Czy słyszeliście o… najcenniejszym wraku w historii?
Na początku XVI wieku doszło do dramatycznego zakończenia przez statek „Flor de la Mar” prawie dziesięcioletniej służby. Portugalski żaglowiec wracał do domu wypełniony tonami złota oraz drogocennych kamieniami po udziale m.in. w podbiciu Malakki, ale wylądował na dnie morza u wybrzeży Sumatry. Zatopiony ze skarbem statek uchodzi za jeden z najcenniejszych wraków na świecie.
„Flor de la Mar” został zbudowany w Lizbonie w 1502 roku i był jednym z najwspanialszych żaglowców tamtych czasów. Jednostka powstała z przeznaczeniem na portugalską wyprawę do Indii. Wypierała 400 ton i była największą karaką, jaką kiedykolwiek zbudowano. Wystarczy porównać ją do największych statków, które brały udział we wcześniejszych wyprawach, bo nowy był od nich prawie dwa razy większy.
Pierwszym rejsem „Flor de la Mar” dowodził kuzyn słynnego Vasco da Gamy Estevão da Gama. Wówczas statek wypłynął do Indii w 1502 roku. Jednak droga powrotna pokazała wady żaglowca. Jego duże rozmiary, szczególnie kiedy był załadowany przyprawami, utrudniały manewrowanie w okolicach Przylądka Correntes, gdzie panowały silne prądy. W efekcie załoga była zmuszona zacumować na Wyspie Mozambickiej, gdzie spędziła prawie dwa miesiące na naprawie i dotarła do Portugalii dopiero pod koniec 1503 roku.
Nawroty problemów i azjatyckie podboje
Podobna sytuacja miała miejsce w tych samych okolicach cztery lata później, co pokazywało, że trzymasztowiec był niezbyt bezpiecznym, morskim środkiem transportu przy pełnym załadunku. Następnie w latach 1507-1510 żaglowiec wziął udział w bitwach oraz podbojach Sokotry, Kuryatu, Maskatu, Kalhat, Sohar, czy Diu. Ostatni dowódca „Flor de la Mar”, Alfons de Albuquerque, nie chciał szybko wracać do Portugalii i po zwycięstwie w Goa w 1510 roku pozostał w Indiach.
Portugalski żeglarz słynął z brutalności i podczas walk kazał obcinać jeńcom nosy. Ponadto zarządził okrutny podział – dodatkowo nakazał mężczyznom obcinać prawe dłonie, a kobietom uszy. Na powrót do ojczyzny zdecydował się pod koniec 1511 roku dopiero po podbiciu Malakki.

Muzeum Morskie Malezji w Malakce. Fot. CEphoto/Uwe Aranas/Wikipedia
Skarb pogrążył statek
Po triumfie Alfonso de Albuquerque postanowił wykorzystać dużą ładowność „Flor de la Mar” do transportu ogromnych skarbów zrabowanych z pałacu sułtana Malakki oraz innych łupów. Dla wielu członków załogi była to niestety ostatnia podróż w ich życiu. Żaglowiec popłynął wzdłuż północno-wschodniej części Sumatry przez Cieśninę Malakka.
Niedługo po wypłynięciu napotkał tam na sztorm i rozbił się na mieliznach. W efekcie miało zginąć aż około 400 osób, a Afonso de Albuquerque przeżył jedynie dzięki prowizorycznej tratwie. Natomiast statek zaczął nabierać wody i pomimo podjętych prób ratowania go, w nocy 20 listopada 1511 roku poszedł na dno u wybrzeży Sumatry.
Według Discovery UK, wraz ze statkiem zatonęło około 80 ton złota, drogocennych kamieni szlachetnych i innych kosztowności. Obecnie wycenia się je na około 2,5 miliarda dolarów co stawia go w rzędzie najcenniejszych wraków świata. Żaglowiec nadal pozostaje na dnie morza, chociaż znana jest jego lokalizacja. Prawa do wraku roszczą sobie Portugalia, Indonezja i Malezja, ale do tej pory nie potrafiły dojść do porozumienia w tej sprawie.
W Muzeum Morskim w Malakce znajduje się replika „Flor de la Mar”.


