< Powrót
3
marca 2017
Tekst:
Yacht Club Sopot
Zdjęcie:
Paweł Górski

Pech załogi Yacht Club Sopot na Karaibach

Jak już pisaliśmy, załoga „Green Dragon” wycofała się z udziału w St. Maarten Heineken Regatta z powodu złamanego masztu. Do awarii na jachcie doszło już w pierwszym wyścigu. Na szczęście 22-osobowej załodze pod wodzą Mateusza Kusznierewicza nic się nie stało. Dzisiaj więcej szczegółów.

Po bardzo dobrych dwóch dniach treningowych, każdy z niecierpliwością wyczekiwał na start do pierwszego wyścigu. Rywalizacja rozpoczęła się od regat Gill Commodore’s Cup, które miały być rozgrzewką przed głównymi Heineken Regatta.

Załoga Yacht Club Sopot wystartowała znakomicie i w połowie pierwszego kursu na wiatr żeglowała na drugiej pozycji tuż za faworyzowanym jachtem SFS. Niestety podczas żeglugi lewym halsem na wiatr wydarzyła się rzecz, której nikt z załogi nie mógł przewidzieć. Nie wytrzymała jedna z ważniejszych części takielunku, czyli saling, w wyniku czego doszło do złamania masztu. Na szczęście nikomu z załogi nic się nie stało i jednostka bezpiecznie wróciła do mariny.

– Cała załoga wykonywała świetną robotę i wszystkie manewry oraz żegluga na halsie były bez zarzutu – skomentował po powrocie do portu Johannes Schwarz, właściciel łódki, który był obecny przez cały czas na pokładzie. – Również dobór żagli był odpowiedni, gdyż wiatru nie było bardzo dużo, a nasza konkurencja miała dokładnie taki sam zestaw jak my. Niestety w dużych, regatowych łódkach oceanicznych ryzyko awarii jest zawsze wysokie. Jest to część tej gry.

Tak ogromna awaria uniemożliwia kontynuowanie rywalizacji na „Green Dragon”. Komandor YCS Filip Wójcikiewicz już poszukuje miejsc na innych jachtach, tak aby członkowie klubu oraz ich przyjaciele mogli dalej uczestniczyć w tej wyjątkowej, sportowej atmosferze.

– W mojej żeglarskiej karierze takie sytuacje nie należały do wyjątków – podkreślił Mateusz Kusznierewicz, sternik załogi Yacht Club Sopot. – Sportowe łódki niosą za sobą zawsze duże ryzyko awarii. Najważniejsze, że nic nikomu się nie stało. Zdajemy sobie sprawę, że nic więcej nie mogliśmy zrobić, aby uniknąć tej sytuacji. Głowy do góry i już myślimy o kolejnych wyzwaniach. 

PODZIEL SIĘ OPINIĄ