< Powrót
20
stycznia 2016
Tekst:
Dariusz Olejniczak, mat. prasowe
Zdjęcie:
Dariusz Olejniczak
Trzy jachty w tczewskim Centrum Konserwacji. Od lewej: "Opty", "Dal", "Kumka IV".

Słynne jachty zacumowały w Tczewie

„Opty”, „Dal” i „Kumka IV” – trzy słynne polskie jachty stanowią główne elementy ekspozycji, która za kilka miesięcy zostanie udostępniona zwiedzającym w tczewskim Centrum Konserwacji Wraków Statków Narodowego Muzeum Morskiego.

Historia każdego z tych jachtów jest niezwykła i była wielokrotnie opisywana na łamach prasy i na kartach książek. Teraz, po latach, przywrócono im dawną świetność, by mogły stanowić materialne świadectwo wspaniałych wyczynów polskich żeglarzy.

 Jachty będą na pewno najważniejszymi eksponatami w CKWS – mówi Radosław Paternoga z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. – Od dawna chcieliśmy, by mogły być oglądane przez publiczność muzealną. Przez trzydzieści lat mieliśmy je w swoich zbiorach magazynowych, jednak dopiero teraz udało się znaleźć dla nich właściwe miejsce i dokończyć ich konserwację.

Konserwacja polegała na uzupełnieniu brakujących elementów, odrestaurowwaniu i zabezpieczeniu tego, co udało się zachować z historycznego wyglądu jednostek. W przypadku jachtu „Dal” najwięcej pracy włożyli konserwatorzy w zdjęcie powłoki laminatowej i przywrócenie dawnego, drewnianego poszycia.

– W części jachtu znajdującej się w warunkach morskich pod wodą, nałożyliśmy miedzianą powłokę, bo tak wynikało z naszych ustaleń dotyczących pierwotnego wyglądu jednostki w czasie rejsu przez Atlantyk w latach 1933-1934 – wyjaśnia Radosław Paternoga. – Tam, gdzie uznaliśmy, że należy wymienić starą powłokę drewnianą, zrobiliśmy to. Naszym celem poza przywróceniem dawnej świetności, było zabezpieczenie jachtów na kolejnych kilkadziesiąt lat.

Wnętrz jachtów nie będzie można zwiedzać. Mimo to, także tam konserwatorzy przeprowadzili remont. Wnętrze „Opty” było niemal kompletne, wymagało jedynie oszlifowania i zaimpregnowania. Dodano natomiast nowe deski kojowe, których po latach na jachcie już nie było. Natomiast dla „Kumki IV” nie zachowała się niemal żadna dokumentacja i trudno było odtwarzać jej wnętrze. Dlatego ten jacht jest prawie pusty. Jego najważniejszy element to unikalne stalowe poszycie.

Centrum Konserwacji Wraków w Tczewie zyskało nowy budynek, w którym poza trzema polskimi jachtami będą prezentowane jednostki pływające wydobywane z dna Bałtyku oraz łodzie śródlądowe. Ekspozycja będzie uzupełnieniem zbiorów Narodowego Muzeum Morskiego. Jego oficjalne otwarcie nastąpić ma pod koniec czerwca tego roku.

– Na miejscu będziemy mieli do dyspozycji pracownię kowalską i szkutniczą, skaner 3D, urządzenia badawcze i pracownię roentgentowską, będziemy też mogli określać skład pierwiastkowy badanych obiektów – wyjaśnia Irena Rodzik, kierownik Działu Konserwacji Muzealiów.

Koszt przedsięwzięcia, finansowanego z funduszy unijnych, to niemal 23 mln zł, a ponad 700 tys. zł kosztowała renowacja jachtów oraz kilku elementów z jachtów „Generał Zaruski” i „Janek Krasicki”.

Dal„Dal”

Historia jachtu „Dal” zdefiniowała i naznaczyła w pewnym sensie życie jego dwóch właścicieli. Andrzej Bohomolec, polski ułan kawalerzysta, marzył o przepłynięciu niewielką jednostką Atlantyku. Ireneusz Gieblewicz kilkadziesiąt lat później chciał sprowadzić „Dal” do Polski. Kiedy latem 1933 roku Bohomolec wypływał w rejs z Gdyni do Chicago, powątpiewano czy tak niewielka jednostka podoła wyprawie przez Atlantyk. Jacht był 8,5-metrowym slupem, o szerokości 2,15 m, zanurzeniu 1,3 m, wyporności około 4,5 ton i powierzchni żagli 45 m kw. Razem z Andrzejem Bohomolcem w rejs wypłynęli Jan Witkowski i Jerzy Świechowski – instruktorzy z ośrodka jachtingu morskiego w Gdyni.

Rejs odbywał się zgodnie z planem, do momentu, kiedy w drugiej połowie sierpnia „Dal” na swej drodze napotkała cyklon. Złamany maszt był powodem zawieszenia wyprawy – jednostka dotarła na Bermudy, gdzie po remoncie i dobalastowaniu, 3 czerwca 1934 roku wyruszył w dalszy rejs. Celem była Wystawa Światowa w Chicago, gdzie „Dal” wzbudziła furorę – podziwiano waleczną, niewielką jednostkę, która dała radę tak trudnej wyprawie. Aby upamiętnić rejs „Dalą” przez Atlantyk zdecydowano umieścić jacht (wykupiony ze składek amerykańskiej Polonii) jako stały pomnik na terenach powystawowych w Chicago.

Przez kolejne lata jacht stał w miejscu wystawowym – na wodzie, by zostać przeniesiony przed Muzeum Wiedzy i Przemysłu, a później do środka obiektu. Pod koniec lat sześćdziesiątych jacht zaczął być niepotrzebnym balastem, zabierającym miejsce w przestrzeni muzealnej. W 1967 roku „Dal” otrzymała nakaz eksmisji i powróciła do Polskiego Muzeum Chicago.

Zdecydowano wówczas, że jacht popłynie do Polski tą samą drogą, którą przybył do Stanów 35 lat wcześniej. Spiritus movens akcji był nowy właściciel jachtu, pasjonat żeglarstwa – Ireneusz Gieblewicz. Gieblewicz, żeby wzmocnić kadłub jednostki przed podróżą przez Atlantyk, postanowił go zalaminować. Laminat poliestrowo-szklany był w latach 70. niezwykle popularnym materiałem. Wytrzymały, odporny na warunki atmosferyczne, a do tego bardzo lekki, miał być idealną warstwą zabezpieczającą drewniany kadłub „Dali”. Położenie warstwy laminatu na drewno było też o wiele łatwiejszą operacją niż czasochłonne i kosztowne konserwowanie zniszczonego kadłuba. Oprócz plastikowego pokrycia kadłuba wymieniono maszty oraz takielunek.

Po Porozumieniach Sierpniowych, Ireneusz Gieblewicz skontaktował się z ówczesnym dyrektorem Muzeum dr Przemysławem Smolarkiem – po oficjalnym przywitaniu w Gdyni „Dal” miała zacumować przy Centralnym Muzeum Morskim. Przez cztery lata jacht był eksponowany przed gdańskim Żurawiem, żeby zimą 1985 roku trafić do hangaru AKM w Górkach Zachodnich. Do muzealnych magazynów w Tczewie jacht pojechał pod koniec 1995 roku.

Latem 2014 roku jednostka objęta projektem budowy „Centrum Konserwacji Wraków Statków wraz z Magazynem Studyjnym w Tczewie”, została przetransportowana do Pucka. Po wykonaniu prac remontowych, które przywróciły jednostce wygląd z lat 30-tych, „Dal”, wróciła do Tczewa jako jeden z głównych eksponatów nowobudowanego oddziału Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.

Projekt „Centrum Konserwacji Wraków Statków wraz z Magazynem Studyjnym w Tczewie realizowany jest w ramach Programu „Konserwacja i rewitalizacja dziedzictwa kulturowego”, a wsparcia udzielono z funduszy norweskich i funduszy EOG, pochodzących z Islandii, Liechtensteinu i Norwegii oraz środków krajowych. Całkowity koszt projektu wynosi 22 mln zł. Zadanie jest realizowane w partnerstwie polsko-norweskim z Norweskim Muzeum Morskim w Oslo oraz z Muzeum Historii Kultury w Oslo.

Kumka„Kumka IV”

Miała być jak samolot – szybka, lekka, szczelna, do tego tania w konstrukcji, bo ze spawanych blach. Kiedy dwudziestoośmioletni inżynier, Tadeusz Sołtyk w 1936 r. projektuje dla siebie jacht, marzy, żeby jednostka wytrzymała przynajmniej dwa lata – zanim pokona ją korozja. Kumka IV przeżywa wojnę i swojego konstruktora. Swoje osiemdziesiąte urodziny będzie świętować w tczewskim Centrum Konserwacji Wraków Statków.

Po zwodowaniu, przez dwa lata Kumka IV pływała po Bałtyku. Podczas regat w Kopenhadze, jednostka choć nie brała udziału w wyścigu, wzbudziła duże zainteresowanie. Wszystkim podobała się jej nowoczesna sylwetka i zastosowane w konstrukcji rozwiązania. W 1939 roku, po niewielkim remoncie i doposażeniu, Sołtyk popłynął nią na Bornholm. Kumkę IV dopadł sztorm, potem przydarzyła się awaria steru. W przededniu wybuchu II wojny światowej jacht wrócił do Gdańska. Tadeusz Sołtyk brał udział w kampanii wrześniowej. W bitwie pod Kockiem dostał się do niewoli, z której uciekł. Jacht (przemianowany na Elektrę) jest wówczas eksploatowany przez Niemców. Według pewnych źródeł na Kumce IV” prowadzono próby z wykorzystaniem zdalnego sterowania. Podczas wysadzania falochronu w gdyńskim basenie jachtowym, poszycie jachtu zostało częściowo zniszczone.

W 1948 roku podziurawiony przez odłamki kadłub Kumki IV kupił konstruktor jachtów, Zbigniew Milewski. Jednostka została wyremontowana (zmieniono m.in. takielunek) i pod nazwą Smyk pływała po Bałtyku do roku 1950. Ówczesne władze, obawiając się ucieczek żeglarzy na Zachód, wprowadziły zakaz wypływania jachtami na morze i Smyk został więc sprzedany do Giżycka. W tym momencie historia jachtu się urywa. Kumka IV vel Smyk znika. Co jakiś czas wspomina się, że jednostka, podobna do jachtu Sołtyka była widziana na Mazurach.

W 2001 roku pracownik ówczesnego Centralnego Muzeum Morskiego – Mirosław Kuklik odnalazł Kumkę IV w białostockiej szopie. Jacht, jako darowizna ówczesnych właścicieli, trafił do oddziału Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, Muzeum Wisły w Tczewie. Kadłub Kumki IV był bardzo skorodowany, miał ubytki w poszyciu, a naprawy wymagały bardzo delikatnych i fachowych zabiegów. Muzealni konserwatorzy, wraz ze Stocznią Żuławy w Piaskowcu koło Ostaszewa, zdecydowali się na szybkie działania, które mogą uratować zabytkową jednostkę.

Prace nad Kumką IV w Stoczni Żuławy rozpoczęły się w 2003 roku. Po stoczniowym etapie rekonstrukcji jachtu, Kumką IV” zajęli się specjaliści z Muzeum. Latem 2014 roku Kumka IV razem z innymi zabytkowymi jachtami została przetransportowana do Pucka, gdzie remontu dokończyli specjaliści z Complex Jachtu.

Wymiary główne:
długość całkowita – 8,08 m
szerokość – 2,3 m
zanurzenie – 1,45 m
typ osprzętu żaglowego – slup bermudzki (1 maszt i 2 żagle trójkątne),
powierzchnia ożaglowania – 30 m²

Opty„Opty”

Samotny rejs, mordercza walka z czasem i chorobą, determinacja przepłynięcia kuli ziemskiej bez pomocy, wsparcia, licząc wyłącznie na siebie i swój jacht. Leonid Teliga do dziś jest symbolem romantycznej walki i niezwykłej morskiej przygody. Niewielu żeglarzy przed nim i po nim było w stanie dokonać tego samego – oddać bezgranicznie swoje życie żeglowaniu.

W listopadzie 1966 roku wydane zostało postanowienie o wpisaniu do rejestru okrętowego jachtu „Opty” pod numerem ROG 1374. Jednostka mierzyła 9,85 m długości i 2,75 m szerokości. Jej zanurzenie zostało określone na 1,56 m, wyporność na 5 ton; powierzchnia żagli wynosiła 43 m². Jacht miał konwencjonalną konstrukcję kadłuba: dębowy szkielet i mahoniowe poszycie. Wnętrze „Opty” wykonane zostało także z mahoniu i ze sklejki mahoniowej, wyposażone w trzy koje, stół składany, stół kuchenny z szafką, stół nawigacyjny. Omasztowanie jachtu było sosnowe, klejone, a ster dębowy. Jacht wyposażono w żagle zasadnicze: grot, fok i bezan, dwa komplety (tergalowy i bawełniany), żagle sztormowe – bezan, trajsel i fok sztormowy oraz żagle lekkie – genua, fok, spinaker, dwa motyle pasatowe i żagle marszowe – grot i fok. Napęd pomocniczy stanowił silnik Volvo Penta DM 5 KM. „Opty” nie był wyposażony w radio. W razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa żeglarz nie miał możliwości wezwania pomocy.

Teliga czekał jeszcze dwa lata na początek wyprawy. 8 grudnia 1966 roku zapadła decyzja o transporcie jachtu na pokładzie m/s „Słupsk” do Casablanki. Już pierwszy odcinek podróży, na Wyspy Kanaryjskie, zwiastował warunki, jakie „Opty” w trakcie całej podróży napotkał na swej drodze. Naprzemienny sztorm i flauta, ciężka praca kadłuba na fali, problemy z silnikiem i kłopoty z przeciekającą nadbudówką były motywami przewodnimi całej podróży. Szybko też żeglarz zaczął odczuwać brak samosteru.

Mimo problemów ze sprzętem i atakującą go chorobą nowotworową, 16 kwietnia 1969 roku Teliga osiągnął Wyspy Kanaryjskie i szybko ruszył w ostatni etap rejsu, do Casablanki. 29 kwietnia 1969 roku przycumował przy burcie polskiego statku „Sandomierz”. Następnego dnia, w obecności polskich dyplomatów i przedstawicieli władz Maroka, rejs „Opty” został oficjalnie zakończony.

W latach 70. jacht był eksploatowany przez Wyższą Szkołę Morską w Gdyni, żeby w 1979 roku zostać przekazany do Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Zanim w 1985 roku pojechał do hangaru Akademickiego Klubu Morskiego w Górkach Zachodnich, przez 6 lat był eksponowany przed gdańskim Żurawiem. Po dekadzie w hangarze jacht trafił na prawie 20 lat do magazynu Muzeum Wisły. W międzyczasie, w 2013 roku „Opty”przez pięć miesięcy był udostępniony zwiedzającym w gdyńskim Jacht Klubie Morskim „Gryf” w ramach projektu realizowanego przez Pomorski Związek Żeglarski. 

 

PODZIEL SIĘ OPINIĄ