< Powrót
27
listopada 2023
Tekst:
Adam Mauks
Zdjęcie:
Archiwum rodzinne Norberta Patalasa.
Katamaran "Halny" zaprojekowany przez Norberta Patalasa dla Mariana Kuli.

Znani i nieznani: Norbert Patalas

Projektant i konstruktor jachtów z Gdyni Norbert Patalas, to postać wyjątkowa, bo oprócz swojej pasji zawodowej potrafi o niej także pisać.

– Moje początki to, w zasadzie, Gdynia – zaczyna swoją opowieść Norbert Patalas. – Podkreślam „w zasadzie”, bo było trochę inaczej. Jestem rocznik 1939, Niemcy byli wtedy pod Gdynią, gdzie mieszkali moi rodzice. Ojciec poszedł do wojska, do pułkownika Stanisława Dąbka. Był jego kierowcą, bo wiem, że ojciec był zapalonym motocyklistą i wielbicielem aut. Mama z trójką dzieci i ze mną, jeszcze nie narodzonym, ratowała się ucieczką do Warszawy. W drodze do stolicy dowiedziała się, że od wschodu idą Rosjanie. Postanowiła wrócić, ale ja zdążyłem się urodzić pod Warszawą w Gostyninie. We wszystkich papierach, czyli akcie urodzenia i chrztu mam jednak napisane: Gdynia. To miasto jest ze mną cały czas.

Zaraz po wojnie Norbert Patalas poszedł do szkoły i wtedy zaczęła się jego żeglarstwo. Nad małym jeziorkiem pod Gdynią, gdzie często kąpał się jako dziecko, pojawił się chłopak, który na wodę puścił model jachtu.

– Ten mały żaglowiec sobie płynął, ale w pewnym momencie model zrobił ostry zwrot, żagle przerzucił na drugą burtę, przechylił się w drugą stronę i wrócił – wspomina pan Norbert. – To był dla mnie jakiś cud, rzecz zupełnie niezrozumiała. Ten obraz został we mnie do dziś, a przecież minęło ponad 70 lat.

Niedługo po tym powstały w Gdyni pracownie i kółka zainteresowań, które mieściły się w budynku YMCA przy ul. Żeromskiego. Norbert Patalas zapisał się do pracowni geografii, ale bardzo szybko pojawiła się możliwość zapisania się do pracowni modelarstwa szkutniczego.

– Wycofałem się z geografii i poszedłem na modelarstwo – opowiada. – Robiliśmy różne modele, na ogół z drewna, miałem wtedy ze 12 może 13 lat. Tam poznałem instruktora Mieczysława Plucińskiego. Ja już go kojarzyłem, bo w miesięczniku „Morze” Pluciński zamieścił rysunki futurystycznego jachtu o nazwie „Aero”. Miał dość szczególny rodzaj ożaglowania. To był samoster wiatrowy, który po raz pierwszy w życiu zobaczyłem i oczywiście, chciałem ten model zbudować. Chyba go zacząłem robić, ale nie skończyłem.

Niedługo po tym Mieczysław Pluciński odszedł z pracowni YMCA i otworzył swoją pracownię kreśleń i wzorców. To pociągnęło do niej także Norberta Patalasa. Poznał tam deskę kreślarską, prowadnicę, ekierki, krzywiki okrętowe, bo robili tam rysunki jachtów i łódek.

Jacht “Zozol” zaprojektowany przez Norberta Patalasa.

– W tej pracowni był profesjonalny, żeliwny stół kreślarski „Kuhlmann”, na którym nauczyłem się pracować – mówi Patalas. – To mi się potem w życiu bardzo przydało.

Po jakimś czasie Mieczysław Pluciński znowu zmienił miejsce pracy i zaczął budować łódki. Norbert Patalas dołączył do jego grupy szkutniczej. Nauczył się tam obróbki drewna i jak używać stolarskich narzędzi. Po maturze zastał pracownikiem i zarazem uczniem szkutnika.

– Kiedy tam zacząłem nie miałem nawet 17 lat, a ten szkutnik do mnie mówił „pan”, co mi z jednej strony imponowało, a z drugiej trochę żenowało – wspomina. – Pracowałem od godz. 7 do 15, a on starał się mnie nauczyć, pokazując bardziej skomplikowane roboty. Wtedy poznałem sposoby fachowego budowania łodzi i czułem się bardzo mądry (śmiech).

W 1963 roku Norbert Patalas skończył studia na Politechnice Gdańskiej na Wydziale Budownictwa Lądowego, pracował w Zakładzie Doświadczalnym Broni Podwodnej Marynarki Wojennej w Gdyni. Potem był w Ośrodku Badawczym Marynarki Wojennej, a jeszcze później pracował w Biurze Projektów Budownictwa Morskiego w Gdańsku.

– Byłem tam asystentem projektanta, bo miałem już studia – opowiada. – Potem pracowałem jeszcze w kilku innych firmach, ale w żadnej z nich nie zapisałem się do PZPR. Miałem wrażenie, że ludowa ojczyzna nie oczekiwała ode mnie zbyt wiele, więc nigdy nie byłem kierownikiem. Zawsze byłem p.o. kierownika albo jego zastępcą.

– Gdzieś w latach 70. wymyśliłem, że czas otworzyć swój warsztat budowy łodzi, który miał być bazą szkutniczą – dodaje. – To było miejsce, gdzie ludzie sami dla siebie budowli łódki i to działało. To była „głęboka komuna” i wielu rzeczy nie można było kupić, ale działała solidarność ludzi z tej samej branży. Żeglarze sobie wzajemnie pomagali. Warsztat na gdyńskim Witominie wybudowałem za kredyt, który spłacałem 10 lat. Potem komuna uznała, że możliwe jest otwarcie przedsiębiorstw polonijno-zagranicznych. Polonusi mieszkający za granicą mogli w Polsce otworzyć przedsiębiorstwo, którego pełnomocnikiem był Polak mieszkający w kraju. Wtedy przypomniałem się mojemu wujkowi z Anglii, który dał się namówić na to przedsięwzięcie. Dosyć długo działaliśmy i pojawiła się okazja, żeby nabyć licencję na produkcję regatowych łodzi żeglarskiej klasy Laser. Zacząłem je budować, ale Wojciech Jaruzelski ogłosił stan wojenny i zabawa się skończyła. Tych laserów nie zbudowałem dużo, ale to była fajna, lekka i prosta w konstrukcji łódka.

Składana łódka mieści się w samochodzie.

– Ja zawsze byłem obok ustroju, partii, kariery – opowiada gdyński konstruktor. – Doszło do tego, że napisałem i sam wydałem w 2002 roku swoją książkę „Świat jachtów”. Od jej wydania minęło ponad 20 lat, więc szczegółów już nie pamiętam, ale udało mi się sprzedać 2 tysiące egzemplarzy. Moim zdaniem nie straciła na aktualności.

Ostatnia książka Norberta Patalasa to rzecz o jego nauczycielu, czyli „Mieczysław Pluciński – jego łodzie i jachty”. Pluciński to postać, która bardzo mocno zaważyła na życiu Patalasa.

– Ten człowiek rozwinął we mnie pasję budowy jachtów, nie żeglarstwa – wyjaśnia. – On także nie był żeglarzem, był za to, tak jak ja, okularnikiem. Pod koniec swojego życia widział już tylko na odległość kilku metrów. Po basenie jachtowym w Gdyni musiałem go prowadzić, żeby nie wpadł do wody.

Łódki typu Trener, które także projektował Norbert Patalas.

Trzeba przy tej okazji wspomnieć, że Pluciński był z zawodu konstruktorem samolotów. Skończył Szkołę Inżynierską im. Hipolita Wawelberga i Stanisława Rotwanda w Warszawie, pracował w Państwowych Zakładach Lotniczych jako konstruktor.

– Bardzo dobrze zarabiał, ale wojna to wszystko przekreśliła, a po wojnie stał się nikim, tak jak większość naszej inteligencji – mówi Patalas. – Miał wynajęte pięterko w jakiejś willi na Kamiennej Górze w Gdyni, jako instruktor w Młodzieżowym Domu Kultury zarabiał grosze, ale był dla mnie bardzo ważną postacią.

Norbert Patalas ma 84 lata. Mieszka w Gdyni. Zaprojektował jedyny polski katamaran z tzw. skrzydło-masztem specjalnie dla Mariana Kuli, wielokrotnego mistrza Polski na „Hadarze”. Jest prekursorem budowy jachtów z siatkobetonu. Technologia ta umożliwiała amatorom bez doświadczenia zbudowanie morskiego jachtu. 7-metrowy balastowo-mieczowy Siatek pływa w co najmniej kilkunastu egzemplarzach po śródlądziu i wodach przybrzeżnych. Dla siebie zaprojektował składaną 4-metrową łódkę z 2,5 konnym silnikiem przewożoną… we wnętrzu 7-osobowego auta Chrysler Voyager. Norbert Patalas zaprojektował też 7-metrowy otwarty jacht żaglowo-wiosłowy Trener, którego  egzemplarze bywają często widywane na jeziorach. Jest również autorem i wydawcą książek o tematyce konstruktorskiej jachtów takich jak „Świat jachtów” oraz „Żagle i motory” i „Mieczysław Pluciński – jego łodzie i jachty”.

Co myślisz o tym artykule?
+1
28
+1
0
+1
3
+1
0
+1
1
+1
1
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ