< Powrót
10
grudnia 2020
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. 3Oceans
Piotr Kulczycki

Piotr Kulczycki: W 2022 roku „Kapitan Głowacki” będzie żeglował

O kupnie „Kapitana Głowackiego”, remoncie i modernizacji żaglowca oraz pomysłach na eksploatację opowiada Piotr Kulczycki, prezes spółki 3Oceans.

10 czerwca 2020 roku „Kapitan Głowacki”, żaglowiec należący do Polskiego Związku Żeglarskiego i Zachodniopomorskiego Okręgowego Związku Żeglarskiego, sprzedany został za 150 000 zł spółce 3Oceans. Spółka, na czele której stoi Piotr Kulczycki, od 2011 roku jest właścicielem i armatorem „Fryderyka Chopina”, na której prowadzone są Niebieskie Szkoły pod żaglami.

– Dlaczego postanowił pan kupić „Kapitana Głowackiego”?

– Pierwsze przymiarki do kupna miały miejsce jakieś pięć lat temu. Zwrócił się do nas Polski Związek Żeglarski, który zastanawiał się nad jego sprzedażą. Pojechaliśmy ze współpracownikami do Trzebieży, obejrzeliśmy jacht i… zrobił na mnie koszmarne wrażenie. Stał oparty o dno, woda musiała być cały czas wypompowywana, a do wyremontowania było wszystko – takielunek, maszynownia, kadłub i cała zabudowa. Poza tym, nie nadawał się do potrzeb Niebieskiej Szkoły – był zbyt mały. Zasygnalizowałem Polskiemu Związkowi Żeglarskiemu, że mogę się zająć „Głowackim”, jeżeli otrzymam jakąś promesę dofinansowania remontu i możliwość jego nieodpłatnego przejęcia. Jednak Sejmik PZŻ podjął decyzję, że należy go wyremontować, a nie sprzedawać.

Piotr Kulczycki

Piotr Kulczycki.
Fot. arch. 3Oceans

– Pięć lat później niewystarczająca wielkość i zły stan jednostki wciąż nie były przeszkodą?

– To był impuls. Uznałem, że proces odbudowy będzie wspaniałą okazją dla naszej młodzieży z Niebieskiej Szkoły, żeby uczestniczyć w czymś unikalnym i istotnym. Spodobał mi się wychowawczy aspekt. Poza tym nie chciałem, żeby przestał być eksploatowany i trafił do muzeum. Spodziewam się nowych doświadczeń z rejsów wzorowanych na Niebieskiej Szkole z „Fryderykiem Chopinem”, być może prowadzących do obniżenia kosztów, co jest naszym celem od wielu lat.

– Sentyment do „Kapitana Głowackiego” – jednostki, na której pływało kilka pokoleń polskich żeglarzy – miał wpływ na pana decyzję?

– Nigdy na nim nie żeglowałem, więc sentymentu nie czułem. Ale rzeczywiście, nie przewidziałem, że tak ogromna liczba polskich żeglarzy jest do niego emocjonalnie przywiązana. „Głowacki” ma za sobą kilkadziesiąt lat pływania i większość polskich kapitanów kiedyś się o niego otarła. Dostałem gratulacje i życzenia powodzenia z całego świata. To fascynujące i bardzo się cieszę, że zrobiliśmy coś ważnego, że go ratujemy.

– W jakiej kondycji był „Kapitan Głowacki”, kiedy go pan kupował?

– W porównaniu z 2015 rokiem jego stan się poprawił. PZŻ przeholował statek do Kołobrzegu, gdzie wykonano prace nad uszczelnieniem kadłuba. Kiedy go w maju oglądałem, stał przy kei, miał wymienione 180 metrów planki i nie nabierał wody. Lokalny szkutnik dobrze mówił o stanie kadłuba. Kluczowe jest jednak, że główne wykonawstwo znalazło się w rękach sprawdzonej firmy ComplexJacht z Pucka, z którą jesteśmy blisko związani i która posiada unikalne w naszym kraju możliwości wykonania tak złożonego remontu. W pierwszym etapie „Kapitan Głowacki” trafił do stoczni Szkuner we Władysławowie, we współpracy z którą ComplexJacht wykona prace kadłubowe.

– Jak postępują prace?

– Remontowanie takiej jednostki może trwać dowolnie długo, ale na szczęście idzie nam dość sprawnie. Mamy specjalne miejsce postojowe, które obudowaliśmy rusztowaniem i zabezpieczyliśmy plandeką. Zdemontowany został takielunek i większość urządzeń. Usunięto także zabudowę wewnętrzną, która bardzo nam się podoba, dlatego całkowicie i precyzyjnie ją zinwentaryzowaliśmy. Ponieważ mamy dużo dokumentacji z przebudowy w latach 80., chcemy dokładnie odtworzyć wnętrze. „Kapitan Głowacki” jest pod opieką konserwatora, więc musimy pilnować, żeby zewnętrzy wygląd żaglowca został odtworzony zgodnie z regułami sztuki konserwatorskiej. W tej chwili trwa diagnozowanie stanu zarówno stalowego szkieletu, który jest podstawą tego statku, jak i drewnianych planek. Ewentualna wymiana fragmentów szkieletu nie powinna nastręczać większych problemów, ale obawiamy się, że trzeba będzie wymienić dużą liczbę planek, co jest czaso- i kosztochłonne. Według najgorszego scenariusza wymienić trzeba wszystkie. Potrwa to kilka miesięcy, ponieważ nie można zdjąć ich na raz, kadłub straciłby geometrię. Dopiero jak ten etap się zakończy, przystąpimy do odbudowy wnętrza, równocześnie instalując zbiorniki i silnik. Planujemy też nieco unowocześnić infrastrukturę – chcemy, żeby była możliwość zarówno ogrzewania, jak i – być może – chłodzenia wnętrza. Nie planujemy budowy chłodni, ale zwiększymy możliwości zamrażarek, żeby żaglowiec miał autonomię pozwalającą na bezproblemowe przejście Atlantyku. Zmodernizujemy też instalację elektryczną oraz zainstalujemy nowe agregaty i instalację odsalającą.

Piotr Kulczycki

Wnętrze kadłuba „Kapitana Głowackiego”.
Fot. arch. 3Oceans

– Kiedy zakończycie remont?

– Liczymy, że późną wiosną lub latem 2021 statek będzie w takim stanie, że będzie można przystąpić do instalowania podstawowych systemów wewnątrz i przygotować go do zejścia na wodę. Później „Kapitan Głowacki” zostanie przestawiony do Pucka, gdzie rozpocznie się zabudowa wnętrza, co powinno potrwać 2-3 miesiące. Gdyby udało nam się zacząć żeglować jesienią przyszłego roku, uważałbym to za wybitny sukces. Ale realistycznie sądzę, że będzie to 2022 rok, bez precyzowania czy pierwsza, czy druga połowa.

– Szacowaliście koszty remontu?

– Jeszcze nie, obecnie trwa najpoważniejsza część przedsięwzięcia, czyli diagnostyka kadłuba. A także projektowanie systemów i rozważanie różnych wariantów, co też może istotnie wpłynąć na koszty. Dopiero wczesną wiosną będziemy wiedzieli, ile docelowo musi wynosić budżet.

– Ma pan już plan eksploatacji „Kapitana Głowackiego”?

– Chcemy, żeby w sezonie wiosenno-letnim bardzo dużo pływał w rejonie Bałtyku i Morza Północnego, podobnie jak to miało miejsce przed remontem. Tradycyjnie będzie też startował w corocznych regatach żaglowców The Tall Ships Race. Natomiast nie wiemy jeszcze, jak potoczy się jego eksploatacja w ramach programu Niebieskiej Szkoły. Jeśli to się uda, będziemy żeglować na cieplejszych, śródziemnomorskich wodach, może nawet w rejsach przez Atlantyk, na Karaiby, wspólnie z „Fryderykiem Chopinem”.

Piotr Kulczycki

„Kapitan Głowacki” na wodzie jeszcze przed remontem.
Fot. arch. 3Oceans

– Planowane są wspólne projekty z Polskim Związkiem Żeglarskim?

– Dotychczas, poza luźnymi intencjami, nie było żadnych wiążących ustaleń na ten temat. Z powodów covidowych i czasowych nie udało nam się spotkać i cała transakcja odbyła się zdalnie, podpisaliśmy dokumenty przygotowane przez prawników. Ale jesteśmy otwarci, żeby w przyszłości coś razem z PZŻ na „Kapitanie Głowackim” zrealizować. Liczymy też przede wszystkim na Zachodniopomorski Okręgowy Związek Żeglarski oraz środowisko żeglarskie Szczecina, Centrum Żeglarskiego i Mariny Trzebież. Z tym środowiskiem „Głowaś” jest bowiem związany najsilniej i od zawsze, a Szczecin to jego port macierzysty.

Piotr Kulczycki, szczeciński żeglarz i przedsiębiorca, prezes spółki 3Oceans, która jest właścicielem i armatorem „Fryderyka Chopina” i „Kapitana Głowackiego”. Laureat Nagrody im. Kapitana Leszka Wiktorowicza w 2018 roku za stworzenie Niebieskiej Szkoły – programu rejsów dla młodzieży połączonych z nauką szkolną prowadzonych na „Fryderyku Chopinie”.

„Kapitan Głowacki” powstał na podstawie kadłuba uzbrojonego poniemieckiego kutra, który w 1945 roku został podniesiony z mielizny niedaleko Świnoujścia. W 1949 roku jego właścicielem zostało Państwowe Centrum Wychowania Morskiego, które w latach 1950-1951 przebudowało go na żaglowiec. Ochrzczony został jako „Henryk Rutkowski”, na cześć komunistycznego działacza. Początkowo służył szkoleniu w Szkole Rybołówstwa Morskiego, później przejęty został przez Ligę Obrony Kraju, a w 1970 trafił do Centralnego Ośrodka Żeglarstwa w Trzebieży, gdzie przez chwilę pływał pod nazwą „Biały Słoń”. Od 1975 roku żaglowiec służył Bractwu Żelaznej Szekli. Później z uwagi na zły stan techniczny był wyłączony z eksploatacji, ale w połowie lat 80. został odbudowany i od 1986 roku wrócił na wodę. W 1997 roku zmieniono jego nazwę na „Kapitana Głowackiego”, uhonorowując tym samym Włodzimierza Głowackiego, działacza żeglarskiego, dziennikarza i autora poczytnych książek poświęconych historii żeglarstwa.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ