< Powrót
14
lutego 2017
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Wiesław Rapacki
Jerzy Springer (z lewej) w Pucku podczas regat jachtów klasy E w 2016 roku.

Jerzy Springer: Polski radiojachting jest nie do przeskoczenia

O emocjach w radiojachtingu, kosztach, które za sobą niesie i planach na najbliższy rok opowiada Jerzy Springer, komandor Polskiej Sekcji Radiojachtingu.

– Czym jest radiojachting?

– Połączeniem modelarstwa, w radiojachtingu z bardzo rozwiniętą elektroniką, zastępującą żeglarza na jachcie, i żeglarstwa – podczas regat obowiązują przepisy ISAF, w tym prawo drogi, biegi odbywają się po ustalonej trasie. Jachty sterowane radiem są więc wyraźnie połączone z dużym żeglarstwem.

– Emocje są podobne?

– Adrenaliny jest bardzo dużo, więc wszystkie osoby, które jej szukają, mogą śmiało spróbować radiojachtingu. Na pomoście jednak, gdzie nasze działania sprowadzają się do ruchów drążkami na aparaturze sterowniczej, trzeba emocje opanować.

– Nerwy nie ponoszą czasami uczestników?

– Zdarza się, ale wtedy ich uspokajamy. Mamy przepis, który dopuszcza wykluczenie żeglarza z biegu za niesportowe zachowanie. Jeżeli problem się pogłębia, możliwe jest nawet wyrzucenie z regat.  Zdarza się to jednak sporadyczne, z mojego doświadczenia sędziowskiego pamiętam jedną taką sytuację. Zawodnicy trzymają nerwy na wodzy, bo nikt kto jedzie 200-300 km na regaty i walczy o kwalifikacje do mistrzostw Polski, nie chce być wykluczony.

– Kto najczęściej ściga się w regatach?

–  To jest sport dla wszystkich – i dla tych, którzy rozpoczynają przygodę żeglarską od modelarstwa, a później przechodzą na duże jachty, i dla doświadczonych żeglarzy, którzy z jakichś względów nie mogą już startować w normalnych regatach. Mamy trzy grupy wiekowe: młodzik – do 16 roku życia, junior – do 18, senior – między 18 a 60 i oldboy – powyżej 60 roku życia. W czasie regat wszyscy startują razem – żeby młodzi uczyli się przy wytrawnych zawodnikach.

– Ile osób ściga się w Polsce na jachtach sterowanych radiem?

– Mniej więcej 60-80 osób.

– Takie jachty dzielą się na klasy?

– Są klasy E, M i 10. W E kadłub musi być zbudowany z tkaniny szklanej. Jest to klasa niezbyt droga i stąd bardzo liczna, zwłaszcza w grupie juniorów. Klasa M jest bardzo skomplikowana – do budowy wykorzystywany jest kevlar i włókna węglowe, stosuje się w niej wiele kompletów żagli. Jest przez to bardzo kosztowna, więc nie ma w niej zbyt wielu zawodników. Klasa 10 również jest profesjonalna, z przelicznikiem powierzchni żagla i długości kadłuba.

– Z jakimi kosztami trzeba się liczyć, jeżeli chce się rozpocząć przygodę z radiojachtingiem?

– W klasie E elektronika kosztuje około 500 zł, a podstawowy model 2000-2500 zł. Czyli za 3000 zł kupimy jacht, który da nam satysfakcję w rywalizacji. Jeżeli chodzi o klasy M i 10, to możemy mówić o 4000 euro, czyli około 17 000 zł. Można obniżyć koszty dzięki samodzielnej budowie kadłubów. To jest właśnie fajne w małym żeglarstwie, że nabieramy doświadczenia i widzimy, co możemy w kadłubie poprawić, żeby jacht był szybszy. I przed nowym sezonem jesteśmy w stanie to zrobić lub nawet zbudować nowy kadłub.

– A są bojery sterowane radiem?

– Są możliwe do skonstruowania. Trzeba by jednak popracować nad statecznością i środkiem ciężkości, bo nie mają one balastu. Żeby wyścigi były przyjemne i nie oznaczały gonienia przewróconego modelu po zamarzniętym jeziorze.

– Polski radiojachting liczy się w świecie?

– Od pewnego czasu jesteśmy nie do przeskoczenia. Na początku XXI wieku dominowali jeszcze zawodnicy z Chin, którzy są świetnymi modelarzami i żeglarzami. Na mistrzostwach świata w Gdyni w 2005 roku przełamaliśmy tę hegemonię – mój syn, Janek, jako junior zdobył trzy medale, dwa złote i jeden srebrny, seniorzy też mieli sukcesy. W tej chwili odczuwamy jednak to, co kiedyś Zachód – brak juniorów.

– Ile regat odbywa się w Polsce w ciągu roku?

– Dwanaście w kraju, a dodatkowo w maju tego roku odbędą mistrzostwa świata na Węgrzech.

– Jak wyglądają eliminacje na mistrzostwa świata?

– Po każdym sezonie powstaje ranking i budowana jest kadra narodowa. Zawodnicy zbierają punkty rankingowe w poszczególnych eliminacjach – wygląda to trochę podobnie jak w skokach narciarskich.

– Jak zorganizowany jest polski radiojachting?

– Kluby modelarskie organizują regaty i mistrzostwa Polski, a Zarząd Sekcji Jachtów Sterowanych Radiem nadzoruje całość działań – między innymi sędziujemy i zatwierdzamy kalendarz. Związani jesteśmy z Komisją Modelarską Ligi Obrony Kraju, ale w przyszłości chcielibyśmy się porozumieć z Polskim Związkiem Żeglarskim. W małej skali możemy uczyć taktycznego rozgrywania regat i przepisów żeglarskich.

– Do PZŻ wejdziecie jako stowarzyszenie klasy czy klub żeglarski?

– Sugestie są różne, ale wolelibyśmy nie tworzyć własnego związku sportowego, bo z tym związanych jest zbyt wiele procedur, ale klub, który wspomagałby część szkoleniową PZŻ. To już się zresztą zaczęło, bo we Włocławku jeden z modelarzy współpracuje z lokalnymi żeglarzami w tym zakresie.

Jerzy Springer, ur. w 1958 roku. Sternik jachtowy i motorowodny, sędzia w regatach jachtów sterowanych radiem. Komandor Polskiej Sekcji Radiojachtingu.

http://radiojachting.pl/

PODZIEL SIĘ OPINIĄ