< Powrót
12
czerwca 2017
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Fb / Tomasz Cichocki

Tomasz Cichocki: Zła pogoda będzie nam sprzyjać

Na starcie lipcowych regat Dr Irena Eris ORC European Championship Gdańsk 2017 stanie ok. 80 jachtów. Wśród nich 56-stopowy „Baltico”, dowodzony przez jednego z najbardziej znanych polskich żeglarzy, kpt. Tomasza Cichockiego.

Jak deklaruje nasz rozmówca, dla jego ekipy to nie wyczyn będzie najważniejszy, a możliwość reprezentowania Polski podczas tak ważnej, międzynarodowej imprezy, która po raz pierwszy zawita do Gdańska.

– Jak przebiegają przygotowania do lipcowego startu?

– Cały czas coś dłubiemy przy łódce. Trwają drobne prace konserwacyjne i naprawcze. Właśnie spodziewamy się dostawy genakera – pierwszego z żagli, które będą nam pomagały w czasie regat. „Baltico” to nie jest łódka regatowa, tylko cruiser, więc choć te żagle nam pomogą, nie dadzą szansy na zwycięstwo przy silnej konkurencji.

– Startujecie bez wiary w zwycięstwo?

– Chcemy się dobrze bawić, dobrze zaprezentować Polskę i kilku naszych sponsorów. Robimy to, żeby wspierać i propagować żeglarstwo w naszym kraju. Najpewniej nie wygramy, ale końca wyścigu na plecach też nie przywieziemy. Ambicja i wola walki jest! Nasz jacht pływał w Regatach Poloneza i zajął drugie miejsce. Wyprzedził go tylko katamaran, czyli łódka bezkonkurencyjna dla tak dużej jednostki jak „Baltico”. W grupie jednokadłubowców byliśmy jednak pierwsi. Jednym słowem to szybka jednostka. Ale jak będzie – zobaczymy.

– W ostatnich latach stałeś się znany głównie dzięki dalekim, oceanicznym rejsom, opłynięciu globu i próbom rejsu dookoła świata non stop – jak czujesz się jako zawodnik regatowy?

– Pochodzę z Olsztyna. Tam wszyscy zaczynaliśmy w klubach, regaty były czymś naturalnym. W czasie zawodów zdobywaliśmy największy zasób wiedzy i umiejętności. Nie jestem regatowcem, niemniej jakieś pojęcie o regatach mam. Znam zasady na tyle dobrze, że mogę walczyć.

– Czy dziewięcioosobowa załoga, z tobą w roli skippera, to optymalna obsada na mistrzostwa formuły ORC?

– Taka obsada to ukłon w stronę moich kolegów, a przy tym wymóg. „Baltico” to duży jacht, ręce do pracy przy żaglach się przydadzą.

– Przyjechałeś do Gdańska na kilka dni, żeby spotkać się z załogą i potrenować. Na co będziecie zwracać szczególną uwagę?

– Rzadko wykonuje się na crusierze zwrot przez rufę z pełnymi genakerami. To wymaga przerzucenia 240-metrowego żagla dookoła sztagu i tego się będziemy uczyli. Startujemy w gronie kolegów żeglarzy, ale do tej pory nie pływaliśmy razem w regatach. Musimy przećwiczyć razem to, co każdy z nas umie osobno. Będziemy trenować manewry, komendy, procedurę regatową. Mamy na to dwa dni.

– Dwa dni to chyba za mało, żeby opanować wszystkie elementy…

– Dlatego wrócimy na Zatokę Gdańską za dwa tygodnie i na kilka dni przed Mistrzostwami Polski formuły ORC. Będą one bezpośrednio poprzedzać Mistrzostwa Europy, a my potraktujemy je jako regatowe przetarcie.

– Co wiesz o konkurentach, z którymi zmierzycie się w lipcu?

– Wiem, że będą to załogi z całej Europy. Wśród nich Szwedzi, Niemcy, Litwini, Rosjanie, tych ostatnich się boimy, bo są waleczni i umieją się ścigać. Szwedzi pewnie przyjadą na ciężkich jachtach, więc będziemy mogli z nimi powalczyć. No, ale jak będzie, przekonamy się w boju. Mamy w sobie ducha walki, ale jesteśmy realistami. Na konkurowanie z jachtami typowo regatowymi mamy szanse tylko w sytuacji, gdy na akwenie będą panowały ciężkie warunki pogodowe. Biorąc jednak pod uwagę, że Mistrzostwa rozgrywać się będą w lipcu, marne na to szanse. My świetnie radzimy sobie w ciężkich warunkach, bo dla nas to normalka. A regatówki są lekkie, wyżyłowane z kilogramów, sama skorupa. Jachty regatowe przystosowane są do krótkich biegów.

– Czyli trzeba wam życzyć złej pogody?

– Swego czasu wygrałem Regaty Poloneza dzięki ciężkim warunkom. Płynąłem na czerdziestostopowej Delphi – tej samej, na której płynąłem dookoła świata. Mnie zła pogoda sprzyja na regatach.

– Czy poza startem w Mistrzostwach Polski i Mistrzostwach Europy, załoga „Baltico” ma jakieś plany regatowe na ten sezon?

– Nie, nie mamy na to funduszy. Poza tym regaty spowszedniały jak rajdy samochodowe. Analogicznie, wyścigów samochodowych jest wiele, a liczą się tylko Rajd Dakar i Formuła 1. Podobnie jest z regatami – najważniejszy jest wyścig Sydney-Hobart. Myślę o starcie w tych regatach, ale jeszcze nie wszystko jest dopięte na ostatni guzik, więc na razie nie mogę niczego zadeklarować. A w gdańskich mistrzostwach startujemy przede wszystkim dlatego, że tak ważna impreza żeglarska po raz pierwszy rozegrana zostanie w Polsce. Chcemy w tym uczestniczyć.

– Skoro nie będzie regat, to może będzie kolejny długi, samotny rejs oceaniczny w najbliższym czasie?

– Na razie nie. Chwilowo mam dość samotnego pływania, jestem po trzech takich rejsach i czuję zmęczenie. Chcę popływać z ludźmi. Mam oczywiście plany na dalszą przyszłość, ale na razie nie mogę o nich mówić. Myślę, że pod koniec roku oficjalnie poinformuję co i jak.

– Jakie są twoje indywidualne plany żeglarskie na ten sezon?

– Będzie trochę przedsięwzięć komercyjnych, poza tym mam zaproszenia na kilka dużych, poważnych eventów. Będę opowiadał o swoim pływaniu, o polskich żeglarzach oraz ich osiągnięciach, będę reprezentował Polskę. Chcę zrobić ukłon w stronę polskiego żeglarstwa morskiego. Mamy świetnych żeglarzy i bardzo dobre wybrzeże. Pytanie tylko, czy będziemy umieli to w najbliższych latach wykorzystać.

– Zabrzmiało poważnie. Czyżbyś spłacał dług wdzięczności wobec Polski i polskiego żeglarstwa?

– Można tak powiedzieć. Ale przecież, jeśli akurat nie robię jakiegoś wyczynu sportowego i nie mam zobowiązań sponsorskich, dlaczego miałbym siedzieć w domu przed telewizorem? Angażuję się w rozmaite akcje popularyzujące żeglarstwo, bo wierzę, że to przyniesie pozytywny efekt.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ