< Powrót
2
kwietnia 2021
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Jarosława Bazylki
Jarosław Bazylko

Znani i nieznani: Jarosław Bazylko

Żeglarz, sędzia i współtwórca jednej z najważniejszych imprez w Polsce. Jarosław Bazylko od 1996 roku organizuje Puchar Polski Jachtów Kabinowych, który gromadzi na regatach w całym kraju setki załóg.

Jarosław Bazylko urodził się w 1960 roku w Warszawie, tam studiował na Politechnice, pracuje i mieszka. Tam też stawiał pierwsze kroki w żeglarstwie.

– Kiedy miałem 13 lat mama zaprowadziła mnie do Pałacu Młodzieży, żebym znalazł sobie zajęcie po lekcjach – wspomina. – Sprawdzałem różne opcje i najbardziej spodobał mi się dział szkutniczy, w którym robiono jachty typu PM – czyli Pałac Młodzieży. To były duże, ośmiometrowe jednostki, którymi potem pływaliśmy na Mazurach.

Równolegle wstąpił do harcerstwa, gdzie też żeglował, m.in. na przerobionych szalupach z „Batorego”. Jarosław Bazylko nie przeszedł sportowej drogi z Optimistem czy Cadetem, nie startował wówczas też w regatach – było to tylko pływanie turystyczne. Żeglował także na żaglowcach – na „Darze Pomorza”, „Zawiszy Czarnym” i „Pogorii”.

– Dla mnie żeglarstwo to jest zawsze, oprócz wiatru, fali i pływania w każdych warunkach, spotkanie towarzyskie i poznawanie ludzi – tłumaczy. – Bardziej przyjemność i styl życia. Do sportu żeglarskiego trafiłem przez przypadek, kiedy pod koniec lat 80. kupiłem jacht klasy Micro – SPARK. Wtedy okazało się, że można się na niej ścigać i to mnie bardzo wciągnęło.

Zaangażowanie Jarosława Bazylki w regaty doprowadziło do powstania jednej z najważniejszych imprez żeglarskich w Polsce – Pucharu Polski Jachtów Kabinowych. Pomysł na stworzenie cyklu regat dla amatorów, ale w zorganizowanej formie, padł we wrześniu 1995 roku w tawernie „Pod złamanym pagajem” w Mikołajkach. Jak do tego doszło?

– Kiedy już spodobał mi się sport, zacząłem kombinować, co można zrobić lepiej – opowiada Jarosław Bazylko. – Trafiłem też na fantastycznego wizjonera, Janusza Osłońskiego, który miał mnóstwo pomysłów. Najpierw włączyliśmy się do organizowanych przez Jacka Paluszkiewicza mistrzostw Warszawy, które miały formę rozgrywek pucharowych. Potem zaczęliśmy grać w tej imprezie pierwsze skrzypce, założyliśmy fundację, a kiedy mieliśmy już trochę doświadczeń, w 1995 roku, spotkaliśmy się z Jurkiem Fijką, redaktorem naczelnym Żagli, w Mikołajkach. Zaczęliśmy się zastanawiać, że byłoby fajnie, gdyby żeglarze-amatorzy w Polsce, ścigali się według tych samych zasad, bo problem był taki, że w tamtych czasach nawet jachty tych samych typów znacząco się różniły – kupowało się lub „klepało samemu” kadłub i dalej w garażu robiło go samemu.

Jarosław Bazylko

Początkowo rozwiązaniem było stworzenie podziału jachty na grupy według długości. W 2000 roku konstruktor Jerzy Pieśniewski zaproponował wzór, który łączył jachty różnej wielkości, powierzchni żagla i wadze. To pozwoliło podzielić jachty na trzy klasy – T1, T2 i T3. Między innymi dzięki temu Puchar Polski Jachtów Kabinowych szybko się rozwijał, a w najlepszym 2007 roku w cyklu brało udział około 280 załóg z całego kraju. Kryzys finansowy z 2008 roku zmniejszył frekwencję, a obecnie utrzymuje się ona na stabilnym poziomie około 200 załóg.

Do 2005 roku Jarosław Bazylko był nie tylko organizatorem, ale też uczestnikiem regat. Później zaczął coraz częściej sędziować imprezy – nie tylko PPJK, ale też m.in. na Volvo Gdynia Sailing Days. Zdobyte doświadczenie pozwoliło mu też na zaangażowanie w działalność Polskiego Związku Żeglarskiego.

– Wydawało mi się, że mam coś do uporządkowania w zakresie sportu amatorskiego – mówi Jarosław Bazylko. – Jest on niedoceniony z dwóch powodów: PZŻ nie widział potencjału, który w nim tkwi. Brakowało też propozycji regulaminowych i organizacyjnych, które pozwoliły by rozwijać się bardziej ambitnym formom sportu amatorskiego. Dlatego zgłosiłem chęć kandydowania na wiceprezesa.

Jarosław Bazylko

Jarosław Bazylko podczas regat.
Fot. arch. Jarosława Bazylki

W 2017 roku został wybrany wiceprezesem Polskiego Związku Żeglarskiego ds. śródlądowych. W ciągu kadencji udało mu się doprowadzić m.in. do uwzględnienia regat amatorskich w zasadach organizacjach regat oraz wprowadzenia licencji amatorskiej, dzięki której żeglarze-amatorzy są ważną częścią PZŻ. Jarosław Bazylko deklaruje, że będzie też kandydował na kolejną kadencję w tegorocznych wyborach do władz PZŻ.

– Chciałbym upowszechnić licencję amatorską i zebrać wyniki żeglarzy-amatorów w regatach i stworzyć ogólnopolską klasyfikację – zapowiada. – Może uda się też zmienić system ubezpieczeń.

Jarosław Bazylko pomimo zaangażowania w działalność w Polskim Związku Żeglarskim oraz pracę organizacyjną i sędziowską w Pucharze Polskim Jachtów Kabinowych, znajduje również czas na żeglowanie, głównie turystyczne.

– Najwspanialszym akwenem w Polsce jest Pętla Żuławska z Zalewem Wiślanym i Zatoką Gdańską – tam jest wszystko – opowiada. – Ma się jeziora, rzeki, zalew, zatokę i wszystko można zaliczyć za jednym miesięcznym rejsem. Jeżeli chodzi o urok, trudno przebić Solinę. Marzy mi się z kolei rejs po Grecji i wybrzeżu Turcji. Znajomy kusi mnie też, żeby opłynąć Bałtyk, ale czas na to znajdę pewnie dopiero na emeryturze.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ