Tomasz Figlerowicz: Za mało pływamy po świecie
Ten sezon nie był najbardziej udany dla polskich Optimiściarzy, na mistrzostwach świata i Europy zajmowali odległe miejsca. Z Tomaszem Figlerowiczem, prezydentem Polskiego Stowarzyszenia Klasy Optimist rozmawiamy m.in. o przyczynach wyników w sezonie 2016, działalności Stowarzyszenia i planach na przyszłość.
– Na czym polega uniwersalność tej klasy?
– Odpowiem przykładem z życia. Byliśmy kiedyś w Centrum Olimpijskim w Warszawie podczas wręczania nominacji kadrom narodowym. Patrząc na stojących tam żeglarzy, powiedziałem do Tomka Chamery (wiceprezesa PZŻ ds. sportu – red.): widzisz, to wszystko byli Optimiściarze. Myślę, że to najlepsza odpowiedź na to pytanie. Chyba nie znajdzie się wśród naszych żeglarzy sportowych, nie licząc deskarzy, kogoś, kto nie rozpoczął nauki od Optimista.
– Jest konkurencja dla tej klasy w szkoleniu dzieci?
– Optimist to ma być początek kariery żeglarskiej. Problem jest ze starszymi dziećmi zaczynającymi żeglować, np. dwunastoletnimi. Zgodnie z dotychczasowymi przepisami, po roku musiały przejść do grupy A – a to w Polsce już naprawdę wysoki poziom – i mierzyć się z zawodowcami. Dlatego w PSKO zmieniliśmy zasady ścigania się i niemal znieśliśmy ograniczenie wiekowe dla grupy B. Zawodnik można pływać w tej grupie do piętnastego roku życia. Inna sprawa to brak klas pośrednich, gdy na przykład zawodnik jest mały i musi czekać ze zmianą łódki do czasu aż podrośnie i nabierze masy mięśniowej. Z drugiej strony do klubu zgłaszają się dwunasto-trzynastoletni młodzi ludzie ważący nawet 60 kilogramów, dla których Optimist jest za mały. Jakimś rozwiązaniem są L’Equipy i Cadety, ale to raczej klasy niszowe.
– Ile Optimistów pływa w Polsce, a ile na świecie?
– W Polsce około 1000. Po numerach na żaglach widać, że najwięcej w Niemczech. Na pewno jesteśmy wyżej niż Czesi czy Słowacy, ale nie mamy danych globalnych, więc szerzej nie potrafię tego porównać.
– Jak wypadła klasa w tym sezonie?
– Miewaliśmy już większe sukcesy na arenie międzynarodowej… Na mistrzostwach Europy i świata poszło nam średnio i już wyciągnęliśmy z tego wnioski. Za to w dalszym ciągu jesteśmy widoczni – nasi zawodnicy uczestniczyli w wielu zagranicznych regatach, mamy trenerów światowej klasy i dobrych producentów sprzętu do Optimistów.
– Na mistrzostwach świata Filip Szmit był 98, w Pucharze Narodów zajęliśmy 26 lokatę, natomiast mistrzostwa Europy Igor Kuczys zakończył na 21 pozycji, a Gabriela Czapska na 25. Gdzie leży przyczyna takich wyników?
– Według mnie wiele czynników na to wpłynęło. Na pewno jednym z nich jest to, że za mało jest nas na światowych imprezach. Zdarza się, że zawodnik jedzie na mistrzostwa Europy i są to jego pierwsze międzynarodowe regaty w sezonie lub nawet w życiu. Trudno wówczas coś wywalczyć. Znaczenie może mieć też akwen – mało pływamy po otwartym morzu. W grę wchodzą tu finanse – nikt z nas nie był wcześniej np. w Crotone we Włoszech, gdzie odbyły się mistrzostwa Europy, i nie sprawdził akwenu. Niemcy, którzy wygrali, wcześniej tam jeździli i trenowali. Miałem też wrażenie, że nasi zawodnicy na mistrzostwach nie wytrzymywali fizycznie i dlatego wydłużyliśmy regaty eliminacyjne, które będą teraz czterodniowe. Uważam również, że za mało ścigamy się w grupach złotej i srebrnej – w przyszłym roku już po dwóch dniach eliminacji będzie podział na grupy. To wszystko zwiększy konkurencyjność i rywalizację między zawodnikami, będzie większe obciążenie psychiczne, ale piąty dzień wyścigów i ósmy bieg nie będą już problemem.
– Z drugiej strony trzeci rok z rzędu udało się zdobyć medal na Opti Team Cup w Berlinie, choć tym razem nie złoty, a brązowy.
– To bardzo fajny wynik. Dzieci uwielbiają regaty drużynowe. Mimo że są wyczerpujące, wyścigi są krótkie, dużo się tam dzieje. Teraz zawodnicy z mojego klubu (Jacht Klubu Wielkopolski – red.) – byli na Drużynowych Mistrzostwach Czech, gdzie zdobyli srebrny medal, więc sukcesy są.
– Czy są różnice w szkoleniu pomiędzy Polską a innymi krajami?
– Startujemy co roku we Włoszech, w Niemczech, w Czechach i nie widzę radykalnych różnic. To wszystko wygląda w miarę podobnie. Dla mnie niedoścignionym wzorem jest Singapur, gdzie zawodnicy nie pływają, a wręcz fruwają. Oni mają jednak możliwość całorocznych zajęć na wodzie. Zresztą tam szkolenie jest zupełnie inaczej zorganizowane – jest na centralnym miejscu, a czas na szkołę jest popołudniami. Wydaje mi się jednak, że ważniejsze, by zobaczyć efekty – z naszych dzieci wyrastają fajni żeglarze, których nie musimy się wstydzić – igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata to pokazują.
– Są w Polsce ośrodki wzorcowe w szkoleniu na Optimistach?
– Tu trzeba powiedzieć „medale na stół” i sięgnąć po ranking klubów. Niekwestionowanym liderem jest YKP Gdynia, a za nim KS Spójnia Warszawa, Chojnicki Klub Żeglarski, OPTI CWM Gdynia, MKŻ Arka Gdynia, MBSW/UKŻR Niegocin Giżycko, Jacht Klub Wielkopolski Poznań, UKS Barnim Goleniów i KS AZS AWFiS Gdańsk. To najważniejsze ośrodki.
– Czym dokładnie zajmuje się Polskie Stowarzyszenie Klasy Optimist?
– W dużym skrócie: organizujemy kalendarz i rankingi, wyłaniamy trenerów na mistrzostwa Europy i świata oraz kadrę narodową.
– Promujecie klasę tam, gdzie sport nie jest tak popularny?
– Zawsze jesteśmy do dyspozycji i zawsze z chęcią pomagamy – jeździmy z wykładami, zapraszamy na zgrupowania i szkolimy trenerów. No i napisaliśmy książkę o pływaniu na Optimiście („OPTIMISTyczne żeglowanie” – red.). Czasami uczestniczymy również w pozyskiwaniu sprzętu dla biedniejszych klubów – sam ostatnio wiozłem dwanaście żagli do Optimistów, z których my już nie korzystamy.
– Wydajecie też „Informator”.
– W przyszłym roku wydamy kolejny numer, ale zmienimy trochę jego formułę. Zrobił się on bardziej reklamowy niż sportowy, więc stwierdziliśmy, że trzeba publikować więcej wyników i zdjęć dzieci. Bo niby żyjemy w erze cyfrowej, ale widzimy, że dla młodzieży cenniejsze jest, jak ma na półce książeczkę ze swoim zdjęciem.
– Co czeka PSKO w przyszłym sezonie?
– Sezon zaczynamy w pierwszy weekend majowy regatami o Puchar Klubu Sportowego „Zatoka” Puck, dwa tygodnie później mamy Puchar YKP, a po kolejnych trzech tygodniach Puchar Dziwnowa. Na tej podstawie wyłonimy kadrę narodową na mistrzostwa Europy i świata oraz do regat Energa Sailing Cup. To na początek…
Tomasz Figlerowicz urodził się 15 marca 1964 roku. Jest wieloletnim członkiem Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Klasy Optimist i jego prezydentem od 2012 roku. Trener kadry narodowej klasy Optimist. W 2013 roku pod jego okiem Tytus Butowski z YKP Gdynia, (aktualnie SŻ KS AZS Gdańsk) zdobył mistrzostwo Europy na Balatonie. Pracuje jako trener w Jacht Klubie Wielkopolski Poznań.


