< Powrót
2
grudnia 2016
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
archiwum Marcina Rudawskiego
Marcin Rudawski podczas regat w Palamos.

Marcin Rudawski: Polskie Lasery mają się dobrze

Wprawdzie Kacper Ziemiński nie zdobył olimpijskiego medalu, ale dla polskich Laserów miniony sezon był udany. O sytuacji klasy rozmawiamy z Marcinem Rudawskim, mistrzem świata i Europy w Laserze Radialu i wiceprezydentem Polskiego Stowarzyszenia Klasy Laser.

– Ile Laserów pływa w Polsce?

– Członków stowarzyszenia mamy ponad trzystu, ale nie wszyscy to zawodnicy. Tych jest pewnie około dwustu. Nie jesteśmy w stanie porównywać się pod tym względem z Włochami, Francuzami, Niemcami czy Brytyjczykami – tam liczby idą w tysiące. Ale w naszej części Europy na pewno jesteśmy najprężniej działającym Stowarzyszeniem. Wróciłem parę dni temu z Europejskiego Zjazdu Związków Lasera. Podchodzili tam do mnie Skandynawowie i pytali, dlaczego Lasery w Polsce tak bardzo się rozwijają. Bardzo budujące było słyszeć takie słowa od przedstawicieli krajów o wiele od nas bogatszych.

– A co pan im odpowiadał?

– Mówiłem o zaangażowaniu w pracę z młodzieżą i bliskiej współpracy z Polskim Związkiem Żeglarskim. Delegat z Danii opowiadał, że tamtejszy Związek Żeglarski w ogóle nie widzi potrzeby wspierania żeglarstwa. Mamy więc dużo szczęścia, że naszemu stowarzyszeniu tak dobrze wychodzi współpraca z PZŻ.

– Lasery są najpopularniejszą klasą olimpijską w Polsce?

– Laser Radial na pewno, Laser Standard pewnie też. Nie wiem przy tym dokładnie, jaka jest liczba pływających na RS:X. Ta klasa też jest bardzo popularna w Polsce.

– Jaki to był rok dla klasy Laser?

– Udany, ale mógłby być lepszy. Mieliśmy dużo większe oczekiwania, jeżeli chodzi o występ Kacpra Ziemińskiego na igrzyskach i po cichu, do ostatnich eliminacji, liczyliśmy na awans Agaty Barwińskiej do Rio. Udało się jednak zebrać niemało medali w innych imprezach międzynarodowych, a liczba osób ścigających się w Polsce na Laserze systematycznie rośnie. Pod tym względem na pewno to był udany rok.

– Patrząc na wcześniejsze wyniki Kacpra Ziemińskiego, nie można chyba mówić, że osiemnaste miejsce w Rio było wielkim zaskoczeniem?

– Tego typu imprezy rządzą się swoimi prawami i ciężko je porównać do mistrzostw świata. Na igrzyskach jest po jednym reprezentancie z każdego kraju, a na mistrzostwach może być ich kilku, a każdy ze światowej czołówki. Liczyliśmy, że doświadczenie i obycie w dużych imprezach zaprocentuje i Kacper pozytywnie zaskoczy. Nie chcę jednak deprecjonować jego wyniku, bo jest on niekwestionowanym liderem Lasera w Polsce.

– Agata Barwińska z kolei jest młodą zawodniczką – szczyt możliwości pokaże dopiero w Tokio?

– Polski Związek Żeglarski nawet specjalnie nie liczył na to, że Agata zakwalifikuje się do igrzysk. Byłem osobiście zaangażowany w jej przygotowania i wspierałem ją w tym i poprzednim sezonie. Widząc, jakie postępy robi, jak ciężko pracuje i co potrafi, wydawało mi się, że jest w stanie osiągnąć trochę więcej. Niestety w warunkach regatowych nie wszystko wychodzi tak, jak na treningach – może właśnie dlatego, że Agata jest jeszcze zawodniczką młodą i brakuje jej doświadczenia i opływania na najważniejszych imprezach. Za cztery lata może być ona naprawdę silna. 

– A już w niedzielę 4 grudnia rozpocznie rywalizację w Finale Pucharu Świata w Melbourne…

– Agata od mistrzostw Polski ciężko przygotowywała się do tych zawodów. Jesienią trenowałem z nią na dwóch zgrupowaniach. Wydaje mi się, że jest to jeden z elementów gromadzenia doświadczenia – oswajanie się z dużymi imprezami i rywalizacją z zawodniczkami najwyższej klasy.

– O starcie na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio w 2020 roku myśli nasz najbardziej utytułowany Laserowiec, Maciej Grabowski.

– Nie słyszałem jeszcze o tych planach, ale to dobry pomysł. Maciek jest bardzo doświadczonym zawodnikiem, który wiele potrafi, a doświadczenia reprezentantów z innych krajów, jak Roberta Scheidta (dwukrotnego mistrza olimpijskiego i czwartego zawodnika w Rio – J.S.) pokazują, że żeglarstwo jest dyscypliną, w której starsi zawodnicy mogą rywalizować z żeglarzami młodszymi od siebie o wiele lat. Taka sytuacja poprawi też wewnętrzną konkurencję w kadrze, a młodzi zawodnicy będą mieli od kogo się uczyć. Bardzo bym się cieszył, gdyby Maciek zdecydował się przygotowywać do igrzysk w Tokio.

– Jeżeli chodzi o młodych żeglarzy, to chyba nie mamy na co narzekać. Na przykład Magdalena Kwaśna z Chojnickiego Klubu Żeglarskiego zdobyła brązowy medal na mistrzostwach świata juniorów, a Jakub Rodziewicz z SEJK Pogoń Szczecin był czwarty na mistrzostwach Europy w grupie U19.

– Młodzież robi ogromne postępy, ale problemem jest przeskok z poziomu młodzieżowca do świata seniorów. Napotyka się na mur trudny do pokonania, bo poziom sportowy seniorów jest na Laserze bardzo wysoki. Młodzież się go boi, a do tego dochodzą inne elementy. Wielu tych zawodników i zawodniczek studiuje, zaczynają zastanawiać się nad swoją przyszłością. A maja się nad czym zastanawiać, bo mało jest zawodników, którzy po przejściu do seniorów od razu są w stanie ścigać się na poziomie gwarantującym finansowanie.

– Czego potrzeba do wyszkolenia dobrego Laserowca?

– Czasu, pieniędzy, ciężkiej pracy i dużo samozaparcia samego zawodnika. Pracy za żeglarza nikt nie wykona. Musi się on poświęcić i pogodzić z tym, że przez parę sezonów będzie trudno o spektakularne wyniki.

– Jak nasze szkolenie wygląda w porównaniu do innych krajów?

– Na pewno znalazłoby się kilka krajów, które przeznaczają większe pieniądze na finansowanie żeglarstwa olimpijskiego i młodzieżowego, ale polskim zawodnikom naprawdę niewiele brakuje. W porównaniu ze średnią zachodnioeuropejską wypadamy naprawdę bardzo dobrze. Liczba dni szkoleniowych, jakie Polski Związek Żeglarski jest w stanie zagwarantować zawodnikom kadry narodowej, jest całkiem duża. Jeżeli chodzi o sprzęt, to zawsze ktoś może powiedzieć, że potrzebuje jeszcze jednego żagla, jeszcze jednego masztu czy jeszcze jednej łódki, ale od tej strony Związek robi naprawdę dobrą robotę.

– Optimisty dobrze przygotowują do żeglowania na Laserze czy może przydałaby się jakaś klasa przygotowująca, jak np. O’pen BIC?

– Optimisty dobrze szkolą młodzież w aspekcie taktycznym i strategicznym i w podejmowaniu decyzji na wodzie. Są być może zbyt mało wymagający fizycznie, ale to specyfika tej klasy i osób, które na niej pływają. Wydaje mi się też, że niepotrzebna jest tendencja, żeby zawodników trzymać bardzo długo na Optimiście. Myślę, że bardziej wyrośnięci zawodnicy powinni wcześniej próbować swoich sił na Laserze 4,7 – ich flotę mamy największą, poziom jest najbardziej zróżnicowany, a łódka jest na tyle wymagająca fizycznie, że dużo uczy zawodników.

– Zdobył pan w tym roku mistrzostwo Europy i świata w klasie Laser Radial, ale chyba nie jest to pana ostatnie słowo?

– Jeszcze nie zamierzam kończyć kariery i w przyszłym sezonie będę starał się oba tytuły obronić. 

Marcin Rudawski, ur. 1981 r. Zawodnik w klasie Laser Radial, pięciokrotny mistrz i dwukrotny wicemistrz świata w tej klasie. Należy do MKS Dwójka Warszawa. W Polskim Stowarzyszeniu Klasy Laser pełni funkcję wiceprezydenta ds. klasy Laser Radial.