< Powrót
1
października 2018
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Jędrzej Szerle
Zbigniewa Puchalskiego
Kim Orlowski i Andrew Martin na pokładzie „Mirandy”

Z Australii do Gdyni, czyli podróż śladami Zbigniewa Puchalskiego

Doktor Andrew Martin poznał Zbigniewa Puchalskiego w 2007 roku w szpitalu w australijskim Maitland. Teraz przyjechał do Gdyni, żeby zobaczyć jego słynny jacht „Mirandę”.

Znajomość doktora Andrew Martina, chirurga ze szpitala w Maintland w Nowej Południowej Walii w Australii, z polskim żeglarzem Zbigniewem Puchalskim rozpoczęła się bardzo nietypowo.

– Zbigniew przyszedł do szpitala z ością w gardle – wspomina Andrew Martin. – Spojrzałem na jego kartę, zobaczyłem datę urodzenia, 1933 rok, i polskie pochodzenie. Zaczęliśmy rozmawiać i opowiedział o swoim życiu i czasach wojny. Wymieniliśmy się telefonami i przez kilka lat mieliśmy stały kontakt. Byłem nawet w jego domu w Buderim w Queensland – w pięknym miejscu z widokiem na ocean i kluby żeglarskie. W środku miał mnóstwo pamiątek ze swoich rejsów, zwłaszcza z Papui Nowej Gwinei.

Zbigniew Puchalski osiadł z żoną w Australii w 1981 roku. Żeglarz wyjeżdżając z Polski miał w dorobku wielkie żeglarskie sukcesy – w 1972 roku na jachcie „Miranda” ukończył samotne, transatlantyckie regaty OSTAR, a rok później znalazł się w załodze „Copernicusa”, który wziął udział w pierwszych załogowych, etapowych regatach wokółziemskich Whitbread Round the World Race. W latach 1976-1980 żeglarz na „Mirandzie” opłynął świat.

– To był wielki indywidualista i niesamowicie inspirująca osoba – mówi Andrew Martin. – Był jedną z najbardziej pozytywnych ludzi, których spotkałem – choć miał trudne życie. Powiedział mi raz: Andrew, łódka nie jest ważna – to tylko droga do poznania innych ludzi. Ale wydaje mi się, że w Australii najbardziej tęsknił właśnie za swoim jachtem.

Zbigniew Puchalski czuł się niezwykle związany z „Mirandą”. W 1969 roku zaczął remontować przedwojenny zatokowy jacht, wówczas o imieniu „Orkan”, który kupił od Yacht Klubu „Stal” Gdynia i nadał mu imię od samosteru Francisa Chichestera. Na nim też odbył swoje najsłynniejsze rejsy.

Słynny samotnik zmarł w 8 listopada 2014 roku, jednak jest australijscy przyjaciele o nim nie zapomnieli. Andrew Martin i jego partnerka Kim Orlowski podczas wyjazdu do Europy postanowili odnaleźć „Mirandę”. Szczęśliwie łódka wciąż jest w Gdyni, a opiekuje się nią firma VBW Engineering.

W poniedziałek 1 października Andrew i Kim zobaczyli jacht, obejrzeli archiwalne zdjęcia Zbigniewa Puchalskiego z archiwum Pomorskiego Związku Żeglarskiego oraz przespacerowali się do Alei Żeglarstwa Polskiego w gdyńskiej marinie, gdzie żeglarz ma swoją tablicę.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ

Błękitna szkoła