Jan Springer: To zaszczyt ścigać się z najlepszymi
Jan Springer opowiada o kulisach radiojachtingu na najwyższym poziomie. W rozmowie z naszym portalem dzieli się emocjami po zdobyciu srebra podczas Międzynarodowych Mistrzostw Europy klasy IOM w Rogoznicy.
– Jak się pan czuje w gronie zawodników startujących w Międzynarodowych Mistrzostwach Europy klasy IOM, organizowanych pod auspicjami World Sailing? Wcześniej zdobywał pan tytuły w mniej prestiżowej federacji Naviga.
– To są przede wszystkim znakomici żeglarze. Wszyscy mają ogromne doświadczenie wyniesione z dużego żeglarstwa – wielu z nich to byli zawodnicy klas olimpijskich lub regat oceanicznych. To grono świetnych skipperów, którzy po zakończeniu kariery w „pełnowymiarowych” jachtach, postanowili nadal się ścigać – tym razem w radiojachtingu. Bycie częścią tego środowiska to dla mnie prawdziwy zaszczyt.
– Wygląda na to, że ma pan przed sobą jeszcze wiele sezonów. Nie zalicza się pan przecież do grona weteranów.
– Zgadza się – jeszcze nie. Mam nadzieję, że to dopiero początek mojej przygody z międzynarodowymi sukcesami. Chciałbym utrzymać formę i wystartować w kolejnych mistrzostwach Europy i świata. Marzy mi się powalczenie o najwyższe tytuły.
– To prawda, że w Rogoznicy pokonał pan dwóch mistrzów świata?
– Tak. Udało mi się wyprzedzić aktualnego mistrza świata – Chorwata Zvonko Jelacicia, który zdobył tytuł w Australii w październiku zeszłego roku. W Rogoznicy zajął piąte miejsce. To pokazuje, jak trudne były te zawody – nawet on nie wytrzymał ich tempa.
– Co sprawiło, że te regaty były tak wymagające?
– Przede wszystkim akwen – zmienny wiatr i trudne zafalowanie bardzo utrudniały żeglowanie. Pogoda zmuszała nas do częstych zmian lokalizacji regat. To wycieńczało wszystkich, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Niektórzy nie poradzili sobie z tym obciążeniem.
– Pan żeglował równo przez wszystkie dni. Skąd ta stabilność?
– Starałem się unikać błędów taktycznych i nie wchodzić w sytuacje konfliktowe, które często kończą się protestami. Czasem lepiej było odpuścić jedno miejsce i spokojnie przypłynąć piąty, niż ryzykować spadek na siódme czy ósme miejsce. Kluczem była konsekwencja i chłodna głowa, dokonywanie rozsądnych wyborów na wodzie.
– Sprzęt, czyli model łódki, odgrywa kluczową rolę w radiojachtingu. Czy techniczne przygotowanie może zastąpić umiejętności żeglarskie?
– Sprzęt to tylko jeden z elementów sukcesu, ale bardzo ważny. Zimą poświęciłem dużo czasu, by dopracować każdy szczegół. Na zawodach, gdy widzę, że jakaś linka się przeciera od razu się tym zajmuję. Chcę mieć pewność, że nic mnie nie zaskoczy. W Rogoznicy uniknąłem awarii, dzięki czemu mogłem skupić się na rywalizacji i taktyce.
– Czego nauczyły pana te mistrzostwa Europy?
– Przede wszystkim cierpliwości i konsekwencji. W Rogoznicy wszystko rozstrzygnęło się w ostatnim wyścigu – byłem wtedy czwarty, ale wygrałem ten wyścig i wskoczyłem na podium. Trzeba walczyć do końca, nigdy nie rezygnować przed metą.
– Jak wyglądała oprawa zawodów? Czy przewidziano nagrody?
– Organizatorzy zadbali o bardzo wysoki poziom zawodów. Pierwsza dziesiątka otrzymała statuetki, a zwycięzca tradycyjny, przechodni puchar. W radiojachtingu nie ma jeszcze nagród finansowych, bo to jest sport amatorski, bez dużych sponsorów. Ale atmosfera i organizacja były naprawdę znakomite. Czuliśmy, że jesteśmy częścią czegoś wyjątkowego.
– Zawodnicy startowali na własny koszt?
– Tak, to ciągle jest pasja, do której trzeba dokładać. Dla wielu z nas to nie tylko rywalizacja, ale sposób na życie.
– Jakie ma pan plany na najbliższy sezon?
– W Polsce sezon startuje w maju zawodami we Włocławku, ale nie będę mógł w nich uczestniczyć ze względów osobistych. Planuję wystartować w kolejnych regatach w Parchowie na Kaszubach. Obserwuję też kalendarz międzynarodowy i być może jeszcze w tym roku uda się pojechać na zagraniczne zawody. Najważniejszym celem są jednak mistrzostwa świata w Anglii w połowie przyszłego roku. Już teraz trzeba zacząć do nich przygotowania.
Jan Springer ma 38 lat, pochodzi z Wągrowca. Jest absolwentem I LO w Wągrowcu oraz Wydziału Oceanotechniki i Okrętownictwa Politechniki Gdańskiej. Mieszka w Tuchomiu, a pracuje w Gdyni w firmie produkującej centrale klimatyzacyjne. Żeglarstwo to jego wielka pasja – zarówno w wersji tradycyjnej, jak i modelarskiej. W wieku 12 lat został najmłodszym mistrzem świata w historii modelarstwa żaglowego (klasy F5-E i F5-M, Naviga – 1999 rok). Później sięgał po kolejne tytuły w klasach międzynarodowych. Dziś należy do ścisłej europejskiej czołówki radiojachtingu w klasie IOM. Reprezentuje Jachtklub Morski RODA Gdynia.


