Radosław Kowalczyk już na lądzie, jacht został na ocenie
Polski żeglarz, który po wypadku na oceanie w trakcie regat Mini Transat, w nocy z 2 na 3 listopada, musiał ewakuować się ze swojego Mini, bezpiecznie dotarł do …
MiniTransat na ladzie1 2015 11 05 MaerskMediterranean
MiniTransat na ladzie2 2015 11 03 MaerskMediterranean 150x150
MiniTransat na ladzie3 2015 11 03 Radek Kowlaczyk 150x150Polski żeglarz, który po wypadku na oceanie w trakcie regat Mini Transat, w nocy z 2 na 3 listopada, musiał ewakuować się ze swojego Mini, bezpiecznie dotarł do portu w Las Palmas. Dzisiaj, 6 listopada, wraca do Polski.
20 regaty Mini Transat, drugie w karierze Kowalczyka, okazały się pechowe. Po niecałych trzech dobach od startu drugiego etapu wyścigu, z Arrecife na Lanzarote do Pointe-a-Pitre na Gwadelupie, w nocy, przy silnym wietrze i sporej fali, polski jacht „Calbud 894” zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem pływającym. Uderzenie spowodowało utratę jednej płetwy sterowej oraz wyrwanie dziury w tylnej części jachtu. Szybki napływ wody do środka zmusił żeglarza do wezwania pomocy, której udzielili mu najbliższy zawodnik Sébastien Pébelier, jacht asystujący regatom „Teranga” oraz tankowiec „Maersk Mediterranean”.
Reklama · RegatyReklama przy relacjach z regatReklama i współpraca →Po niełatwej ewakuacji z „Calbuda” na „Terangę” oraz równie trudnym przejściu na pokład tankowca, Radosław Kowalczyk może mówić, że miał wiele szczęścia. Akcja ratunkowa została przeprowadzona sprawnie, ale wiele jej elementów zależało od samego żeglarza i jego zimnej krwi. „Cieszę się, że żyję” – komentował sytuację Kowalczyk, który zdążył zabrać z jachtu jedynie torbę ewakuacyjną z dokumentami i radiem UKF. „Miałem na to około 20 sekund” – relacjonował w rozmowie ze swoim zespołem, CALBUD Team.
Minionej nocy statek „Maersk Mediterranean”, na pokładzie którego po akcji ratunkowej znalazł się Kowalczyk, dopłynął do portu w Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich.
– Statek rzucił kotwicę na redzie Las Palmas o północy, ale na stałym lądzie znalazłem się dopiero nad ranem – mówi Kowalczyk. – Chciałbym bardzo podziękować kapitanowi Valery’emu Gradovowi i załodze, że przyjęli mnie na swój statek, zaopiekowali się mną najlepiej jak mogli i robili wszystko, żebym czuł się tam jak u siebie. Nigdy nie zapomnę ich profesjonalizmu i gościnności. Dziękuję też moim sponsorom, partnerom, rodzinie, przyjaciołom i kibicom za wszystkie słowa wsparcia, które do mnie dotarły. Znaczą one naprawdę dla mnie bardzo wiele.
Reklama · RegatyPromuj swoją markęSprawdź ofertę →Obecnie żeglarz znajduje się w Las Palmas pod opieką przyjaciół. W piątek, 6 listopada wraca do Polski.
Na oceanie pozostał, częściowo zanurzony pod wodą, jacht Kowalczyka. Jednostka, będąca najnowszym jachtem klasy Mini w tegorocznych regatach Mini Transat, najprawdopodobniej jest nie do odzyskania.
– Ze względu na miejsce wypadku oraz rodzaj uszkodzeń, jachtu nie da się uratować – przyznaje Kowalczyk. – Poświęciłem mu ostatni rok życia, patrzyłem, jak powstaje, najpierw na rysunkach, potem w stoczni. W trakcie kilku sekund musiałem podjąć decyzję, że go zostawiam. Była to jedna z najtrudniejszych chwil w moim życiu. Ale właśnie o życie walczyłem. Nie miałem wyboru. Kiedy patrzyłem na niego już z pokładu, dziób unosił się nad wodą, a kokpit i rufa były pod powierzchnią. To rejon intensywnego ruchu żeglugowego, więc możliwe jest, że jeżeli fale i wiatr go nie zatopią, zrobi to przypadkowy kontakt z jakimś statkiem. Muszę pogodzić się z tym, że nie ma szans na jego odzyskanie.























