< Powrót
14
sierpnia 2025
Tekst:
Leopold Naskręt
Leopold Naskręt
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
bandery

Tradycja na fali – od ceremoniału morskiego do etykiety jachtowej

Żeglarskie zwyczaje powstawały przez wieki – rodziły się na pełnym morzu, wśród sztormów, długich rejsów i twardej hierarchii. Z czasem przekształciły się w spójny ceremoniał morski i etykietę jachtową, które do dziś określają, jak żeglarze witają się, okazują szacunek i pielęgnują pamięć o historii. Niektóre z tych tradycji, jak ukłon banderą na trawersie Westerplatte, zanikły wraz z końcem urzędowych nakazów. Ale czy naprawdę musimy czekać na przepisy, by wrócić do gestów, które budują żeglarską tożsamość?

Żeglowanie towarzyszy ludziom od tysięcy lat. W czasach, gdy każdy rejs oznaczał zmaganie się z kaprysami pogody, długie tygodnie na morzu i powolne zmiany w sztuce okrętownictwa, wśród marynarzy rodziły się zwyczaje, które pozwalały przetrwać i zachować poczucie wspólnoty. Te gesty, rytuały i reguły przekazywane z pokolenia na pokolenie stały się częścią tożsamości ludzi morza – a po latach, tradycją.

Z biegiem stuleci zwyczaje te porządkowano. W XVIII i XIX wieku, wraz z rozwojem flot handlowych i wojennych, pojawiła się potrzeba ujednolicenia zasad kontaktów na morzu. Jednym z ważniejszych kroków był podpisany w 1818 roku protokół akwizgrański, który określał m.in. procedury oddawania honorów i zasady zachowania w różnych sytuacjach. Tak narodził się ceremoniał morski – zbiór przepisów i zwyczajów z wielowiekową historią.

Dziś każdy statek i jacht musi mieć określoną przynależność państwową, a jej symbolem jest bandera. Zasady te reguluje m.in. Konwencja Narodów Zjednoczonych o Prawie Morza z 1982 roku.

W żeglarstwie reguły etykiety i ceremoniału przyjęto z tradycji flot wojennych i handlowych. W latach 60. XX w. Regulamin Służby Jachtowej definiował etykietę jako połączenie żeglugi z przeżyciami, edukacją i kontaktami z żeglarzami różnych narodowości. Później uproszczono to do zbioru zasad i obyczajów obowiązujących na jachcie, w porcie i między żeglarzami. Dziś mówimy o „żeglarskim savoir-vivre” – obejmującym bezpieczeństwo, troskę o jacht, kulturę osobistą i szacunek dla środowiska.

Problem w tym, że w szkoleniach etykieta pojawia się już tylko jako krótki punkt programu. Zasady „niezmienne od pokoleń” powoli rozmywają się w praktyce.

Ukłon, nie salut

W marynarce wojennej „salutowanie” oznacza gest w nakryciu głowy, typowy dla służb mundurowych. W żeglarstwie cywilnym mówimy raczej o ukłonie banderą – opuszczeniu jej na moment na flagsztoku lub maszcie.

Tradycyjnie jacht oddaje honory w ten sposób m.in.:
• okrętom wojennym w porcie i na morzu,
• Pomnikowi Obrońców Wybrzeża na Westerplatte (a od 2003 r. Pomnikowi Historii „Pole Bitwy na Westerplatte”) – przepływając Kanałem Portowym w Gdańsku,
• przedstawicielom państw na trybunach lub jednostkach,
• nabrzeżnym fortyfikacjom w odległości do 2 mil morskich,
• ośrodkom szkolenia żeglarskiego w odległości do 2 mil morskich,
• większym od siebie jachtom i żaglowcom,
• macierzystemu klubowi przy powrocie lub wyjściu w rejs,
• statkom ratowniczym z krzyżem maltańskim,
• grzecznościowo – polskim statkom poza Bałtykiem i Morzem Północnym.

W drodze, spotykając jednostki z tego samego portu, wystarczy pozdrowienie ręką.

Westerplatte – tradycja do odświeżenia

Ceremoniał oddawania honorów na trawersie Westerplatte wprowadzono w 1966 roku decyzją Gdańskiego Urzędu Morskiego. Po 1989 roku zwyczaj praktycznie zanikł, choć miał charakter czysto symboliczny, a nie polityczny. Dziś tylko nieliczne jednostki opuszczają tu banderę.

Może warto to zmienić – nie z obowiązku, lecz z własnej woli. Gest trwa kilkanaście sekund, a przypomina o bohaterach, którzy bronili polskiego Wybrzeża we wrześniu 1939 roku. Takie tradycje w żeglarstwie nie kosztują wiele, a budują coś, co trudno kupić – więź między współczesnymi żeglarzami a historią.