< Powrót
3
lutego 2016
Tekst:
Tomasz Falba
Zdjęcie:
Piotr Miluszewski

Słyszeliście o… wyprawie Franklina?

Półtora wieku temu, świetnie przygotowana brytyjska ekspedycja pod dowództwem Johna Franklina, zaginęła w tajemniczych okolicznościach na lodowatych wodach Północy. Wyjaśnianie jej losów trwa do dzisiaj.

Wyprawa Franklina – doświadczonego badacza polarnego – składała się z dwóch 30-metrowych statków: „Erebusa” i „Terrora”. Oba przystosowane były do żeglugi w trudnych, arktycznych warunkach. Miały specjalnie wzmocnione kadłuby. Wyposażono je też we wszelkie ówczesne nowinki techniczne. Na jednostkach była np. ciepła woda.

Żywności załadowano na trzy lata. Wśród zapasów było zarówno 8 tysięcy puszek z konserwami, jak i stado 10 wołów przeznaczonych do uboju w czasie polarnej zimy. Ba! Zadbano też o coś dla marynarskiego ducha zabierając biblioteczkę złożoną z ponad tysiąca książek. 

Anglicy, ufni w powodzenie ekspedycji, której celem było odnalezienie Przejścia Północno-Zachodniego, z wielkim entuzjazmem pożegnali ojczyznę 19 maja 1845 roku. Tego dnia o świcie Franklin pożeglował z Anglii ku wybrzeżom Grenlandii. Na obydwu statkach znajdowało się w sumie 134 mężczyzn: 24 oficerów i 110 marynarzy.

Początkowo wszystko szło dobrze. Statki dotarły do Grenlandii. To wiemy na pewno, bo pod koniec lipca „Erebus” i „Terror” spotkały na Morzu Baffina statki wielorybnicze, które zabrały ich pocztę do Anglii. Potem kontakt się urwał.

Początkowo nie budziło to specjalnych emocji. Zakładano, że Franklin najpewniej zimuje gdzieś w lodach. Dwa lata po wyruszeniu wyprawy cierpliwość Anglików wyczerpała się jednak. Rozpoczęto akcję ratunkową – jedną z największych w dziejach.

Przez kolejnych trzydzieści lat wysłano 42 wyprawy poszukiwawcze. Część z nich była finansowana przez rząd brytyjski, część przez prywatne instytucje, a siedem zorganizowała żona Franklina Jane, która do swojej śmierci w 1875 roku, nie mogła pogodzić się z zaginięciem męża.

Pierwsze ślady po zaginionych pojawiły się dopiero w 1859 roku, a więc prawie 15 lat po wypłynięciu ekspedycji Franklina z Anglii. Wtedy to na Wyspie Króla Williama, pod kamiennym kopczykiem, odnaleziono kartkę papieru, na której znajdowały się dwie informacje. Pierwsza (datowana na 28 maja 1847 roku) zawiadamiała, że wyprawa zimowała w okolicach Wyspy Cornwallisa na Wyspie Beechey.

Druga (datowana na 25 kwietnia 1848 roku) była znacznie bardziej dramatyczna: „Ewakuowaliśmy, 22 kwietnia, o 5 mil stąd, 42 marynarzy Jego Królewskiej Mości, Erebus i Terror zablokowane przez lody, od 12 września 1846. Sir John Franklin zmarł 11 czerwca 1847. Jutro odchodzimy, 26, w stronę rzeki Gros-Poisson”.

Wynika z tego, że ekspedycja Franklina opuściła Wyspę Beechey i dotarła do wybrzeży Wyspy Króla Wiliama, gdzie część z jej członków, w tym dowódca, zmarła. Reszta postanowiła pomaszerować na południe z nadzieją dotarcia do jakichś ludzkich osad.

Na Wyspie Beechey udało się odnaleźć trzy groby uczestników wyprawy Franklina. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku dokonano ich ekshumacji. Zwłoki były doskonale zachowane. Ale nie to okazało się najciekawsze.

Naukowcy pobrali próbki tkanek i po ich przebadaniu udało się im ustalić, że ludzie ci zmarli na gruźlicę. Ich organizmy były jednak także zatrute ołowiem. Skąd się tam wziął? Najprawdopodobniej z puszek z konserwami. W owym czasie ich brzegi i wieczka były lutowane stopem ołowiu i cyny.

Kolejnych odkryć dokonano na Wyspie Króla Williama. Znaleziono tam kości członków ekspedycji Franklina noszące ślady kanibalizmu.

Największą jednak zagadką pozostawał los samych statków. Czy zatonęły? I gdzie? Na wyjaśnienie tej tajemnicy, przynajmniej częściowe, czekać trzeba było aż do roku 2014. We wrześniu tego roku kanadyjska ekspedycja odnalazła bowiem wrak „Erebusa”.

Zachowany w doskonałym stanie statek leży na dnie Zatoki Królowej Maud. Co ciekawe, na jego ślad naprowadziły poszukiwaczy stare innuickie opowieści, które okazały się niezwykle precyzyjne. Gdzie leży wrak „Terrora” nie udało się ustalić.

Wszystko wskazuje na to, że statki Franklina utknęły w lodach. Część ludzi postanowiła opuścić jednostki i wyruszyła na południe ginąc w drodze. Inni poprowadzili „Erebusa” do Zatoki Królowej Maud, po czym także zeszli na ląd. Wciąż nie wiadomo jakie były ich dalsze losy.

O odnalezieniu „Erebusa”: http://www.pc.gc.ca/eng/culture/franklin/index.aspx. 

PODZIEL SIĘ OPINIĄ