Sam Goodchild wygrywa 48 Heures Azimut. 556 mil w niecałe 39 godzin i zdanie: to był idealny wyścig
Sam Goodchild na jachcie Macif Santé Prévoyance wygrał 48 Heures Azimut, najdłuższą część Défi Azimut w Lorient. Trasę 556 mil pokonał w niecałe 39 godzin i sam przyznał, że wyścig był perfekcyjny. Drugi był Ambrogio Beccaria, trzeci Jérémie Beyou.
Sam Goodchild (Macif Santé Prévoyance) wins the 48 Heures Azimut · fot. Jean-Louis Carli / Défi Azimut
Corentin Horeau (MACSF) finishes 4th in the 48 Heures Azimut · fot. Manon Le Guen / Défi Azimut
Jérémie Beyou (Charal) finishes 3rd in the 48 Heures Azimut · fot. Jean-Louis Carli / Défi Azimut
Ambrogio Beccaria (Allagrande Mapei) finishes 2nd in the 48 Heures Azimut · fot. Jean-Louis Carli / Défi Azimut +1Sam Goodchild wrócił do Lorient La Base wczesnym rankiem, długo przed porą na croissanta. Brytyjsko francuski samotnik przepłynął 556 mil w niecałe 39 godzin i wygrał 48 Heures Azimut, najdłuższą i najważniejszą część szesnastej edycji Défi Azimut Lorient Agglomération.
Dokładny czas Macif Santé Prévoyance na trasie wielkiego trójkąta to 1 dzień, 14 godzin, 48 minut i 21 sekund. Goodchild objął prowadzenie już na starcie w cieśninie Groix i oba znaki trasy minął jako pierwszy.
„Tak, to był idealny wyścig" przyznał zwycięzca, który rzadko chwali samego siebie. Plan ułożony z zespołem dwie doby wcześniej zakładał mocne otwarcie i wykorzystanie scenariusza pogodowego, który, jak spodziewano się przed startem, miał premiować tych z przodu stawki.

Rywale bez złudzeń
Tempo narzucone przez Goodchilda zrobiło wrażenie nawet na tych, którzy walczyli o podium. Jérémie Beyou, trzeci na Charalu, przyznał wprost, że „pierwsze miejsce było poza zasięgiem".
„To był mój pierwszy wyścig po powrocie do siodła i brakowało mi automatyzmów" mówił Beyou. „Przez półtorej godziny naprawdę się namęczyłem, żeby znaleźć odpowiednie ustawienie. Do tego czasu Sam trochę odjechał, podobnie jak Ambrogio."
Drugie miejsce zajął Ambrogio Beccaria na Allagrande Mapei. Włoch wskazał moment, w którym wyścig został rozstrzygnięty: za boją BXA, pierwszym znakiem trasy u ujścia Żyrondy, gdy wiatr zaczął słabnąć.
„Łódka Sama wciąż jest najbardziej niesamowitą łodzią w historii w takich warunkach. Idzie na wiatr jak rakieta. Jest co najmniej o węzeł szybsza od najlepszej łodzi we flocie, a ode mnie szła dwa węzły szybciej" tłumaczył żeglarz z Mediolanu.

Kontrola łodzi i kontrola emocji
Czwarty na mecie Corentin Horeau (MACSF) liczy, że „zyskał pewność siebie i poprawił automatyzmy, żeby dotrzymywać tempa liderom". Violette Dorange bała się, że na pierwszym odcinku zabraknie jej prędkości, ale utrzymała pozycję i zajęła piąte miejsce na Initiatives Coeur, jachcie, który przejęła dopiero w tym roku.
Siódmy był Sébastien Simon, debiutujący z zupełnie nowym projektem Verdiera. „Jako człowiek rywalizujący mam lekki niedosyt, ale myślę, że dobrze zrobiliśmy, mocno pracując nad startem w Défi Azimut" powiedział skipper Groupe Dubreuil Air Caraïbes. „Łódka ma realny potencjał, choć jest jeszcze mnóstwo pracy, żeby go wykorzystać. Całą nawigację zrobiłem bez sztormiaka, w skarpetkach w kokpicie."

Kto jeszcze był na trasie
W chwili publikacji relacji dwóch zawodników wciąż walczyło na morzu: Davy Beaudart na Bureau Vallée, spodziewany na mecie o zmierzchu, i Nicolas d'Estais na Café Joyeux, który próbował zdążyć przed zamknięciem mety w niedzielę o 10:00. Jego jacht mocno opóźnił klin wyżowy.
Pięciu innych samotników w podobnej sytuacji, Masa Suzuki (Milai Furuno), Manuel Cousin (Coup de Pouce), Armel Tripon (Les P'tits Doudous), Pierre-Louis Attwell (Résilient) i Sébastien Marsset (Foussier), zawróciło poza klasyfikacją wprost do Lorient, żeby zdążyć na trzeci akt imprezy.

Trzy akty jesiennego otwarcia
Défi Azimut co roku otwiera jesienny sezon klasy IMOCA i składa się z trzech części. Pierwszą są Runs Azimut, czyli próby prędkości na milowym odcinku: Goodchild osiągnął w nich średnią 32,1 węzła, a do Lorient zjechało 17 jachtów IMOCA. Drugą są 48 Heures Azimut. Trzecią, zamykającą, jest Tour de Groix, wyścig dookoła wyspy, w którym skipperzy zabierają na pokład partnerów i gości.
Dla wielu z tych załóg to sprawdzian przed kolejnym startem w Vendée Globe, najsłynniejszych regatach samotników dookoła świata.























