< Powrót
25
października 2017
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Jacek Kwiatkowski/PZŻ
Agnieszka Skrzypulec (z lewej) Irmina Mrózek Gliszczynska.

Polscy medaliści o startach w Japonii

Z Żeglarskiego Pucharu Świata w Gamagori Polacy przywieźli trzy medale. Złoto wywalczyły Irmina Mrózek Gliszczynska i Agnieszka Skrzypulec w klasie 470 oraz Paweł Tarnowski w klasie RS:X. Z brązowym krążkiem wrócili do kraju Łukasz Przybytek i Paweł Kołodziński, nasi reprezentanci w klasie 49er.

Zapytaliśmy medalistów o wrażenia ze startu w Japonii.

Agnieszka Skrzypulec (SEJK Pogoń Szczecin): – Tym startem w Pucharze Świata zamykałyśmy sezon. Do tej pory cały czas w treningu, możemy teraz złapać chwilę oddechu przed kolejnymi rozgrywkami pucharowymi pod koniec stycznia w Miami. W Gamagori chciałyśmy wykorzystać to wszystko, czego nauczyłyśmy się na wcześniejszym zgrupowaniu. Sprawdzić, czy pływamy wystarczająco szybko i jak radzimy sobie technicznie. To miał być raczej test załogi i łódki.

A później mimo trudnych warunków zawody potoczyły się dla nas bardzo korzystnie. Wiatr kręcił na wszystkie strony z powodu zbliżającego się tajfunu. Zdarzało się nam czekać na starty po kilka godzin, a jednego dnia w ogóle odwołano wyścigi.
Było ciężko zapanować nad techniką żeglowania, ale poradziłyśmy sobie i udało się nam też dobrze pożeglować taktycznie. Cieszymy się z Irminą z tego medalu, tym bardziej, że to nasz pierwszy medal Pucharu Świata. Kurs, który sobie wytyczyłyśmy i rzeczy, nad którymi pracujemy mają sens, więc idziemy dalej tą drogą.

A ja sama staram się żeglować mądrze. Przed każdymi zawodami  umacniać w sobie dobre nawyki, sprawdzone zachowania, dobre ustawienie wobec grupy na starcie. Cały czas ćwiczę.

Fot. World Sailing

Paweł Kołodziński (AZS AWFiS Gdańsk): – W Gamagori mieliśmy do czynienia z dwoma scenariuszami pogodowymi. Pierwszy tydzień piękna, słoneczna pogoda. Kiedy przychodziła bryza, mogliśmy spokojnie trenować. A w czasie regat aura spłatała figla i codziennie czekaliśmy na starty. Było pochmurno, mało wiatru, ale radziliśmy sobie. Cieszymy się, że na zawody przyjechali najlepsi na świecie – dwie załogi brytyjskie, Belgowie, Szwajcarzy, Argentyńczycy i inni olimpijczycy. Jednym słowem cała czołówka światowa. Mogliśmy się porównywać z nimi i równocześnie realizować plany treningowe.

Na regaty zawsze jedziemy przygotowani i zmotywowani, ale nie myślimy o wygranej. Skupiamy się na każdym pojedynczym wyścigu i na tym, żeby jak najlepiej popłynąć. Ostateczna lokata to wynik pracy podczas całych regat.

Tym, co sprawiało nam najwięcej problemów, było odczytywanie wiatru na akwenie Gamagori. Czasami prawa strona była korzystniejsza, innym razem lewa. Trzeba było na bieżąco podejmować decyzję jak płynąć. Jeśli okazywała się błędna, musieliśmy zachować zimną krew i zająć się odrabianiem strat. To nam wychodziło na tyle dobrze, że stanęliśmy na podium.

Pucharowy start był naszym debiutem w Japonii i jako że Gamagori nie jest akwenem olimpijskim, najprawdopodobniej nie będziemy mieli już okazji tam startować ponownie.

Fot. World Sailing

Paweł Tarnowski (SKŻ Ergo Hestia Sopot): – Cieszę się bardzo z mojego złotego medalu i przy tej okazji chcę podziękować wszystkim, który się do tego sukcesu przyczynili. Poczynając od Polskiego Związku Żeglarskiego, trenerów, ekipy, rodziny, po sponsorów. Bez ich wsparcia nie byłoby tego osiągnięcia.

Następni na liście podziękowań są organizatorzy Pucharu. Porównując wszystkie zawody, w jakich uczestniczyłem, śmiało mogę powiedzieć, że te były zorganizowane i przeprowadzone wzorowo. Czapki z głów.

Jedyne z czym był problem to oczywiście pogoda. W mojej klasie udało się rozegrać przez całe zawody tylko pięć wyścigów. Pierwszego dnia prowadziłem, ale bieg został przerwany i potem zająłem niższą lokatę, drugiego dnia wyścig przerwano i kolejnych nie było. Podobnie jak trzeciego dnia. Trzy kolejne udało się rozegrać w piątek. Były to dla mnie wyścigi kluczowe, dzięki którym objąłem jednopunktowe prowadzenie. A potem sobota i niedziela, kiedy komisja czekała na możliwość wystartowania nas do wyścigu medalowego. Niestety, obawiano się tajfunu i ten ostatni zaplanowany wyścig się nie odbył. Trochę żal. Z drugiej strony nie mam co narzekać, bo dzięki temu utrzymałem pierwszą lokatę.

To nie były łatwe zawody nie tylko ze względu na nieustanny deszcz, słaby wiatr i chmury. Przyszło mi ścigać się z najlepszymi, z aktualnym mistrzem świata, z aktualnym wicemistrzem i jeszcze jednym wicemistrzem. Oni byli w świetnej formie, w trybie regatowym, ale udało mi się ich wyprzedzić w klasyfikacji i to mnie bardzo cieszy.

Teraz kończę sezon. Pozostają treningi na miejscu i jeden wypad na Gardę, a potem ważny start w Miami na mistrzostwach świata i walka o Puchar Europy na Majorce. Moim marzeniem od dawna jest zdobycie trzech złotych medali – pucharu świata, mistrzostw świata i olimpijskiego. Jeden już mam i wierzę, że kiedyś jeszcze będę miał okazje powalczyć o dwa pozostałe.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ