< Powrót
14
czerwca 2017
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Dobrochna Nowak

Szymon Kuczyński: To nie jest wyprawa na wariackich papierach

Przed rokiem zakończył samotny rejs dookoła świata na pokładzie sześciometrowego jachtu „Atlantic Puffin”. W tym roku ponownie wyruszy na morze, a jego celem będzie ustanowienie rekordu świata w samotnej żegludze non stop na najmniejszej w historii tego typu wypraw jednostce. W rozmowie z nami Szymon Kuczyński mówi o szczegółach przedsięwzięcia.

– Kiedy 12 sierpnia wyruszysz z Anglii w wokółziemską wyprawę, będą ci kibicować wszyscy żeglarze w Polsce, ale czy nie masz poczucia, że porywasz się z motyką na słońce?

– Nie. Takie rejsy na małych łódkach już się odbywały. Trzeba się po prostu dopasować do warunków na trasie. Większość ostatnich rejsów dookoła świata non stop kończyła się w rejonie Przylądka Dobrej Nadziei. Tymczasem ja przejechałem go bez problemów, płynąc w drugą, gorszą stronę. Jacht był testowany w różnych warunkach, zdał egzamin, jestem dobrej myśli, ale oczywiście wszystko zostanie zweryfikowane na trasie.

– Czy poza kompletowaniem wyposażenia przygotowujesz się do rejsu „teoretycznie”?

– Sporo rozmawiam o tym z Bartkiem Czarcińskim. Jesteśmy w stałym kontakcie. Poza tym, oczywiście, mam swoje doświadczenia i na pewno mi się przydadzą. Czytam też relacje żeglarzy, którzy płynęli dookoła świata bez zawijania do portów oraz inne, np. pewnego Japończyka, który wprawdzie nie w formule non stop, ale opłynął Horn, płynąc w drugą stronę na małym, sklejkowym jachcie. Było kilka udanych, podobnych projektów.

– Jak długo będziesz płynął?

– Zakładam, że rejs potrwa dziesięć miesięcy. Plus, minus jeden miesiąc. Trasa jest z Plymouth do Plymouth. 11 sierpnia kończę pracę sternika na jachcie startującym w Rolex Fastnet Race, w związku z czym termin startu ustaliłem na  dzień później.

– Czy „Atlantic Puffin” poradzi sobie w tym przedsięwzięciu?

– To nie jest wyprawa „na wariackich papierach”. Testowałem łódkę w poprzednim rejsie. Czas oparłem na wyliczeniach typowych przebiegów na poszczególnych odcinkach. Kwestie aprowizacji mam przećwiczone. Poprzednio miałem zapas jedzenia i wody na ponad 200 dni. Dodatkowo był rower i kilka innych, turystycznych przedmiotów, których tym razem nie zabieram. Łódka będzie lżejsza.

– No dobrze, a jakie wady ma twój jacht?

– Główna wada jachtu to brak komfortu. Zrobiona jest jak najprościej, a przy tym tak, żeby była jak najmocniejsza. Nie ma na niej wielu zbędnych moim zdaniem elementów wyposażenia, takich jak na przykład rolery. One ulegają awariom, a warunki na trasie nie zawsze będą sprzyjały poważniejszym naprawom. Nie ma też tapicerki, tylko goły laminat. Zdarza się, że woda zbiera się w środku, choć łódka nie przecieka. To efekt kondensacji pary wodnej pod wpływem różnic temperatur wody i wnętrza jachtu, kiedy właz jest zamknięty. Kilka miesięcy spędzę w takich warunkach i to rzeczywiście będzie dość uciążliwe.

– No to powiedz coś o zaletach łódki…

–  W warunkach sztormowych dobrze się tym jachtem żegluje. Oczywiście kilka nieprzyjemnych przygód mi się zdarzyło, bo przecież nie płynąłem tylko w passatach i przy dobrej pogodzie. Były długie, silne, sztormy, kilkutygodniowe załamania pogody, zwłaszcza w drodze powrotnej, na północnym Atlantyku. Równocześnie chcę zaznaczyć, że nie miałem nigdy poważniejszej awarii. Raz tylko nie zamknąłem włazu i wlało mi się pół tony wody do środka. Skończyło się na generalnym sprzątaniu i wielkim praniu.

– Tak długi samotny rejs to nie tylko przygoda, ale i nuda. Jak sobie z nią poradzisz?

– Dużo lepiej funkcjonuję, kiedy jest jakaś akcja, sytuacja wymagająca działania. Tryb roboczy najlbardziej mi odpowiada. Ale będą w czasie rejsu momenty spokojne i to może być dla mnie trudne. W przełamaniu nudy pomogą książki i muzyka, poza tym zawsze jest coś do zrobienia na jachcie. No i zamierzam pisać notatki na bieżąco. Na pewno znajdę sobie jakieś zajęcie.

– Będziesz płynął sam, bez kontaktu ze światem zewnętrznym, ale zadbałeś o kwestie bezpieczeństwa. Opowiedz coś o tym.

– Najprawdopodobniej będę miał telefon satelitarny. Muszę kupić nowy, bo poprzedni padł. Poza tym oczywiście AIS, EPRIRB, PLP. Będzie też radio krótkiego zasięgu, ale wiadomo, że ono będzie przydatne tylko wtedy, gdy będzie w pobliżu jakiś statek, a takich momentów nie będzie zbyt wiele. Zabieram też urządzenie InReach, które Bartek Czarciński bardzo zachwalał. Dzięki niemu przeprowadził ewakuację po wywrotce swojego jachtu. Warto dodać, że w czasie rejsu jacht będzie wyposażony w baterie słoneczne, co daje mu sporą autonomię.

– Który moment czy miejsce na trasie będzie najtrudniejsze dla ciebie i jachtu?

– Doświadczenie wielu żeglarzy mówi, że jak się przejdzie Ocean Indyjski, to szanse na przepłynięcie południowego Pacyfiku są całkiem spore. Przylądek Dobrej Nadziei to kluczowe dla powodzenia całego rejsu miejsce. Dalej to jest kwestia taktyki, jaką się przyjmie. Czy popłynie się jak Robin Knox-Johnston, który postanowił nie schodzić za nisko i wykorzystać słabsze wiatry na północy, czy zejdzie się niżej, ryzykując trafienie na złą pogodę. Robin wpakował się w przeciwny wiatr, co może wywołać frustrację i opóźnić rejs. Wolałbym tego uniknąć, będę musiał wybrać najlepszą drogę. Zobaczymy, czy mi się uda.

– Czy myślisz już o kolejnych żeglarskich wyzwaniach?

– Każdy kolejny rejs jest przygotowaniem do następnego projektu. Płynąc w wyprawie Maxus Solo Around na „Atlantic Puffin” już myślałem o rejsie, o którym teraz rozmawiamy. A dziś mam w głowie plan, by wystartować w regatach Mini-Transat. Może ten rejs mi to ułatwi, pozwoli pozyskać w przyszłości sponsorów. Regaty oceaniczne zawsze mnie pociągały, ale co będzie czas pokaże.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ