< Powrót
5
czerwca 2019
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
paraworldsailing2018.com
Górnaś

Olga Górnaś-Grudzień: W Austrii było bardzo dużo stresu

Olga Górnaś-Grudzień wróciła z regat EUROSAF European Para Inclusion Sailing Championships 2019 z tytułem mistrzyni Europy. W rozmowie z nami opowiada mi.in. o tym, co najbardziej stresuje ją podczas wszystkich zawodów.

– Jakie wrażenia przywiozła pani z regat w Austrii?

– Przede wszystkim, nie po raz pierwszy, było bardzo dużo stresu niekoniecznie sportowego. Dwa lata temu we Francji zdobyłam złoty medal mistrzostw Europy w klasie Hanza 303 w kategorii kobiet, a rok temu moja łódka została zdyskwalifikowana, mimo że prowadziłam przewagą dwunastu punktów w mistrzostwach świata rozgrywanych w Stanach Zjednoczonych. Dlatego teraz nasz trener, Grzegorz Prokopowicz, walczył do ostatniej chwili, żebyśmy na piśmie mieli podpisaną deklarację, że nie ma problemu z moim siedziskiem. Żeby nie powtórzyła się sytuacja, w której organizatorzy i sędziowie jedno mówią na początku regat, a potem drugie piszą.

– Na czym to polega?

– Mówiąc najkrócej – na wodę wypychają mnie sami sędziowie techniczni, a potem zostaję oprotestowana i moje argumenty nie są uznawane. Tego bardzo się bałam. Nie chciałam żeby ktoś szukał powodów do dyskwalifikacji. Niestety, podczas zbliżających się mistrzostw świata znowu będziemy musieli toczyć boje o zgodę na moje siedzisko.

– Co jest nie tak z tym siedziskiem?

– Chodzi o to, że moja niepełnosprawność jest taka, że nie zginam się w stawie biodrowym. Mam też sztywne kolano i kostkę. To unieruchomienie uniemożliwia mi siadanie na siedzisku ugiętym jak leżak. Gdybym tak usiadła, częściowo wisiałabym w powietrzu. Dlatego zawsze mam zrobione przystosowanie siedziska. To albo krótszy materiał, który powoduje, że nie ma takiego dołka w siedzeniu, albo styropian. Dopóki nie wygrywałam nigdy nie było z tym problemu. Kłopoty zaczęły się, kiedy prowadzić w regatach z dużą przewagą.

– To siedzisko jest naprawdę takim problemem dla innych zawodniczek i sędziów?

– Co ciekawe, nawet kiedy zostałam zdyskwalifikowana na mistrzostwach świata, stwierdzono, bo nie było zgody pisemnej na moje siedzisko tylko ustna to i tak stwierdzono, że moje siedzisko nie ma wpływu na rezultat sportowy. Przykro jest jechać na drugi kontynent, na zawody tej rangi, prowadzić z dużą przewagą i zostać zdyskwalifikowaną przed ostatnim wyścigiem. Dlatego teraz będziemy wszystko zawsze chcieli mieć na piśmie. Może uda się Grzegorzowi Prokopowiczowi załatwić ostateczną, pisemną zgodę dotyczącą siedziska obowiązującą już na stałe. Zobaczymy. To moje największe zmartwienie na ten sezon. Tym stresuję się najbardziej.

– Jakie ma pani sportowe plany na najbliższe tygodnie?

– Poza zbliżającymi się mistrzostwami świata, czekają mnie mistrzostwa Polski w Giżycku. To najważniejsze w tym sezonie imprezy, jakie mam przed sobą.

– A jak pływało się w Austrii podczas mistrzostw Europy?

– Nie było lekko, bo warunki mieliśmy dość zmienne. Od słabego, do mocnego wiatru. Raz było słonecznie, raz deszczowo. Na pewno nie narzekaliśmy na nudę. Zresztą zdarzyła mi się niezła przygoda. W pierwszym wyścigu, na pierwszej boi zgubiłam rumpel. Całą trasę popłynęłam walcząc ze sterem, a trener po wyścigu zapytał mnie, dlaczego tak jakoś dziwnie płynęłam. Wyjaśniłam, że płynęłam bez rumpla, ale nie wycofałam się. Regaty to jednak, poza pewną dozą rutyny, zawsze zestaw nieprzewidzianych sytuacji. Trzeba umieć się w nich odnaleźć i sobie radzić.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ