy widać, kto jest szybszy…

– Jakie rezultaty chcecie osiągnąć w tym sezonie?

Łukasz: – W mojej kolekcji medalowej  brakuje złotego kruszcu i do tego zmierzam. jednak każdy medal bardzo cieszy, bo wszyscy rywale prezentują bardzo wysoki poziom. Trzeba trafić w dzień, warunki lodowe i mieć odrobinę szczęścia.

Tomasz: – Powalczę o medale z najcenniejszego kruszcu.

– Łatwo jednak nie będzie.

Tomasz: – Polska flota jest dziś tak mocna, że czasem, aby być najlepszym w klubie, trzeba być mistrzem świata. Poprzeczka jest zawieszona ekstremalnie wysoko. O końcowej klasyfikacji często decydują drobne sprawy, dyspozycja danego dnia, specyficzne warunki pogodowe. Zapowiada się ciekawa rywalizacja, bo chętnych na podium jest wielu i wszyscy są mocni.

– Kogo będzie pan gonił w tym sezonie?

Tomasz: – To ja chcę być tym gonionym przez wszystkich. W okresie przygotowawczym wspólnie ze sparingpartnerem Robertem Graczykiem każdą chwilę poświęcamy na optymalizację sprzętu i trym regatowy, właśnie po to, żeby być najszybszym. Nie chcę oglądać się za siebie. Taki mam plan.

Tomasz Zakrzewski – ur. 1975 r.
Złoty medalista mistrzostw Polski wszystkich kategorii wiekowych w bojerowej klasie DN. Dwukrotny bojerowy mistrz świata (2012, 2013) i brązowy medalista MŚ (2014). Zdobył srebrny medal mistrzostw Europy w 2013 r.

Łukasz Zakrzewski – ur. 1984 r.
Czterokrotny medalista mistrzostw świata w bojerach w kl. DN (srebro – 2006, 2008 i brąz – 2010, 2011), dwukrotny wicemistrz Europy (2009, 2011). Pierwszy kontakt z żeglarstwem lodowym miał w 1992 r., w klasie Ice Opitmist, a po raz pierwszy w klasie DN wystartował w 1999 r.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ