< Powrót
7
grudnia 2018
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Tadeusz Urbaniak/Port Gdynia
Wenda

Hanna Wenda-Uszyńska: Gdynia była czwartym dzieckiem Tadeusza Wendy

Zbudował gdyński port, uczestniczył w życiu miasta i miał nieprzeciętną osobowość. O inżynierze Tadeuszu Wendzie opowiada jego wnuczka Hanna Wenda-Uszyńska.

– Do grona najsłynniejszych Polaków najczęściej zaliczamy wojskowych lub polityków. Tadeusz Wenda był tylko i aż skromnym inżynierem, ale chyba zasługami dorównuje największym rodakom.

– Mój dziadek nie był politykiem i polityką się nie zajmował, ale robił to, co umiał najlepiej. Po ukończeniu Instytutu Inżynierów Komunikacji w Petersburgu pracował długo w Rosji, ale mimo to nie uległ rusyfikacji. Wrócił do Polski i pracował dla niej. Wizja zbudowania nowego portu zawładnęła nim bez reszty. Taki był jego patriotyzm. W Rosji pracował w bardzo ciężkich warunkach, często mieszkał w pokojach bez wody i wygód. Był pasjonatem swojej pracy.

– Był pozytywistą?

– Tak, ale też romantykiem. I to niesamowitym, co widać w listach, które wysyłał do żony i dzieci. Był inżynierem, umysłem ścisłym, ale pisał z ogromnym ciepłem i piękną polszczyzną. Był naprawdę cudownym mężem i ojcem, i miał nieprzeciętną osobowość. Nie lubił blichtru i życia kawiarnianego. Bardzo za to lubił ludzi, zwłaszcza młodych. Kiedy przychodził do pracy, witał się zawsze ze wszystkimi pracownikami przez podanie ręki i pytał: co będzie pan dzisiaj robił? Miał dar przekazywania wiedzy i świetnie dogadywał się z młodymi inżynierami, których uczył. Był idealistą – kiedy duński przemysłowiec Knut Hojgaard zaproponował mu pracę za dziesięciokrotnie wyższą pensję, dziadek odpowiedział mu: „ja ten port dla Polski buduję”. I odmówił. Knut Hojgaard zresztą bardzo dziadka szanował, odwiedził nawet go w 1945 roku w jego domu w Komorowie pod Warszawą.

– Tadeusz Wenda urodził się i kształcił w Warszawie, tam też wrócił na emeryturę, ale ukoronowaniem jego kariery była budowa portu w Gdyni. Które miasto było mu bliższe?

– Gdynia była jego ukochanym miastem, nazywał ją nawet swoim czwartym dzieckiem. Nigdy jednak się do niej nie przeniósł na stałe. Nie chciał zostawić rodzinnego domu nad Wisłą, tam byli najbliżsi… Ta sytuacja jednak była dla niego męcząca. Ale prawdą jest, że mój ojciec za najszczęśliwszy czas w życiu uważał rodzinne wakacje spędzane w Gdyni – wspólne jeżdżenie po okolicy, pływanie.

– Podczas swojej pracy Tadeusz Wenda pracował głównie przy projektach lądowych. Czy tematyka morska też była mu bliska?

– Było to dla niego raczej kolejne wyzwanie po zakończeniu kariery w Rosji. I okazał się wizjonerem, bo projekt przetrwał do dzisiaj i gdyński port, choć nieco zmieniony, funkcjonuje na bazie jego rozwiązań i wspaniale się rozwija. Sam jednak nie miał doświadczeń morskich, choć wcześniej uczestniczył w budowie portów w Windawie i Rewlu.

– Pani dziadek był jednym ze współzałożycieli Klubu Sportowego „Gryf”, obecnego Jacht Klubu Morskiego „Gryf”. Był zaangażowany w działalność społeczną?

– Udzielał się mocno, choć poza pracą w porcie miał mało czasu. Wspólnie z wójtem Gdyni Janem Radtke i admirałem Józefem Unrugiem podjęli projekt budowy Bazyliki Najświętszego Serca Jezusowego w Gdyni. Oprócz tego był w komitecie budowy pomnika Zjednoczenia Ziem Polskich. Współzakładał Gdyńskie Towarzystwo Techników, prezesował też w Towarzystwu Polsko-Francuskiemu.

– Utrwala i promuje pani pamięć o swoim dziadku, m.in. wspólnie z Portem i miastem Gdynia. Wiele jest jeszcze do zrobienia?

– Zawsze coś jest. Teraz najbardziej cieszę się, że w Gdyni powstanie pomnik Tadeusza Wendy. Mój ojciec byłby dumny, niestety nie doczekał… Dziadek ma też tu swoją ulicę i szkołę. Smutno mi tylko, że nie ma honorowego obywatelstwa Gdyni, choć to on wskazał to miejsce na budowę portu i poświęcił jej 17 lat swojego życia. Nie można jednak łatwo tego zmienić, bo podobno honorowe obywatelstwo można nadać tylko osobie żyjącej.

– Pomnik powstanie na końcu Pirsu nr 1 w Basenie Prezydenta. To chyba odpowiednie miejsce?

– Uważam je za bardzo dobre. Są oczywiście różne opinie, bo niektórzy sądzą, że mógłby stanąć na przykład na Skwerze Kościuszki. Dla mnie ważne, że pomnik powstanie. I cieszę się, że niedługo będzie.

Tadeusz Wenda, ur. 18.07.1863 r. w Warszawie, zm. 8.09.1948 r. w Komorowie. Polski inżynier, główny projektant i budowniczy portu w Gdyni. Ukończył Wydział Matematyczno-Fizyczny na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim i Instytut Korpusu Inżynierów Komunikacji w Petersburgu. Pracował początkowo w Rosji, a w 1918 r. wrócił do Polski. W 1920 r. wiceadmirał Kazimierz Porębski zlecił mu wybranie miejsca pod przyszły port. Tadeusz Wenda wybrał Gdynię i do 1932 roku kierował budową. W latach 1932-1937 był naczelnikiem Wydziału Techniczno-Budowlanego Urzędu Morskiego w Gdyni. W 1937 roku przeszedł na emeryturę.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ