< Powrót
16
września 2015
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
Andrzej Lutomski podczas regat Volvo Gdynia Sailing Days 2015.

Andrzej Lutomski o klasie O’pen BIC: Czekam na przełom

O trudnych początkach klasy O’pen Bic w Polsce rozmawiamy z Andrzejem Lutomskim, komandorem MKŻ Arka Gdynia.

Osiem tysięcy młodych żeglarzy zrzeszonych w niemal dwustu klubach na czterech kontynentach, imprezy o randze mistrzostw świata i mistrzostw kontynentalnych, międzynarodowy status ISAF – tak dziś rozwija się na całym świecie klasa O’pen Bic. Dla naszego rozmówcy to brakujące ogniwo w łańcuchu szkoleniowym. Niestety ta dość młoda kategoria łódek wciąż nie może znaleźć pełnego uznania w naszym rodzimym środowisku żeglarskim. Andrzej Lutomski robi co może, by ten stan rzeczy zmienić.

– Skąd pańskie zainteresowanie właśnie klasą O’pen Bic?

– Bardzo długo szukałem łódki, która wypełniłaby lukę szkoleniową pomiędzy Optimistami a Laserami. Moje wieloletnie trenerskie doświadczenie wskazuje, że bezpośrednie przesiadanie się z tych pierwszych łódek na drugie, nie jest najlepszym możliwym rozwiązaniem. Dzieci trenujące wiele lat na Optimistach nie są przygotowane do Laserów, ani pod względem sprawnościowym, szybkościowym, nie mają też właściwie rozwiniętego refleksu. A to wszystko niezbędne jest w klasach wyższych. Niestety Optimisty to klasa dość tolerancyjna. Pozwala popełniać błędy, nie koryguje ich. Dzieci doskonale się bawią, szkolą i żeglują uzyskując dobre wyniki.

– I może taka ma być rola Opimistów?

– Po paru latach obserwacji, dociekań i podróży na różnego rodzaju regaty w Europie, znalazłem się w Kadyksie na mistrzostwach Andaluzji. Tam zobaczyłem coś innego – łódki klasy O’pen Bic. Zacząłem przyglądać się konstrukcji, sprawdzać wyporność i inne parametry. Zobaczyłem jak się na nich żegluje, na wodzie sprawdziłem właściwości nautyczne. Różnica w prędkościach między O’pen Bikami a Optimistami była znacząca. Uznałem, że ta łódka doskonale zda egzamin na przykład jako „pomost” do klasy Laser, czy nawet 29er. Hiszpanie to potwierdzili. Oni pływają w podwójnym systemie szkoleniowym – Optimist i O’pen Bic oraz O’pen Bic i 29er. Trzeba zresztą przyznać, że właśnie Hiszpanie poczynili w ostatnich latach największe postępy szkoleniowe w klasach młodzieżowych w Europie.

– A my zostaliśmy daleko w tyle?

– Ostatnie Mistrzostwa Świata w Dziwnowie pokazały, że jesteśmy bardzo daleko w tyle, jeśli chodzi o klasę Optimist. Takiej przepaści między nami a resztą, choćby Europy, jak dotąd nie było. Nigdy w mistrzostwach globu nie odgrywaliśmy znaczącej roli, choć miewaliśmy przebłyski.
W pierwszych Mistrzostwach Świata Optimist w Kanadzie, w 1983 roku zajęliśmy 43 miejsce. A przecież wówczas byliśmy bardzo ograniczeni przez gorszy sprzęt. Po latach uznałem, że to był bardzo dobry wynik jak na nasze ówczesne możliwości. Lata płyną, a my doświadczamy w tej klasie regresu (w tegorocznych MŚ najlepszy Polak, Filip Miłoszewski z UKS Barnim Goleniów, zajął 48 miejsce – D.O.). A zawodników mamy doskonałych. W Pucharze Opti, w Mistrzostwach Okręgu, dzieci świetnie żeglują w trudnych warunkach pogodowych, przy silnym wietrze, a jednak czegoś im brakuje.

– Czego?

– Szybkości, wykończenia, technicznie prowadzonej łódki na pełnych kursach. Jeśli to jest łódka monotypowa, to gdzieś trzeba szukać prędkości, jeśli nie żeglując na wiatr, to z wiatrem. Szkoliłem klasę Laser i zastanawiałem się, co zrobić, żeby ta różnica pomiędzy Polską a resztą świata zanikała. Stwierdziłem, że najlepsi żeglarze, do których na pewno można zaliczyć Anglików, doskonale radzą sobie żeglując na wiatr, ale kładą również duży nacisk na szkolenie w żeglowaniu kursami pełnymi. I łódką, która daje szanse pływania na bardzo nowoczesnym sprzęcie, umożliwiającym takie szkolenie, jest właśnie O’pen Bic. Kiedy trenuję dzieciaki w trudnych warunkach pogodowych, dodatkowo komplikuję im zadanie wybierając najtrudniejszy akwen, gdzie nie tylko jest zwykła fala, ale i ta dobijająca do brzegu, a wiatr jest zawirowany. Chcę ich przyzwyczaić do ekstremalnego żeglowania. W żeglarstwie zdarzają się oczywiście wywrotki, ale ci, którzy uczestniczą we wszystkich treningach nie mają takiego problemu. Uważam, że O’pen Bic w procesie szkolenia daje wyprzedzenie o dwa lata. O taki okres skraca się nauka pływania na Laserze.

– Kiedy młody żeglarz powinien przesiąść się z Optimista na O’pen Bika?

– W wieku dziewięciu, dziesięciu lat. Po pewnym okresie treningów Optimisty nie stwarzają dzieciom trudności, one mniej się wówczas starają. Teraz jest tak, że jak maluch zacznie trening na tej łódce w wieku ośmiu lat, tak siedzi na niej do czternastego roku życia. Niczego nowego się nie uczy, niczego nie zmienia.

– O’pen Bic powinien znaleźć się w systemie szkolenia?

– Bez dwóch zdań! Uważam, że wprowadzenie tej klasy do rywalizacji sportowej i systemu szkolenia jest wskazane. Oczywiście ta idea ma wielu przeciwników, jak wszelkie nowości. U nas dominuje inny system, który sprawia, że trenerzy przywiązują się do zawodników.

– Z sympatii i nostalgii? Mają na pewno swoje powody…

– To prawda, szkoleniowcy w żeglarstwie to grupa zawodowa najczęściej pozbawiona etatów i muszą sobie jakoś radzić. Jednym ze sposobów jest system opłacania ich przez rodziców podopiecznych. To jest chore i niedobre. Rodzi się w trenerach dylemat – oddać dziecko pod opiekę komuś innemu, do innej klasy, do innego klubu, czy może z tym zaczekać i zadbać, by jeszcze kolejny rok popływało w macierzystym klubie, bo zdobędzie w tym czasie jakieś medale, jakieś punkty. Trenerzy nie mają związków zawodowych, nie mają zaplecza socjalnego. To nieszczęście, bo przecież to ludzie świetnie wykształceni, utytułowani, doszkalający się na różnych kursach…

– Może da się zmodyfikować system? Może trener zajmujący się grupą Optimistów mógłby przechodzić razem ze swoimi podopiecznymi do kolejnej klasy? Mam tu na myśli O’pen Bic.

– Jeśli ktoś robi coś dobrze, to niech już to robi. Czasy, kiedy trenerzy byli alfą i omegą, potrafili trenować każdą klasę, minęły. Tacy ludzie byli, ale już ich nie ma. Teraz obowiązuje wysoka specjalizacja.

– Ale potencjał kadrowy jest.  I trenerów gotowych zająć się szkoleniem w O’pen Bikach nie brakowałoby?

– Jeśli będą odpowiednie warunki płacowe, to ludzie zawsze się znajdą. Ale na dziś jest tak, że jeśli ja płacę trenerowi określoną kwotę, a on z tego musi opłacić podatek i ZUS, to zostaje mu kilkaset złotych na życie. I on z tego ma utrzymać siebie i rodzinę? Ubiegam się o etaty nauczycielskie dla klubu. Nie ma w Gdyni takich możliwości. Nie mamy szkół mistrzostwa sportowego. Etatów brak. W stolicy MKS Dwójka Warszawa ma jedenaście etatów nauczycielskich. A oni nie są jakoś specjalnie lepsi od nas, jeśli chodzi o wyniki sportowe.

Czy O’pen Bic może mieć zbawienny wpływ na rozwój polskiego żeglarstwa także na tym najwyższym, reprezentacyjnym, olimpijskim poziomie?

– Chciałbym żeby poziom sportowy kadry był o wiele wyższy od obecnego. Mamy jaskółki poprawy w osobach naszych deskarzy. Ta grupa jest nie do pokonania, ale dobrze byłoby, żeby kadra olimpijska była szersza. Na razie mamy pojedynczych zawodników. A O’pen Bic daje szanse na to, że zawodnik przechodzący na Lasera będzie do tego lepiej przygotowany, dojrzalszy. Tego nie da ani Optimist, ani Cadet, który przecież nadal jest w naszym systemie szkoleniowym. Zresztą, kiedy zawodnik pływający na Cadecie ma 17 lat, to powoli odchodzi z żeglarstwa sportowego. Nie ma dla niego dalszej drogi. I jak dotąd nikt, kto decyduje o systemowym funkcjonowaniu polskiego żeglarstwa, tego nie dostrzega.

– A jak tę ulubioną pańska klasę przyjmują dzieci?

– One nie chcą się cofać. Nasza świetna zawodniczka Natalia Kuczys, startująca w O’pen Bikach, nie chce pływać na Optimistach. Co z tego, skoro jej klasa nie funkcjonuje w rywalizacji sportowej, a ona musi zdobywać punkty. Dziewczyna musi się cofać, bo za starty na Optimistach są punkty, a za punkty oceniany jest klub. Z kolei za punktami idą pieniądze.

– Zasady są jasno określone.

– Wcale nie. To jest skomplikowane. System klasyfikacji sportowej powinien kończyć się na burmistrzu, wójcie, sołtysie. Oni powinni rozmawiać z klubami o tym co zrobić, żeby poprawić warunki. A to my się o to troszczymy. Nie mamy wpływu na to, jakie środki przekaże miasto, co da Urząd Marszałkowski za pośrednictwem Pomorskiej Federacji Sportu.  Zresztą Urząd po trzech latach bezpośredniego wspierania klubów, wycofał się z tego. Pieniądze są przekazywane na organizowanie imprez, a powinny iść na szkolenie, zwłaszcza dzieci i młodzieży. 

– Jak rozumiem, pański główny cel to wprowadzenie do systemu rozgrywek sportowych klasy O’pen Bic?

– Tak. Wówczas za starty i wyniki byłby punkty i finansowanie. 10 września miało odbyć się spotkanie i podjęcie decyzji na podstawie opinii, której jestem współautorem. Niestety, zostało przełożone na inny termin.

– Rozwój tej klasy w Polsce zależy od decyzji administracyjnej…

– No tak. A kluby żeglarskie nie palą się specjalnie do promowania O’pen Bików, mają Optimisty i inne klasy, robią swoje. Jeśli jakiś klub ma kilku zawodników w klasach żeglarskich, to może rozważyć kupno nowych łodzi. Ale są takie kluby, które mają tylko Optimisty i z tego żyją. Czy one będą popierać nową klasę? Chyba nie.

– Na świecie popularność klasy O’pen Bic rośnie, to nie kusi naszych żeglarskich decydentów, żeby włączyć ją w system punktowy?

– Coż… Zwrócę uwagę na coś innego. Nie jest dobrze, że walczymy nie o osiągnięcia sportowe, medale, a o punkty. Od lat jestem przeciwny tym punktom, chcę, by kluby rozliczać z rezultatów sportowych. Tymczasem jest tak, że ja już w marcu planuję kto ile punktów w danym sezonie zdobędzie. To jest chore, świat żegluje po to, by zdobywać medale, a my bijemy się o punkty.

– Liczy pan na przełom w sprawie O’pen Bików?

– Tak. Jeśli ta klasa nie wejdzie do systemu szkolenia i rywalizacji sportowej, uznam to za swoją porażkę. Jeśli miałby nastąpić przełom, to jeszcze w tym roku.

O’pen Bic:

klasa powstała w 2006 roku
konstrukcja zaprojektowana w pracowni Vitali Design
długość – 2,75 m
szerokość – 1,14 m
waga kadłuba – 45 kg
konstrukcja polietylenowa
żagle – 3,8 m² (dakron) 4,5 m² (monofilm)
kategoria wiekowa 9-15 lat
w Polsce są 33 łodzie tej klasy w 5 klubach
najlepsza Polka – Natalia Kuczys – złoty medal Mistrzostw Świata 2015 (U16)
koszt – ok. 11 tys. złotych

PODZIEL SIĘ OPINIĄ