< Powrót
24
marca 2017
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
RATrejs

Wokółziemska wyprawa „Nautilusa”

Chcą wyrwać się z wielkomiejskiego wyścigu szczurów i namówić do tego innych – także zadeklarowane szczury lądowe. Pod koniec maja ekipa RATrejs wyruszy z Darłowa w czteroletnią wyprawę dookoła świata na jachcie „Nautlius”. Każdy ma szansę dołączyć do załogi.

Jest ich czworo. Od zawsze lubili wyzwania i – choć połowa tego kwartetu nie ma zbyt dużego doświadczenia żeglarskiego – postanowili wyruszyć w świat na pokładzie jachtu. Do udziału w rejsie zapraszają każdego, kto spełni określone warunki. Jakie to warunki, po co wyruszają w świat i dokąd chcą dotrzeć, opowiedział nam pomysłodawca rejsu, kapitan „Nautliusa” Błażej Gładysz.

ratrejs 2017.03.24 1

– Skąd pomysł?

– Idea rejsu zrodziła się wiele lat temu. Sam pomysł ewoluował. Początkowo chciałem przeprowadzić się na jacht, zamieszkać na nim na stałe i podróżować po świecie. Wówczas moja ówczesna partnerka uświadomiła mi, że z różnych względów to trudny do realizacji wariant. Pomyślałem więc, że projekt długiej, kilkuletniej podróży jest bardziej realny i wykonalny. To nie jest przedsięwzięcie oparte na zasadzie „opłyńmy świat jak najszybciej”. Nie próbujemy bić rekordów. One są teraz na poziomie czterdziestu dni i w zupełnie innych stawkach budżetowych. My chcemy wykorzystać jacht do tego, by dotrzeć w miejsca, do których trudno dotrzeć inną drogą. Chcemy je zwiedzić i pokazać innym.

– My, czyli kto?

– Jeśli chodzi o naszą ekipę, to poza innymi aktywnościami, jesteśmy nurkami technicznymi. Poznaliśmy się dzięki nurkowaniu i pasji do sportów ekstremalnych. Marcin i Kornelia będą ze mną na jachcie cały czas. Magda, która zabiera w podróż swoją córkę Hanię, będzie omijać miejsca najmniej bezpieczne z różnych powodów i powracać do Polski.

– Poza waszą czwórką w czteroletni rejs wypłynie ktoś jeszcze…

– Tak. Poszukujemy kogoś, kto umie robić świetne filmy. To będzie kolejny stały członek załogi. Zależy nam na doskonałym materiale, który będzie nie tylko pamiątką dla nas, ale i wartością poznawczą dla wielu ludzi, do którego będą wracać przez kolejne lata. Zgłoszeń mamy sporo. Również od ludzi mających już na koncie sukcesy i prezentacje filmów na międzynarodowych festiwalach. Osoba, którą wybierzemy, jeśli jeszcze umie żeglować, na pewno zdąży się nauczyć tej sztuki. 

ratrejs 2017.03.24 9

– Będzie można dołączyć do was w czasie rejsu?

– Tak. Na poszczególnych etapach rejsu chętnie przyjmiemy na pokład ludzi, którzy będą pomagali nam w filmowaniu i fotografowaniu otaczającego nas świata. Nawet jeśli nie będzie to doskonały fotograf czy fotografka, chcemy, żeby umiała nas zainspirować, współtworzyć dobrą atmosferę na jachcie. Im więcej ludzi przewinie się przez pokład, tym fajniejsza to będzie wyprawa.

– Nie stawiacie warunków finansowych?

– Nie traktujemy tego rejsu jak przedsięwzięcia komercyjnego, dlatego nie będziemy wynajmować koi za pieniądze. Zależy nam na wartościowych, fajnych ludziach i przy doborze tych tymczasowych członków załogi będziemy kierować się innymi niż budżet kryteriami. Chcemy po prostu poznać fajnych ludzi. No i umożliwić im dotarcie do miejsc, do których zwykle się nie podróżuje. Chcemy też uwiecznić na zdjęciach i filmach rejony, które za kilka czy kilkanaście lat znikną lub zmienią charakter. Takich miejsc jest sporo – Antarktyda, Arktyka, Wielka Rafa Koralowa u wybrzeży Australii, a to przecież nie wszystko.

– Na jakim jachcie wyruszycie w podróż?

– To szesnastometrowy stalowy kecz, zbudowany w Niemczech w latach osiemdziesiątych. Od początku była to konstrukcja przeznaczona do celów eksploracyjnych. Stąd grodzie wodoszczelne, gruba stal, podwójne dno i pełny, długi kil. To jacht nie najszybszy, nie najostrzej chodzi pod wiatr, ale jest bezpieczny i przygotowany do pływania w trudnych warunkach.

– Jakie jest wasze doświadczenie żeglarskie?

– Ja żegluję od dziecka. Nie miałem jeszcze dziesięciu lat, kiedy zacząłem. Potem było żeglarstwo regatowe. Podobnie Marcin. On jest z Sopotu, pływał od zawsze, nadzorował remonty jachtów, ma doświadczenie bosmańskie. Kornelia ma mniejsze od nas doświadczenie, ale w ubiegłym roku zdobyła patenty. Pływała już, jednak ten rejs to będzie dla niej chrzest bojowy. Magda jest zupełnie świeża.

– Na niemal cztery lata porzucicie swoje zajęcia zawodowe, domy – dla wielu to byłaby bardzo trudna, wręcz niemożliwa do podjęcia decyzja…

– Żadne z nas nie ma na swoim koncie typowej korporacyjnej kariery, choć pracowaliśmy dla korporacji. To jednak była praca na zasadzie własnej firmy i wykonywania usług na zlecenie. Marcin dużo podróżował po świecie, pracował w bazach nurkowych. Kornelia ma za sobą kilkuletną pracę w bazie nurkowej w Egipcie. Często byliśmy w rozjazdach, pracowaliśmy na własny rachunek. Duże miasta oferują sporo uroków, ale po dziesięciu latach w jednej czy drugiej firmie z reguły kończą się ścieżki rozwoju. Ktoś, kto chce poznawać świat i różnych ludzi, nie ma na to szans. My chcemy uciec w świat, żeby poznać go od środka.

ratrejs 2017.03.24 5

– Czy trudno było pozyskać partnerów do takiego projektu?

– Jako że wcześniej realizowaliśmy jakieś projekty podróżnicze, uprawialiśmy sporty ekstremalne i znaliśmy część środowiska podróżniczego, nie byliśmy zupełnie anonimowi. To stanowiło pewne ułatwienie. Ale zaczęło się od pozyskania patronów honorowych. To uwiarygodniło nas w rozmowach z różnymi instytucjami czy mediami. Mieliśmy nieco szerzej otwarte drzwi, niż gdybyśmy przyszli „z ulicy”. Systematycznie budowaliśmy bazę kontaktów mediowych, wśród których jest również National Geographic. Dotarliśmy do niego po jakimś czasie, kiedy zaczął działać efekt kuli śnieżnej. Z czasem redakcje zaczęły o nas pisać niezależnie od tego, czy były naszymi patronami, czy nie.

– A co z pozyskiwaniem sponsorów?

– Taka wyprawa opiera się w znacznej mierze na sponsorach. Pozyskaliśmy ich, ale na razie staramy się spinać większość elementów własnymi siłami i środkami. Liczymy na to, że duży sponsor jeszcze się pojawi. Może nawet już w czasie rejsu.

– Zamierzacie relacjonować swoją podróż w internecie, czy pozostanie po tej wyprawie jeszcze jakiś inny ślad?

– To nie będzie prosta relacja z podróży, ale także informacje przydatne dla tych, którzy będą chcieli w przyszłości pójść w nasze ślady. Na bieżąco rejs będziemy relacjonować w mediach społecznościowych. Będą relacje prasowe i cotygodniowe filmowe, myślimy o wydaniu książki i stworzeniu filmu długometrażowego podsumowującego rejs. 

– Będziecie też realizować swoje pasje sportowe?

– Tak. Wyprawa potrwa ponad trzy lata, a tylko jedną trzecią tego czasu spędzimy na wodzie. Będziemy zapuszczać się także w głąb lądu. Dotrzemy do wszystkich kontynentów. Każdego, kto weźmie udział w naszym projekcie czeka niezwykła przygoda. Na pokładzie jachtu znajduje się pełne wyposażenie wyprawowe, między innymi motocykl, paralotnie, sprzęt nurkowy, rowery czy kajaki. Dzięki temu będziemy w zwykle niedostępnych zakątkach, do których można dostać się tylko przez wodę lub drogą powietrzną.

Strona rejsu 

Profil rejsu na Facebooku

Dołącz do załogi Nautilusa

Organizatorzy rejsu szukają doświadczonych pasjonatów filmu i fotografii. Wybrana osoba będzie wspólnie z nimi odpowiedzialna za pisanie scenariuszy programów, a samodzielnie – za operatorkę, obróbkę i montaż materiałów. „Priorytetem jest dla nas tworzenie filmów wideo, przeznaczonych do emisji w internecie i telewizji” – precyzują.

Udział w wyprawie zapowiada się fascynująco. „Będziesz publikować stworzone przez siebie filmy i zdjęcia na łamach m.in. National Geographic Traveler. Dotrzesz do prawie 10 milionów czytelników i internautów. Nauczysz się żeglować, nurkować, surfować, pływać na kajcie. Będziesz miał do dyspozycji motocykle, paralotnie i rowery. Poznasz świat i zobaczysz nieprawdopodobne miejsca, które często dostępne są tylko z pokładu jachtu. Przeżyjesz przygodę swojego życia!” Dokładne instrukcje konkursowe znajdują się na blogu ekspedycji pod adresem RATrejs.pl oraz na Facebooku pod adresem facebook.pl/RATrejs. Zgłoszenia można nadsyłać do 15 kwietnia. Rejs startuje za trzy miesiące.