< Powrót
27
kwietnia 2023
Tekst:
Andrzej W. Piotrowski
Zdjęcie:
arch. Andrzeja W. Piotrowskiego

Szlakiem Wielkich Polaków: z Azorów do Gdyni

Od 2014 r. polonijny żeglarz Andrzej W. Piotrowski pływa w rejsach Szlakiem Wielkich Polaków. Dzisiaj publikujemy piątą część jego opowieści o odkrywaniu i upamiętnianiu polskich śladów poza granicami kraju.

Andrzej W. Piotrowski w 2014 r. rozpoczął projekt rejsów Szlakiem Wielkich Polaków. Od tego czasu przepłynął tysiące mil morskich. W ubiegłym roku dotarł do Polski, symbolicznie kończąc rejs Władysława Wagnera – pierwszego Polaka, który jachtem opłynął świat. Polonijny żeglarz z Chicago w tym roku planuje kontynuowanie rejsu.

Zapraszamy do przeczytania jego opowieści o projekcie Szlakiem Wielkich Polaków. Pierwszą część opublikowaliśmy 2 marca. Drugą: 16 marca. Trzecią: 31 marca. Czwartą: 13 kwietnia. Dzisiaj czas na część piątą.

Czas pandemii

Rok 2020 przyniósł niestety pandemię wirusa Covid 19. Mimo parokrotnych prób nie udało mi się dotrzeć do jachtu, który zostawiłem na Azorach. Panika, szał z testami, odwoływane loty na wyspę spowodowały moją absencję na jachcie. Dopiero w październiku 2021 do niego dotarłem.

Miesiąc czasu spędziłem na remoncie i porządkowaniu wnętrza. Powrót na jacht ustaliłem na połowę maja 2022 roku. Akurat wypadały cztery okrągłe rocznice związane z kpt. Władysławem Wagnerem: 110 lecie urodzin, 90-lecie rozpoczęcia rejsu dookoła świata na „Zjawie”, 30-lecie śmierci Kapitana i 10-lecie uroczystości wmurowania tablicy ku jego czci na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych.

Poza tym był to rok, kiedy mogłem zrealizować obietnicę złożoną Kapitanowi podczas moich z nim spotkań. W miesiącach przed odlotem na Terceirę odbyłem kilka spotkań z ewentualną załogą na odcinek Terceira – Gdynia. Wszystko wydawało się być na dobrej drodze.

Trasa rejsu Szlakiem Wielkich Polaków 2022.

16 maja byłem już w Praia da Vitoria rozpoczynając remont jachtu. Pierwsze wątpliwości naszły mnie podczas tegoż – z załogi nie zjawił się nikt. 14 czerwca widząc, że nie będę miał załogi zdecydowałem się płynąć sam pomimo tego, że jacht nie był przystosowany do żeglugi samotnej. Miałem tylko autopilot Autohelm 4000.

Dużą pomocą była świadomość, że jacht jest w miarę samosterowny. Dużą pomocą okazał się zakup map elektronicznych i zainstalowanie systemu operacyjnego Open CPN. Ten system znakomicie współpracuje z GPS-em GlobalSat BU-353S4. Dodatkowo dzięki polskiemu żeglarzowi Tomkowi Łopacie spotkanemu w Praia da Vitoria zainstalowałem aplikację pogodową rządowej organizacji amerykańskiej NOAA zyGrib 8.0.1 dzięki czemu miałem znakomite prognozy pogody w momencie ściągnięcia przez internet i nadzwyczaj prawdopodobne (około 90-95%) symulacje co 3 godziny na kolejne 7 dni.

Kierunek Albion

Po zakupie 500 litrów paliwa, zatankowaniu wody, zakupie prowiantu i pobraniu pogody na kolejne 8 dni wypłynąłem z mariny w południe z zamiarem dotarcia do Falmouth w Anglii.  Pierwsze dni to wiatry słabe z kierunków północnych. Po czterech dniach zdecydowałem się zmienić kurs na wschodni z zamiarem dotarcia do wybrzeży Hiszpanii. Powodem był nadchodzący bardzo silny wiatr z północy, który przekształcił się w regularny sztorm z wiatrami 45 węzłów i powyżej. Plus duża fala około 8 metrowa, czasami większa.

Ok. godz. 20-20.30 18 czerwca w sobotę w jacht uderzyła fala dokładnie ze wschodu. Byłem akurat zasztauowany w koi na prawej burcie. Jacht gwałtownie stanął, w środku zrobiło się kompletnie ciemno, z luków, skajlajtów i włazów poprzez uszczelki do jachtu wlewały się kaskady wody.

Trwało to kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund. Sprawdziłem błyskawicznie zęzę – wody nie przybywało. Wyjrzałem na pokład – maszty stały. Po analizie zachowań jachtu i otoczenia doszedłem do wniosku, że uderzyła we mnie tzw. rogue wave czyli fala fenomenalna. Na moje oko w granicach 15-20 metrów. Przeszła wielometrową warstwą ponad pokładem – stąd ciemność w jachcie i wspomniane kaskady wody. Później odkryłem, że ta fala zabrała kilka nie umocowanych dobrze rzeczy na pokładzie tudzież napełniła wodą bakistę w kokpicie.

Położyłem jacht w dryf i przez dwa dni porządkowałem jego wewnątrz. Od portu Baiona w Hiszpanii byłem ok. 250 mil morskich. Wszedłem tam dwa dni później. Stałem tam 6 dni porządkując jacht, lecząc kontuzje tudzież naprawiając uszkodzoną elektrykę silnika.

Postój w Baiona.

Z Baiona popłynąłem do kolejnego portu hiszpańskiego Muxia leżącego na wejściu do Zatoki Biskajskiej. Po drodze odkryłem, że ofiarą roque wave padł również autopilot. Do Muxia było 75 mil i trasę tę przebyłem sterując ręcznie. Wiatr był słaby i… jak zwykle z północy.

W Muxia udało mi się naprawić mój Autohelm. Powód awarii – woda morska wdarła się do tzw. brain czyli skrzynki zabezpieczonej uszczelką. Ciśnienie wody było tak duże, że pokonała uszczelkę i wdarła się do środka.

W marinie Muxii zatankowałem 200 litrów paliwa i pobrałem kolejną prognozę pogody na 8 dni. Niestety dalej miały być wiatry północne (wynik obszernego wyżu na Atlantyku Północnym między Nową Fundlandią poniżej Grenlandii i Islandii), ale słabsze, w granicach 15-20 węzłów.

Taka pogoda miała dominować do wejścia w Kanał Angielski. I tak w zasadzie było – 4 lipca o czwartej w nocy mijałem trawers wyspy Quessant. Zdecydowałem się płynąć aż do francuskiego portu Cherbourg do którego wszedłem następnego dnia późnym popołudniem. Stałem tam dwa dni i po zatankowaniu paliwa, wody i zakupieniu żywności wypłynąłem.

Przedostatni etap

Kolejnym portem miał być Great Yarmouth na wschodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii. Zdecydowałem się płynąć wzdłuż wybrzeża Francji aż do Calais i tam dopiero przeskoczyć na drugą stronę Kanału. A to z uwagi na bardzo duży ruch na tej drodze wodnej.

Brałem pod uwagę, że jestem sam na jachcie, nie mogę spać dłużej jak 15 minut. I tak jak zaplanowałem tak przepłynąłem Kanał Angielski aż do Dover. Później żegluga wzdłuż wschodniego wybrzeża UK, pokonanie w nocy bardzo ruchliwego ujścia Tamizy.

Jurek Knabe na jachcie – Great Yarmouth.

Do Great Yarmouth wchodziłem 9 lipca i prawie dokładnie w południe zacumowałem do burty statku muzeum „Lydia Eva”. W Great Yarmouth odwiedzili mnie członkowie Yacht Klubu Polski Londyn z Jurkiem Knabe na czele.

Dlaczego Great Yarmouth? – otóż do Great Yarmouth dopłynął 1 września 1939 r. Władysław Wagner na „Zjawie III”. Tutaj się dowiedział, że Niemcy napadli na Polskę. Nie miał szans zakończenia swojego rejsu dookoła świata w Gdyni. I już nigdy nie wrócił do Polski.

Jacht „Kpt. Wagner II” miał zakończyć jego podróż w osobie skippera Andrzeja Piotrowskiego. Miała to być realizacja mojej wspomnianej przedtem obietnicy. Trasa miała prowadzić przez Morze Północne dookoła Danii (Półwysep Jutlandzki), przez Kattegat, Cieśniny Duńskie i Bałtyk do Gdyni.

Spełniona obietnica

12 lipca opuściłem angielski port. Płynąłem najpierw w kierunku Holandii skręcając następnie w kierunku duńskiego portu Esbjerg. Wiatr oczywiście w większości przeciwny. Musiałem bardzo uważać na farmy wiatraków umiejscowione daleko od lądu. Tutaj też nie można spać dłużej niż kilkanaście minut.

W Esbjerg zjawiłem się 14 lipca cumując w miejskiej marinie na obrzeżu miasta. W duńskim porcie stałem prawie 4 dni – na Morzu Północnym był sztorm. Dopiero 18 lipca mogłem opuścić marinę. Dzień później o godz. 12.10 mijałem przylądek Skagen wchodząc na Kattegat czyli na Bałtyk. Uczciłem to szklaneczką wina Bordeaux.

Zamierzałem wejść do duńskiego Helsingør. Niestety marina była zatłoczona, toteż zdecydowałem się płynąć aż na Bornholm. I przez Cieśniny Duńskie i zachodni Bałtyk płynąłem kolejny dzień aż 21 lipca wszedłem rano do Rønne. Stąd do Gdyni było już tylko 170 mil morskich.

Wieczorem 22 lipca opuściłem Rønne w towarzystwie polskiego jachtu „La-Vie”. Następnego dnia wieczorem byłem już na wysokości Władysławowa. Po raz pierwszy od Bornholmu towarzyszył mi dość silny wiatr z rufy. Następnego dnia w niedzielę 24 lipca o godzinie 08.10 cumowałem już w Basenie Żeglarskim im. gen. M. Zaruskiego w Gdyni witany przez żeglarzy polskich.

Już w Gdyni.

Zawinąłem do tego samego portu, do którego zawinąłby kapitan Władysław Wagner gdyby nie wojna. Za rufą jachtu „Kpt. Wagner II” pozostało 6,850 mil morskich. Z tego 3.000 samotnie. Obietnica złożona Władysławowi Wagnerowi została wykonana.

Miłym akcentem było spotkanie z młodzieżą polonijną z europejskich krajów w Basenie Żeglarskim im. Gen. M. Zaruskiego podczas pobytu jachtu „Kpt. Wagner II” w Gdyni. Młodzież polonijna przybyła pod burtę polonijnego jachtu ze swoim opiekunem p. Leopoldem Naskrętem wiceprezesem Pomorskiego Związku Żeglarskiego.

Ok. 30 dziewcząt i chłopców polonijnych przybyłych na szkolenie żeglarskie wysłuchało opowieści o Władysławie Wagnerze i innych polskich bohaterach. Opowiadałem o nich podkreślając jak ważna jest wiedza o nich. I jak ta wiedza umacnia poczucie dumy z bycia Polakiem. Spotkanie przy burcie jachtu z Chicago trwało prawie godzinę.

Co dalej?

Oczywiście rejsy Szlakiem Wielkich Polaków będą kontynuowane. Przy końcu maja 2023 polonijny jacht „Kpt. Wagner II” odpłynie z Gdańska na koleją żeglarską trasę. Najpierw poprzez Przekop Mierzei wpłynie na wody Zalewu Wiślanego, odwiedzi kilka portów z Elblągiem na czele, następnie odwiedzi Kołobrzeg, gdzie zatrzyma się kilka dni – skipper chce wizytować cmentarz koszaliński, gdzie spoczywają jego rodzice Kazimierz i Anna Piotrowscy – przedwojenni harcerze z Pomorza (okolice Nowego Miasta Lubawskiego) i młodszy brat Kazik.

To ważna wizyta bowiem Koszalin jest rodzinnym miejscem żeglarza z Chicago. Z Kołobrzegu chicagowski jacht poprzez Stralsund, Kanał Kiloński wpłynie na Morze Północne odwiedzając kilka portów europejskich i przez Kanał Angielski i Biskaje pożegluje w kierunku Gibraltaru, gdzie 4 lipca odbędzie się bardzo ważne spotkanie żeglarskie z okazji 80-tej rocznicy katastrofy gibraltarskiej.

Stamtąd w pogoni za kolejnymi polonikami odwiedzi wyspy Porto Santo, Maderę, Santa Marię, São Miguel kończąc swój rejs na wyspie Terceira. Wszystko to będzie można przeczytać i obejrzeć na portalu www.zeglarski.info.

Andrzej W. Piotrowski jest polskim i polonijnym żeglarzem, dziennikarzem, współpracownikiem-korespondentem magazynów żeglarskich „Rejs” i „H2O”, a także „Dziennika Związkowego” i miesięcznika „Polonia” w Chicago. Żeglarstwo uprawia od 1963 roku, pływając turystycznie i ścigając się w regatach. Kilkanaście razy przepłynął Atlantyk. W ubiegłym roku symbolicznie zamknął nieukończony rejs Władysława Wagnera.

Co myślisz o tym artykule?
+1
2
+1
0
+1
0
+1
2
+1
0
+1
0
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ