< Powrót
20
listopada 2014
Tekst:
Ilona Miluszewska
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann

Róbmy swoje, czyli co musi dzisiaj instruktor

Trzecie spotkanie FNŻ odbyło się, jak zaplanowano 19 listopada, o godz. 17, w siedzibie Pomorskiego Związku Żeglarskiego. W temat „Teoria i praktyka warsztatu nauczyciela żeglarstwa” wprowadził przybyłych Witold Gizler, kapitan jachtowy i motorowodny żeglugi wielkiej, organizator i wykładowca kursów żeglarskich na wszystkie stopnie oraz kursów instruktorskich, właściciel Szkoły Żeglarskiej Skipper.

– Szkolenia są dzisiaj nieobowiązkowe, co wcale nie znaczy, że ludzie nie są chętni, żeby się uczyć – zaczął kapitan. – Jednak warunki konkurencji rynkowej wymuszają pewne ograniczenia związane ze szkoleniem i zmuszają nas do optymalizacji prowadzenia tych szkoleń…

Witold Gizler mówił o planie minimum tygodniowego szkolenia, omówił manewry, przede wszystkim manewr „człowiek za burtą”. Zakończył prezentacją dwóch filmów, z regat o Puchar Ameryki w roku 2010 na wodach w pobliżu Walencji i z regat w Zatoce San Francisco, z 2013 roku, by pokazać różnicę w jednostkach, które brały udział w obu imprezach.

– W ciągu zaledwie 3 lat nastąpił tak duży postęp – mówił kapitan. – Musimy ciągle dokształcać się i rozwijać, żeby nadążyć za zmieniającym się światem. Musimy być otwarci na nowe trendy w żeglarstwie.

W dyskusji, która rozgorzała później pojawiły się wątpliwości co do zaleceń PZŻ (15 godzin na wodzie), a realiami – jaka jest szansa zrealizowania tego podczas tygodniowego szkolenia?

Podkreślano, że do pływania na jachtach o długości do 7,5 metra nie potrzeba przecież żadnych uprawnień. I ważne jest tylko pytanie – czy ktoś chce nauczyć się żeglowania czy nie…

Wiele było pytań merytorycznych, omawiano manewry i warunki do ich nauki.

Padały pytania o ilość czasu poświęconego na naukę węzłów, knagowania, cumowania…

– Do momentu, aż się ludzie nauczą – odpowiedział kpt. Gizler. I wymienił najważniejsze: węzeł knagowy, przynajmniej dwa cumowe, węzeł ratowniczy wiązany w ręku i węzły szotowy, bramszotowy oraz węzeł prosty.

Jakie są podstawowe kryteria do zaliczenia manewru na egzaminie? – Manewr musi być bezpieczny i skuteczny, nie musi być bezwzględnie prawidłowy – mówił Witold Gizler.

Bożena Kłossowska-Mizgier mówiła, że program szkolenia PZŻ, wymagany by przygotować człowieka do egzaminu, jest niemożliwy do zrealizowania. Dwa tygodnie, a tym bardziej tydzień to za mało.

– Jeśli chcesz ich nauczyć perfekcyjnie, to i trzy tygodnie nie wystarczą – ripostował Witold Gizler. – Ale jeśli chcesz ich nauczyć czynności podstawowych, myślenia i właściwych nawyków – można to zrobić w tydzień, dwa.

– Nie ma czegoś takiego jak obowiązujący program szkolenia – mówił Mariusz Zawiszewski. – To instruktorzy i szkoły żeglarskie muszą stworzyć własny program. Czy on będzie 3-tygodniowy, tygodniowy czy 10-dniowy, to jest obojętne. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie czy uczymy bezpiecznego żeglarstwa, czy to będą samodzielni ludzie, czy będą w stanie podejść do egzaminu i go zdać. Najlepiej za pierwszym razem. Nie ma czegoś takiego jak patenty PZŻ, są uprawnienia państwowe. Są zasady w rozporządzeniu ministra. Znam firmy, które doskonale przygotowują ludzi w 5 dni, są takie, które nie są w stanie przygotować w 3 tygodnie. To zależy od instruktorów, sprzętu, kei…

– Róbmy swoją robotę – podsumował spotkanie Witold Gizler. – I róbmy ją dobrze.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ