< Powrót
7
kwietnia 2017
Tekst:
dol
Zdjęcie:
mobilni.pl

Słyszeliście o… butelkach dryfujących w oceanie?

O listach zamkniętych w butelkach i wyłowionych z morza słyszeliśmy chyba wszyscy, ale kto słyszał o przesyłce „nadanej” przez japońskiego żeglarza Chunosuke Matsuyamę pod koniec osiemnastego wieku, a odczytanej dopiero w 1935 roku?

Mrożąca krew w żyłach historia datowana jest na rok 1784. Wtedy właśnie Chunosuke i jego 43 towarzyszy wyruszyło w kierunku tajemniczej wyspy na Pacyfiku, gdzie podobno ukryty był skarb. Rejs początkowo przebiegał bez zakłóceń, a żeglarze pokonywali bezmiar oceanu pełni nadziei na rychłe wzbogacenie się. Niestety burza, jaka rozpętała się któregoś dnia, zniweczyła ich plany.

Statek rozbił się o rafę koralową, a załoga musiała szukać schronienia na pobliskiej wyspie. Nie wiadomo, czy była to wyspa skarbów, pewne jest jednak, że nawet gdyby tak było, marynarze nie zdołaliby się ocalić. Atol, do którego dotarli był bezludny, a zapasy żywności szybko się wyczerpały. Ludzie mogli żywić się tylko krabami i orzechami kokosowymi, ale i tego wkrótce zaczęło brakować. Żeglarze, jeden po drugim, umierali z głodu i odwodnienia.

Los nie oszczędził także kapitana Matsuyamy. Dzielny marynarz przed śmiercią zdążył na skrawkach kory z palmy kokosowej wydrapać nożem opowieść o tragicznej historii dowodzonej przez siebie wyprawy. List zamknął w butelce, którą wrzucił do oceanu. 151 lat później butelkę wyłowił japoński zbieracz wodorostów. A stało się to u wybrzeży japońskiej wioski Hiraturemura, tej samej, w której urodził się i mieszkał Chunosuke Matsuyama.

Dziś losy japońskich rozbitków wymieniane są wśród najsłynniejszych opowieści o zamkniętych w butelkach listach wyłowionych z morza. I choć trudno na mapie Japonii znaleźć miejscowość o nazwie Hiraturemura, na palcach jednej ręki można zliczyć tych, którzy ośmielają się zakwestionować autentyczność relacji. Znaleźć ją można na stronach Wikipedii, przytaczają ją nawet tak szanowane czasopisma popularnonaukowe jak National Geographic.

Ludzie komunikują się za pomocą listów zamkniętych w butelkach od tysięcy lat. Takie listy wrzucał do morza już w roku 310 przed Chrystusem grecki filozof Teofrastus. Ten uczeń i przyjaciel Arystotelesa, a przy tym badacz przyrody i geografii, chciał udowodnić, że Morze Śródziemne utworzone zostało przez wodę napływającą z Oceanu Atlantyckiego. Niestety nie wiadomo, czy kiedykolwiek otrzymał jakąś odpowiedź.

Współcześnie dryfujące butelki z listami nadal używane są przez naukowców badających globalne prądy morskie. W 2000 roku klimatolog Eddy Carmack rozpoczął projekt „Drift Bottle” wrzucając „szklane listy” do oceanu u północnych wybrzeży Kanady. W ciągu 12 lat on i jego współpracownicy wysłali niemal 6400 takich butelek w nadziei, że wyłowią je załogi statków pływających po całym świecie. Udało się to w wypadku 264 listów.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ