Koniec rejsu Aleksandra Doby
– To koniec wyprawy – oznajmił Aleksander Doba w rozmowie telefonicznej z Piotrem Chmielińskim, organizatorem trzeciego rejsu kajakiem przez Atlantyk. Jak podaje Radio Szczecin, polski wioślarz poinformował, że …
aleksander dona koniec 2016.06.03– To koniec wyprawy – oznajmił Aleksander Doba w rozmowie telefonicznej z Piotrem Chmielińskim, organizatorem trzeciego rejsu kajakiem przez Atlantyk. Jak podaje Radio Szczecin, polski wioślarz poinformował, że w rejonie półwyspu Sandy Hook w kajak uderzyły dwie fale. Łódź przewróciła się, a on sam wypadł za burtę.
Niestety, w czasie wypadku uszkodzeniu uległ system łączności. Początkowo Aleksander Doba zamierzał naprawić uszkodzenia i kontynuować rejs. Po dokładniejszym przejrzeniu skutków zderzenia z falą i wywrotki, okazało się to jednak niemożliwe.
Reklama · RejsyReklama przy rejsach i czarterachReklama i współpraca →Oto treść oświadczenia dotyczącego wypadku:
Wypadek Aleksandra Doby na oceanie. To niestety koniec transatlantyckiej wyprawy
Piotr Chmieliński
Waszyngton, 2 czerwca 2016
To niestety koniec Trzeciej Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej Aleksandra Doby. Wypadek, jakiego doznał kajakarz już na wodach oceanu, zmusił go do rezygnacji z dalszej podróży.
– O pierwszej w nocy zobaczyłem z lewej strony tworzącą się falę. Nawet nie taką dużą, miała około metra, ale rosła dynamicznie. Za chwilę uderzyła w kajak i przewróciła go. Po niej przyszła następna i po raz drugi obróciła kajak. Podczas pierwszej fali przybojowej wypadłem z kajaka, podczas drugiej skotłowało mnie już całkiem pod kajakiem – relacjonuje swoje powitanie z Atlantykiem Aleksander Doba. Powitanie i… pożegnanie zarazem.
Reklama · RejsyArtykuł sponsorowanyZapytaj o pakiet →Po wielu godzinach oczekiwania na choć chwilową poprawę warunków pogodowych, umożliwiających wpłynięcie na otwarty ocean, późnym wieczorem we wtorek 31 maja Olek wyruszył ze swojego przyczółka w zatoce Lower Bay, minął półwysep Sandy Hook i wreszcie znalazł się na wodach Atlantyku. Niestety nie zdążył jeszcze odpłynąć na tyle daleko od lądu, by uniknąć zagrożenia, jakie dla kajakarzy w tym obszarze stwarzają niekorzystne wiatry.
– To koniec wyprawy – oznajmił mi Olek przez telefon, mówiąc jakby nie swoim głosem, przytłumionym i bezdźwięcznym. – Proszę, przyjedź i ściągnij mnie z plaży parku Sandy Hook.
Kilka godzin później, wraz z moim synem Alexem, dotarliśmy na miejsce katastrofy, gdzie czekali już na nas moi przyjaciele z Nowego Jorku, Luis Muga z żoną Dorotą. Zastaliśmy Olka pracującego intensywnie nad usuwaniem wody z kajaka, tak mocno skupionego na tej czynności, że wręcz nieobecnego. A jednocześnie przygaszonego, skurczonego, pewnie i obolałego, choć nawet o tym nie wspomniał. Najważniejsze jednak, że całego i zdrowego.
Reklama · RejsyWyróżnij swoją firmęSprawdź cennik →Z pomocą przypadkowo spotkanej grupy studentów, policjanta Richarda oraz Johna Wylie’a, właściciela przedsiębiorstwa konstrukcyjnego, który użyczył nam swojego podnośnika, załadowaliśmy „OLO” na przyczepę i wróciliśmy do Waszyngtonu.
Jeszcze w czasie podróży z Nowego Jorku Olek, ochłonąwszy nieco po wypadku, miał nadzieję, że może jednak uda mu się wrócić na ocean, że po naprawieniu kilku uszkodzonych elementów i urządzeń oraz wysuszeniu wszystkiego, co przemokło podczas dwukrotnej przewrotki kajaka, wyruszy ponownie za kilka dni. Teraz już wiadomo, że nie będzie to możliwe.
To jednak nie znaczy, że Olek rezygnuje z wyprawy. Zamierza przepłynąć Atlantyk po raz trzeci w przyszłym roku i w Lizbonie uczcić swoje 71. urodziny”.











