< Powrót
21
listopada 2017
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
icesailing.fi

Tomasz Zakrzewski: Chcę wystartować w Szwecji

Tomasz Zakrzewski (MKŻ Mikołajki) wygrał pierwsze w tym sezonie międzynarodowe regaty bojerowe, Johny Köhler Cup, rozegrane 17 listopada na jeziorze Toljanjärvi w Finlandii. Ze startu w kolejnych, All Saints Regatta, rozegranych na tym samym akwenie, musiał zrezygnować. Opowiada nam dlaczego.

– Jak pan ocenia regaty Johny Köhler Cup?

– Bardzo dobrze. Impreza się udała, rozegrano sześć wyścigów przy fajnym wietrze, na relatywnie małym jeziorze, ale jak na początek sezonu lepszych warunków nie trzeba.

– Było tak dobrze, że udało się panu wygrać.

– Tak i to bez większego wysiłku. Obsada może nie była najmocniejsza, niemniej jednak kilku bardzo szybkich zawodników na starcie stanęło. To była okazja do zweryfikowania możliwości nowego sprzętu. Jest listopad, przede mną jeszcze sporo regat, będzie więc jeszcze okazja, żeby wycisnąć jak najwięcej z udoskonalonego bojera.

– No właśnie, jak wypadło zaplanowane przez pana sprawdzenie w boju nowego sprzętu?

– Test nowych rozwiązań wypadł pomyślnie. Dzięki regatom w Finlandii miałem możliwość zbadania, co należy jeszcze poprawić. Wysłałem już zlecenie do Stanów Zjednoczonych, gdzie produkowane są maszty dla mnie, na przeprowadzenie pewnych modyfikacji. Około 10 grudnia kolejna seria poprawionych masztów powinna do mnie dotrzeć z Rhode Island, więc zdążę je okuć i przygotować do latania. Zabiorę je na kolejne regaty do Szwecji, które rozpoczynają się w połowie grudnia.

– Ale bez kłopotów się nie obyło.

– Rzeczywiście. Urwał mi się rumpel przy starcie do pierwszego wyścigu. Wskoczyłem do bojera i straciłem sterowność. Musiałem się zatrzymać i naprawić awarię. Kiedy to zrobiłem, kontynuowałem wyścig. Na górnej boi byłem drugi od końca, ale udało się nieco nadrobić straty i ostatecznie zakończyłem ten bieg na szóstym miejscu. To zdarzenie pokazało mi, że w sprzęcie, na którym latam w tym sezonie drzemie naprawdę duży potencjał, jeśli chodzi o osiągane prędkości. Jestem dobrej myśli, bo to dobry prognostyk na kolejne regaty.

– Wszystko szło dobrze, dlaczego więc nie wystartował pan w All Saints Regatta?

– Po zakończeniu Johny Köhler Cup, w nocy z piątku na sobotę, spadło 10 centymetrów śniegu i ustał wiatr. Dlatego sobotnia seria wyścigów nie odbyła się. Miałem czas na przeprowadzenie drobnych poprawek w sprzęcie. Niestety przy tej pracy wyskoczył mi dysk w kręgosłupie, co wyeliminowało mnie z udziału w niedzielnej serii startów.

– To dość uciążliwa przypadłość, jak długo potrwa rehabilitacja?

– Taka kontuzja odnawia mi się co jakiś czas. Wiem, co zrobić, żeby szybko się zrehabilitować i przygotować do następnych regat. Najtrudniejsze są pierwsze dwa dni po kontuzji. Po tygodniu mogę już rozpocząć rehabilitację na siłowni i w tym przypadku też pewnie będzie podobnie. Liczę, że za trzy tygodnie będę w pełni sprawny. Chcę wystartować w Szwecji, bo tam robi się już naprawdę zimno i zapowiada się dobry lód.