Tadeusz Wojtowicz: 67 żaglowców pod naszymi żaglami
O historii firmy, przełomowych i skomplikowanych zamówieniach oraz trudnościach przy produkcji żagli rozmawiamy z Tadeuszem Wojtowiczem, prezesem gdańskiej firmy Sail Service. – Sail Service obchodzi w tym roku …
000 Sail Service 02 08 2017 Tadeusz Lademann
001 Sail Service 02 08 2017 Tadeusz Lademann 150x150
002 Sail Service 02 08 2017 Tadeusz Lademann 150x150
003 Sail Service 02 08 2017 Tadeusz Lademann 150x150+12O historii firmy, przełomowych i skomplikowanych zamówieniach oraz trudnościach przy produkcji żagli rozmawiamy z Tadeuszem Wojtowiczem, prezesem gdańskiej firmy Sail Service.
– Sail Service obchodzi w tym roku 30. urodziny. Jak to się wszystko zaczęło?
– Trzeba się cofnąć do 1949 roku, kiedy w stoczni na Stogach Główny Komitet Kultury Fizycznej i Turystyki uruchomił warsztaty szkutnicze sprzętu sportowego. Rozpoczęto tam budowę kajaków, małych jolek i innego sprzętu pływającego. Rok później powstała również żaglownia. W 1987 roku Studencka Spółdzielnia Pracy „Techno Service” wraz ze Stocznią Jachtową im. Conrada powołała spółkę do produkcji żagli i tu się zaczyna historia Sail Service. Na początku eksport szedł głównie do Związku Radzieckiego i Bułgarii oraz na Węgry.
– W trudnym okresie końcówki lat 80. i transformacji ustrojowej było zapotrzebowanie na żagle?
– Związek Radziecki kupował ogromne ilości, bo nie mieli swoich żaglowni. Pozostała produkcja szła na potrzeby Stoczni Conrada, która też sprzedawała jachty na wschód i południe Europy. Część sprzedawaliśmy do Niemiec, co pozwoliło wyjść na zachód. Od 1990 roku musieliśmy jednak od nowa szukać rynku dla naszych towarów. Zaopatrzyliśmy w żagle „Dar Młodzieży”, „Kaliakrę” i „Pogorię”, od których się zaczęła nasza współpraca z żaglowcami. Szyliśmy też pokrowce na sprzęt Marynarki Wojennej, a nawet na nowoprojektowane samochody testowe – Volkswageny.
Reklama · Na lądzieTwoja reklama tutajReklama i współpraca →– Był przełomowy moment w czasie 30 lat funkcjonowania firmy?
– Rozwijaliśmy się płynnie. Oczywiście były ważne momenty – na przykład firma czarterowa Tiga zamówiła 120 kompletów ożaglowania i osprzęt na Mazury, z nowatorskim systemem zrzucania grota do pokrowca na bomie. Potem pojawiła się stocznia w Greifswaldzie, która przez cztery lata kupowała od nas żagle, po dwieście kilkadziesiąt kompletów rocznie.
– Co obecnie produkuje Sail Service?
– Głównie żagle i pokrowce, to około 70 proc. produkcji. Ale mamy też drugą nogę – jesteśmy handlowym przedstawicielem na Polskę takich produktów, jak kabestany Andresena, bloczki Ronstana , rolery Facnora, maszty Sparcrafta czy pokłady Flexiteek.
– W Polsce mamy bardzo prężny przemysł jachtowy – współpracujecie z nim?
Reklama · Na lądziePromuj swoją markęSprawdź ofertę →– W niektórych stoczniach obsługujemy 100 proc. produkcji . Trzeba jednak pamiętać, że rynek się zmienia. Obecnie w 90-93 proc. wytwarzają one jachty motorowe. Żaglowe jachty stanowią mniej niż 10 proc. całego rynku. Współpracujemy także z Wydziałem Okrętownictwa i Oceanotechniki na Politechnice Gdańskiej. Absolwenci tego wydziału pracują w naszej firmie, a studenci odbywają praktyki.
– Liczył pan ile jednostek wyposażyliście w żagle przez te 30 lat?
– Wykonaliśmy ożaglowanie dla 67 żaglowców, niekiedy o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych. Pod naszymi żaglami pływa grupa żaglowców Sea Cloud oraz nowe, zbudowane dla Indonezji i Wietnamu. Wyposażamy wiele aktualnie budowanych jednostek, w tym testowanego aktualnie na Bałtyku „El-Mellaha” dla Algierii, który powstał w stoczni Remontowa Shipbuilding. Na zlocie The Tall Ship Races, który w najbliższy weekend odbędzie się w Szczecinie, połowa z czterdziestu większych żaglowców będzie miała nasze żagle.
– Jakie było najbardziej wymagające zamówienie?
– Każde jest wymagające, bo każdy żaglowiec ma swoją specyfikę. Mają różne systemy obsługi żagli, niektóre są chowane w masztach, niektóre w rejach, a jeszcze inne są klasyczne – obsługiwane przez liczną grupę kadetów. Dostarczaliśmy też żagle obsługiwane przez żeglarzy niepełnosprawnych.
Reklama · Na lądzieArtykuł sponsorowanyZapytaj o pakiet →– Co jest najtrudniejsze w produkcji żagli?
– Po pierwsze uzgodnienia z klientem – jego oczekiwania i życzenia oraz zebranie informacji o jednostce, na której żagiel ma zostać zastosowany. Po drugie zaprojektowanie żagla w taki sposób, żeby nie zmieniał kształtów w czasie eksploatacji i jak najdłużej zachował formę. No i na końcu cały proces produkcji – wzięcie brytów, zszycie, wykończenie… A na każdym etapie musi być zachowana najwyższa jakość.
– Produkujecie materiały do żagli?
– Producentów tkanin na świecie można policzyć na palcach jednej ręki. A na eksperymenty stać tylko jedną firmę żaglową na świecie. Pozostałe korzystają z tego, co jest wprowadzone na rynek. Tu pojawia się pytanie, czy silnik kosmiczny jest potrzebny do eksploatacji w małym samochodzie? Z najnowszych światowych technologii korzysta się, ale trzeba zachować proporcje – 99 proc. jachtów do normalne jednostki.
– A bylibyście w stanie stworzyć żagle dla tego jednego procenta – nowoczesnych maszyn regatowych, startujących na przykład w Pucharze Ameryki?
Reklama · Na lądzieWyróżnij swoją firmęSprawdź cennik →– Tego typu żagle kosztują setki tysięcy dolarów i mają specjalną konstrukcję. Tylko jedna, dwie firmy na świecie je robią.
– Jako firma wspieracie inicjatywy żeglarskie?
– Co pewien czas wspieramy rejsy wyczynowe, na przykład dookoła świata. Dostarczamy wtedy żagle na specjalnych warunkach.
– Czego życzyć Sail Service na kolejne 30 lat?
– Najważniejszy w naszej działalności jest zespół pracowników. Ich zaangażowanie, doświadczenie, w tym żeglarskie, i umiejętności przyczyniły się do zbudowania pozycji naszej firmy w środowisku. Życzenie na przyszłość to kontynuacja działalności tak wartościowego zespołu pracowników.
Tadeusz Wojtowicz, ur. 1949 r., pracuje w Sail Service od 1987 roku, pełniąc od początku funkcję prezesa. Z wykształcenia inżynier elektronik po Politechnice Gdańskiej.























