< Powrót
18
lutego 2015
Tekst:
Ilona Miluszewska
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
Wacław Petryński na Forum Nauczycieli Żeglarstwa.

Standardy nie istnieją

„Polskie doświadczenia zdobywania kompetencji żeglarskich na tle międzynarodowych standardów” były głównym tematem spotkania Forum Nauczycieli Żeglarstwa 17 lutego 2015 r. w siedzibie PoZŻ w Gdyni.

W roli przewodnika po temacie gościliśmy j. kpt. ż.w. Wacława Petryńskiego, wybitnego instruktora żeglarstwa w kraju i za granicą, autora wielu artykułów i książek o żeglarstwie, dziekana Górnośląskiej Szkoły Handlowej w Katowicach.

Kapitan, członek Rady Programowej FNŻ, omówił etapy kształtowania się obecnego systemu polskich uprawnień do prowadzenia jachtów. Stwierdził następnie, że nie ma czegoś takiego, jak standardy europejskie, ponieważ każdy kraj ma swój system. Opowiedział jak to wygląda w Niemczech i Wielkiej Brytanii, by następnie sformułować wnioski, prowadzące do konkluzji, że rozwiązaniem powinien być International Certificate of Competence, na który jednak żadne z europejskich państw nie jest gotowe. W zakończeniu wystąpienia Wacław Petryński wspomniał o metodach szkolenia (podających, problemowych, praktycznych, waloryzujących) i swoich doświadczeniach w największej niemieckiej szkole żeglarskiej w Glücksburgu.

Dyskusja zaczęła się od pytania – co teraz?

– Analizowaliśmy przed laty w komisji szkolenia PZŻ problem rozdzielenia szkolenia żeglarzy śródlądowych od szkolenia morskiego – mówił kpt. Petryński. – Żeglarz morski bowiem na jachcie szuwarowo-bagiennym może być równie niebezpieczny jak sternik na mostku Zawiszy Czarnego. To jest trochę inna technika prowadzenia jachtu, wymagająca innych nawyków…

Dalej padały głosy o brak ludzi kompetentnych wśród decydentów. I zarzuty o antagonizowanie środowiska. Oraz apel o to by związek żeglarski zajmował się śródlądziem, a sprawy morskie były w gestii urzędów morskich.

Wacław Petryński przypomniał, że PZŻ ma obowiązek wydawania patentów, natomiast szkolenie i egzaminowanie, zgodnie z obowiązującym prawem, może być wykonywane przez inne podmioty. Czyli jeżeli na przykład urząd gminy zorganizuje szkolenie i egzamin, i wykaże,  że zrobił to zgodnie z wytycznymi, związek będzie miał obowiązek wydać patenty. Taki problem jeszcze się nie pojawił, ale może to nastąpić w każdej chwili.

Egzamin jest tylko jednym z elementów i to końcowym całego cyklu nabywania kwalifikacji – argumentowano. – Element przypadkowości jest w tym wypadku bardzo prawdopodobny. Zarówno Anglicy jak i Niemcy wymagają szkolenia.

Międzynarodowe certyfikaty kompetencji istnieją, również w Polsce, ale nie funkcjonują. Wzorzec ustalony przez RYA przez nią samą nie jest specjalnie uznawany.

Kpt. Andrzej Drapella zauważył, że bieganie do Anglików po ich certyfikaty jest żenujące: – Mamy niezłą bazę szkoleniową, mamy doskonałe wyniki żeglarskie, a tymczasem najważniejsze mają być patenty brytyjskie .

– My mamy nie gorsze – przyznawał kpt. Petryński.

– Intryguje mnie pojęcie zawodowy żeglarz, dlaczego ma on mieć inne uprawnienia od amatora? – kontynuował kpt. Drapella. – Czy istnieje różnica w utracie życia?

Atmosfera była gorąca, był też czas na wspomnienia i anegdoty. Zapraszamy na kolejne forum w marcu. Szczegóły wkrótce. 

PODZIEL SIĘ OPINIĄ