Zimowe żeglowanie, ale o co w ogóle chodzi?
W Gdańsku dla rozrywki żegluje się cały rok. Nie może być inaczej, skoro z okien co wyższych budynków widać morze! To oczywista ironia, ponieważ zimą prawie nikt tego nie robi i prawie wszystkie jachty są wtedy wyciągane z wody.
Na wodzie zostają nieliczni, ale z roku na rok jest ich więcej. Zresztą zimy z roku na rok też są coraz cieplejsze. Od kilku lat przez całą zimę pływa Olivia Yacht Club (ze mną) i jachty od Kaspra Orkisza, czyli Premium Yachting.
Z Olivia Centre, gdzie pracuję, do Mariny Sopot jest dziesięć minut, a w Sopocie stoi Atlanta 1996, czyli nasz oceaniczny jacht Sun Odyssey 42 DS – jednostka licząca 42 stopy, czyli dwanaście i pół metra, ważąca osiem–dziewięć ton (w zależności od stanu zbiorników), w tym ponad dwie i pół tony balastu na końcu kila, a jej zanurzenie wynosi dwa metry i dwanaście centymetrów.
To bezpieczny, wygodny hotelowiec (dwie kabiny i dwie łazienki z prysznicami) i typowy Francuz – jacht, jak na hotelowca, bardzo szybki, całkiem piękny i nieco zawodny, jeżeli chodzi o drobne awarie.
Dziś w Sopocie pierwszy śnieg, więc okazja na zimowe żeglowanie! To bardzo specyficzna zabawa: najprostsze rzeczy stają się całkiem trudne, gdy panuje mróz lub spadnie śnieg. Wówczas wyzwaniem jest nawet ustać na pokładzie i przemieszczać się bez wywrotki.
Najpierw trzeba przygotować jacht – zaczynamy prozaicznie: od odśnieżania. Jednak stanowi to spore wyzwanie, bo choć można spychać śnieg do wody, to pokład ma skomplikowany kształt i po prostu trudno dotrzeć wszędzie szczotą. Szczota też dużo gorzej się sprawdza w odśnieżaniu niż łopata, ale… nie mam łopaty. Może kupię plastikową na zimę?
Pokład trzeba odśnieżyć dokładnie, bo resztki śniegu pod butami łatwo zamieniają się w lód, a wtedy bardzo łatwo o wypadek, a – nie daj Boże – wypaść za burtę przy tej temperaturze wody!
Co roku na początku zimy muszę sobie też przypomnieć zasady, których części po prostu nie pamiętam… Na przykład: nie da rady wypłynąć, jeżeli jest mróz, a poprzedniego dnia padał śnieg. Bo wtedy śnieg jest przymrożony do jachtu i nie da rady skutecznie odśnieżyć pokładu tak, by zapewnić bezpieczeństwo załodze i pasażerom.
Dziś, po prawie roku przerwy, zapomniałem odśnieżyć szynę na górnej krawędzi bomu, w której porusza się wózek szkentli (inaczej outhol – lina wyciągająca rolowanego grota z masztu). W efekcie nie dało się postawić grota. Musiałem wziąć z mesy tępy nóż stołowy i oczyścić tę szynę, co przy wietrze, falach i temperaturze poniżej zera nie jest proste.
W sumie wyszło dobrze, bo przez to postawiliśmy tylko zrefowanego grota, a za chwilę się porządnie rozwiewa i mamy idealny układ żagli, idąc pod wiatr w kierunku Portu Północnego.
Zwykle wiatr powiększa odczucie zimna, przez co na morzu wydaje się być dużo zimniej niż na lądzie, ale tak naprawdę temperatura najczęściej jest dodatnia. Dziś jednak mamy przyzwoity mróz, przez co ciepła jeszcze woda morska paruje intensywnie, co wygląda pięknie. Jednak ta pięknie parująca woda osadza się na jachcie i stopniowo pokrywa wszystko lodem…
Sporym problemem jest więc narastające zalodzenie lin. Tego dnia trudno o choćby najprostszy zwrot, ponieważ zalodzone szoty nie dają się wybrać ręką przy zwrocie, ani też nie trzymają się kabestanów.
Jest tak zimno, że trudno zrobić jakieś zdjęcia. Po kilkunastu sekundach ekran aparatu przestaje reagować na opuszki palców. Bez grubych, morskich zimowych rękawic nie byłbym w stanie wytrzymać – na szczęście nie są drogie.
Najprzyjemniejszy jest powrót z wiatrem. Spod Nowego Portu przejeżdżamy wzdłuż plaży od mola w Brzeźnie do Sopotu prawie jak normalni, cywilizowani, plażowi spacerowicze. Z wiatrem robi się ciepło i przyjemnie, ale brakuje słońca.
Kiedyś, gdy tak płynęliśmy wzdłuż zaśnieżonej plaży z Nowego Portu do Sopotu, równolegle do nas, po plaży biegło dwoje narciarzy na nartach biegowych – to było dopiero fajne towarzystwo!
Dziś pływam z Andrzejem Zielińskim, który nie tylko jest znakomitym chirurgiem naczyniowym w sopockiej klinice, ale przede wszystkim żeglarzem regatowym, ścigającym się na jachcie Quanta i kilkukrotnym wicemistrzem Polski.
Żona Andrzeja wyszła na plażę, by zrobić nam zdjęcia. Jak zwykle jesteśmy jedynym jachtem na wodzie…
Grudzień 2022
To fragment książki „Pod wiatr i inne przygody. Cztery pory roku z widokiem na Olivia Star” Macieja Kotarskiego, wkrótce dostępnej w sprzedaży w Gazecie Morskiej i na zeglarski.info.


