< Powrót
31
października 2017
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
archiwum
„Polonus” na Antarktydzie.

Co łaska – rzecz o zdrowym rozsądku

15 października jacht Henryka Widery „Gawot” wysztrandował u wybrzeży Francji, 15 kwietnia tego roku Grzegorz Węgrzyn zakończył swój rejs dookoła świata niespełna 3 tysiące mil od Nowej Zelandii, a 22 grudnia 2014 jacht „Polonus” osiadł na mieliźnie nieopodal Antarktydy. Co łączy te wydarzenia? Już wyjaśniam.

Po wypadku z udziałem „Gawota” internet obiegły apele o wsparcie finansowe dla żeglarza, który chciałby swój ukochany jacht ratować. A że jacht był ubezpieczony na Bałtyk, ale pływał po Morzu Śródziemnym, to oczywiście wina… ubezpieczyciela, a nie sternika, który błędu w polisie nie zauważył.

Z kolei Grzegorz Węgrzyn w czasie swojego nieukończonego rejsu apelował o wsparcie nie raz. Prosił o pieniądze lub wyposażenie w każdym porcie, do którego zawinął. A było tych portów niemało. Potrzebował funduszy na zakup nowego sprzętu, na usunięcie awarii, na nowe liny, na żagle, na przetrwanie. Rozmawiałem z Polonusami, którzy wsparcia mu udzielali i wiem, że początkowa duma z odważnego rodaka zamieniła się w rozczarowanie oraz niechęć.

Historia „Polonusa” zakończyła się szczęśliwie. Darczyńcy wysupłali więcej niż trzeba – 92 195 zł. Akcja podnoszenia jachtu zakończyła się powodzeniem dzięki ofiarności i szlachetności wielu ludzi. Mniej szlachetnie zakończyła się ta przygoda dla załogi jachtu. Z powodu awantury dwoje załogantów zeszło z pokładu i w drogę do Ameryki Południowej „Polonus” popłynął w trzyosobowej obsadzie.

Przykładów podobnych wypadków i globalnych zbiórek na ratowanie jachtu, albo po prostu bilet powrotny do domu, pewnie jeszcze trochę by się w historii polskiego żeglarstwa morskiego znalazło. Dzieje się tak, bo część żeglarzy uważa, że wszystko im się należy, skoro już podjęli się ryzyka opuszczenia portu.

A ja uważam, że należy powiedzieć dość! Dość powszechnej zrzutce na cudze niepowodzenia. Dość gorących apeli o wsparcie i zasłaniania się najwspanialszym celem, który tylko przypadkiem nie został osiągnięty. Dość ukrywania własnej odpowiedzialności za hasłem „ratujmy historyczny jacht” itp. itd.

Zamiast aktów rozpaczy lub postaw „jakoś to będzie”, potrzebny jest zdrowy rozsądek. A przede wszystkim głęboka kieszeń. Najlepiej własna.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ