< Powrót
5
czerwca 2015
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
archiwum wyprawy
„Deneszka” cumuje w czasie jednej z wypraw.

„Deneszka” dała radę

 – Wszystko poszło zgodnie z planem, a nawet lepiej – zapewnia Jan Gwardzik, jeden z uczestników zakończonej niedawno wyprawy kaszubskiej pomeranki dookoła Pomorza.

Żeglarze wyruszyli łodzią o nazwie „Deneszka” z portu w Jastarni 14 maja. Chcieli w dwa tygodnie przepłynąć 1016 km docierając rzekami do największych miast regionu – m.in. Grudziądza, Bydgoszczy, Szczecina, Kołobrzegu. Udało się przyspieszyć i żeglarze pokonali cały dystans w 12 dni.

– Byliśmy przygotowani na dłuższe postoje na śluzach w Bydgoszczy – wyjaśnia Jan Gwardzik. – Na szczęście okazało się, że straciliśmy na to mniej czasu. Tylko na jednej śluzie musieliśmy pertraktować z obsługą, żeby nas przepuściła, bo dotarliśmy na miejsce po godzinie 16. Mieliśmy też jedną „przenoskę”, na odcinku 7 kilometrów. Polegało to na tym, że łódkę przetransportowaliśmy przez miasto na specjalnej lawecie, której użyczył nam znajomy. Jako że łódka jest trochę ponadgabarytowa jak na polskie drogi, konieczna była asysta samochodów pilotujących jadących przed lawetą i za nią. Zwodowaliśmy za miastem i dalej popłynęliśmy już bez problemów.

„Deneszka” nieźle poradziła sobie także na otwartym morzu. Przez sporą część morskiego odcinka jacht płynął w odległości ok. 500 m od brzegu, baksztagiem na pełnych żaglach.

– Dopiero po wyjściu z Ustki dostaliśmy przeciwny wiatr – opowiada nasz rozmówca. – Płynęliśmy więc 12 godzin wspomagając się silnikiem.

Załoga liczyła na poszczególnych odcinkach trasy od 6 do 8 osób. Żeglarze są zdania, że pomeranka świetnie spisała się podczas tej wyprawy. Jeszcze przed zakończeniem rejsu mówili, że w przyszłym roku chcieliby dotrzeć nią aż na Bornholm. Czy ten plan uda się zrealizować?

– Musimy to jeszcze raz bardzo dokładnie przemyśleć – mówi Gwardzik. – Będziemy mieli całą zimę na analizowanie wszystkich opcji. Zakończona właśnie wyprawa, zwłaszcza jej morska część, pokazała nam, że mimo iż pomeranka radzi sobie na morzu, to jednak wypływanie nią w tak odległą trasę wiąże się ze znacznie większym ryzykiem niż pływanie w bliskiej odległości od brzegu. To jest łódź otwarta, a Bałtyk bywa groźny. Oczywiście, wszystko jest możliwe, trzeba jedynie wybrać odpowiednio dobrą pogodę. Z całą pewnością nie będziemy ryzykować i podejdziemy do sprawy na chłodno, dobrze kalkulując ryzyko.

Co myślisz o tym artykule?
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0

PODZIEL SIĘ OPINIĄ