< Powrót
21
marca 2019
Tekst:
Paulina Wojtaszek, jsz
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
Paulina Wojtaszek
Paulina Wojtaszek (w środku) na „Zawiszy Czarnym”.

„Zawisza Czarny” w dziennikarskim debiucie

Paulina Wojtaszek ze Szkoły Podstawowej w Kobylnicy otrzymała wyróżnienie portalu Żeglarski.info w XVIII Ogólnopolskim Konkursie Dziennikarskim o „Laur Słupskich Kotwic”. Opisała swoje spełnione marzenie, rejs „Zawiszą Czarnym”. W nagrodę debiutuje na naszych łamach.

XVIII Ogólnopolski Konkursu Dziennikarski o „Laur Słupskich Kotwic” zorganizowany został przez Szkołę Podstawową nr 9 w Słupsku. Wyróżnienie naszego portalu za najlepszy artykuł o tematyce żeglarskiej otrzymała Paulina Wojtaszek. Uczennica VI klasy Szkoły Podstawowej im. Kornela Makuszyńskiego w Kobylnicy koło Słupska opisała w nim ubiegłoroczny rejs „Zawiszą Czarnym”.

– Kiedy dowiedziałam się o konkursie dziennikarskim, od razu pomyślałam, że mogłabym napisać o rejsie „Zawiszą Czarnym” – tłumaczy Paulina. – To było coś niezwykłego w moim życiu. Bardzo mi się podobało i zapadło głęboko w pamięć.

Paulina Wojtaszek

Paulina Wojtaszek pomaga sterować Mieczysławowi Strukowi, marszałkowi województwa pomorskiego.
Fot. Jędrzej Szerle

Uczennica z Kobylnicy artykuł stworzyła pod opieką polonistki Ewy Agaty Kaczmarczyk – Suligi. Opisała w nim udział w III Pomorskim Konkursie o Tytuł Mistrza Nawigacji oraz czterodniowy rejs żaglowcem „Zawisza Czarny”, który był nagrodą dla najlepszych uczestników. Morska wyprawa zorganizowana została przez Pomorski Związek Żeglarski, w partnerstwie z Urzędem Marszałkowskim Województwa Pomorskiego w ramach projektu Do granic Niepodległej.

– Opisywałam to co czułam i moje wspomnienia, więc nie było to trudne – zdradza uczennica. – To fajne móc opisywać takie wydarzenia, więc za rok pewnie też w tym konkursie wezmę udział.

*

Paulina Wojtaszek – Rejs Zawiszą Czarnym

„Zawisza Czarny” to duży, morski jacht należący do Fundacji Harcerstwa Centrum Wychowania Morskiego ZHP. Jeszcze rok temu rejs nim był na liście moich najskrytszych marzeń. Okazuje się, że marzenia mogą się spełniać…

Jest deszczowy, listopadowy dzień 2017 roku. Moja pani od geografii na jednej z lekcji proponuje mi, abym wzięła udział w konkursie o tytuł Mistrza Nawigacji. Z lekkim zdziwieniem na nią patrzę, a pani z uśmiechem do mnie mówi: „Paula próbuj, ty jesteś dobra z matematyki, naprawdę warto”. Decyzję podjęłam jeszcze na tej samej lekcji, bo po pierwsze lubię się sprawdzać w różnego rodzaju konkursach, a po drugie te zmagania zapowiadały się bardzo interesująco.

Klamka zapadła. Najpierw szkolenia, mapy, nawigacja, jak dla mnie wszystko nowe, wszystko nieznane, a jednak wciągnęło mnie na dobre. Przeszłam etap szkolny i przygotowywałam się do etapu wojewódzkiego. Codziennie wracałam do domu z mapami i wieczorami rozkładałam się z nimi w salonie. Sama byłam zaskoczona, że wyznaczanie tras na mapach sprawia mi tyle radości. Rodzice kiwali głowami z podziwu i mocno trzymali za mnie kciuki w dniu konkursu.

Zdawałam sobie sprawę, że będą tam sami najlepsi, że uczestnicy mają patenty żeglarskie, należą do kół żeglarskich, żeglują i dla nich wiele rzeczy jest już znanych. Uczyłam się wszystkiego od początku, ale z ogromną ochotą. Nadszedł dzień konkursu. Dzień przed moimi urodzinami i nie ukrywam, że przeszło mi przez myśl, że jakby mi się udało,  zrobiłabym sobie cudowny urodzinowy prezent. Szybko jednak wróciłam na ziemię i sama do siebie się śmiałam, żebym nie wybiegała w przyszłość i nie nastawiała od razu na najlepsze.

Paulina Wojtaszek

Paulina Wojtaszek (druga od lewej) na dziobie „Zawiszy Czarnego”.
Fot. Tadeusz Lademann

Dzisiaj mogę uczciwie przyznać, że tak do końca nie słuchałam, na czym polega główna wygrana w tym konkursie. Byłam skupiona na tym, żeby jak najlepiej wykonać swoje zadania i nie chciałam się niczym rozpraszać. Zrobiłam, napisałam, wyznaczyłam, a najbardziej cieszyłam się z tego, że zmieściłam się w czasie. Wyniki były następnego dnia… I wtedy do mnie dotarło, że jestem wśród tych 18 szczęśliwców, którzy popłyną w rejs, w rejs moich marzeń…

Byłam oszołomiona, wszyscy w szkole gratulowali, mówili o tym, ściskali. Dyrekcja, nauczyciele, koleżanki, koledzy, a ja myślałam, że to sen, że sobie coś nabiłam do głowy i że zaraz się obudzę i czar pryśnie, ale nie, to była prawda. Cudowna nagroda za ciężką pracę, cudowny prezent na urodziny i niesamowita przygoda na 100 lecie odzyskania przez Polskę niepodległości.

„Zawisza Czarny” miał wyruszyć w rejs północnymi granicami II Rzeczypospolitej, z laureatami konkursu wiedzy o nawigacji pochodzącymi z naszego województwa na pokładzie.

Skreślałam dni w kalendarzu. Dla mnie to była przygoda życia, z której cieszyli się także rodzice.

W dniu wypłynięcia pogoda majowa przywitała nas pięknym słońcem. Było bardzo uroczyście. Witał nas wszystkich marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk, który asystował przy otwarciu rejsu, a następnie popłynął z nami w kierunku Sopotu. Celem tego rejsu było poznanie historii odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku oraz odwiedzenie miejsc ważnych dla naszego kraju. Zaczęliśmy od Gdyni, która jest przykładem prowadzenia spójnej polityki morskiej, potem Hel – symbol bezpiecznej Polski oraz Władysławowo, z dużym rybackim portem.

Paulina Wojtaszek

Podczas alarmu ćwiczebnego.
Fot. Tadeusz Lademann

Załoga szybko została podzielona na wachty i każdy z nas dostał przydział zadań. Mogliśmy swoją wiedzę nawigacyjną sprawdzić w praktyce. Byliśmy traktowani jak prawdziwa załoga na statku – były prace przy żaglach, jak również prace porządkowe, które wszyscy wykonywaliśmy bardzo chętnie. Mimo bogactwa zajęć na pokładzie, nie zabrakło czasu na odświeżenie najnowszej historii Polski. Okolicznościowy apel był okazją do przypomnienia sobie wydarzeń z 1918 i 1920 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość oraz uzyskała dostęp do Bałtyku.

Projekt Do granic Niepodległej był nie tylko lekcją historii i żeglarstwa, ale również relaksem. Wieczory w kubryku „Zawiszy Czarnego”, z szantami i morskimi opowieściami były dla nas – załogi – najlepszą nagrodą za całodzienną pracę na morzu. Jednym z elementów projektu były odwiedziny w Muzeum Obrony Wybrzeża na Helu. Muzeum było bardzo ciekawe i miało mnóstwo eksponatów. Można było poznać historię zatopienia „Wilhelma Gustloffa”. W obiektach baterii Schleswig-Holstein zobaczyć można było m.in. stanowiska artyleryjskie obrony wybrzeża w dwudziestoleciu międzywojennym, zapoznać się z historią wojny obronnej 1939 roku i niemieckich przedsięwzięć militarnych na Helu. Przedstawiono tam także powojenne losy polskich żołnierzy, m.in. komandora Zbigniewa Przybyszewskiego, skazanego na śmierć przez stalinowskie władze.

Paulina Wojtaszek

W Muzeum Obrony Wybrzeża na Helu. Paulina na czele.
Fot. Tadeusz Lademann

Po zwiedzaniu muzeum znalazła się także chwila na relaks. Odwiedziliśmy helskie Fokarium i zwiedziliśmy centrum miasta, a po powrocie na „Zawiszę Czarnego” czekała niespodzianka – wspinaczka po linach na maszt. Ta „niespodzianka” już na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

Przez trzy dni rejsu wieczorami zasypiałam zmęczona, a zarazem bardzo szczęśliwa, że mogłam w taki sposób uczcić tak ważne wydarzenia dla naszego kraju, jakim jest 100 lecie odzyskania Niepodległości. Ta rocznica, ten rejs pozwoliły poznać mi wspaniałych ludzi, a jednocześnie bliżej morską historię mojego kraju.

Jednogłośnie na zakończenie projektu Do granic Niepodległej stwierdziliśmy, że wszystko za szybko się skończyło, ale najważniejsze, że przyjaźnie przetrwały. Na morzu mogliśmy polegać tylko na sobie, a taki czas bardzo zjednuje sobie ludzi. Dziękuję.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ