Rejsy

Dinghy pokonał Atlantyk

Po 19 dniach i 8 godzinach żeglugi Aleksander Hanusz na jachcie „King of Bongo” 1 marca dopłynął do Martyniki. Warszawski żeglarz jest pierwszym Polakiem, który pokonał Ocean Atlantycki …

Olek Hanusz Dinghy Atlantic Olek Hanusz01 Olek Hanusz Dinghy Atlantic Olek Hanusz
Galeria zdjęć (4) - zobacz wszystkie

Po 19 dniach i 8 godzinach żeglugi Aleksander Hanusz na jachcie „King of Bongo” 1 marca dopłynął do Martyniki. Warszawski żeglarz jest pierwszym Polakiem, który pokonał Ocean Atlantycki na mieczowym jachcie odkrytopokładowym.

Przygotowania do wyprawy „Dinghy Atlantic” trwały ponad dwa lata. Olek Hanusz najpierw samodzielnie zbudował jacht typu Salmo 21-Atlantic, który nazwał „King of Bongo”, a od wiosny 2015 roku w Portugalii przygotowywał go do rejsu. Wyprawę rozpoczął 9 listopada 2015 roku z miasta Portimao, a 11 lutego rozpoczął skok przez Atlantyk z Wysp Zielonego Przylądka. Oto jego relacja z 19 dni i 8 godzin.

Wyszliśmy z Mindelo 11 lutego przy silnym wietrze NNW. Pierwsze dwie doby żeglugi były dla mnie najcięższymi z całego crossingu. Zanim wyszedłem ze strefy, gdzie i tak rozbudowaną falę zagęszczała jeszcze obecność wysp, musiałem przez wiele godzin sterować ręcznie. Było tak z dwóch powodów – po pierwsze łamiące się fale były na tyle przerażające, że mogłyby wywrócić mój jachcik, gdyby (dość słaby) samoster zawiódł i łódka ustawiłaby się do nich bokiem. Po drugie przed wypłynięciem posmarowałem w samosterze oś obrotu lotki wiatrowej przy pomocy WD-40 i to był fatalny błąd, bo samoster po ustawieniu go do pracy rozkręcał się. Poza tym przecież podczas samotnego płynięcia lotka ma być zblokowana śrubą przez praktycznie 100 proc. czasu, a nie chodzić swobodnie. Przeklinałem to i czekałem aż WD-40 się wypłucze, bo miejsce, o którym mowa, jest daleko poza obrysem rufy i bardzo wysoko, więc jedyne co mogłem zrobić, to zbryzgać oś resztką acetonu. Po dwóch dniach przestał się rozkręcać i można już było mu ufać.

Najdłuższa i najszybsza jazda na fali podbiła rekord prędkości na GPS do 15,2 węzłów – przypomnę, że mam dość tradycyjny kształt kadłuba, bez płaskiego pasa dennego i zwężającą się rufę. Za to silnik tkwił tym razem przez cały przelot schowany grzecznie w bakiście, zaś jego studzienkę wykorzystałem na mokry schowek. W dziurze umieściłem dociętą sklejkę – korek, który miał poprawiać (i pewnie poprawiał) przepływ wody pod dnem.

Pierwszy dzień to jeszcze ekscytacja, dużo siły i entuzjazm, ale w drugiej dobie płynięcia zmęczyła mnie już choroba morska i przyszło osłabienie. Jako że nic nie mogłem strawić, brałem dodatkowo Glucardiamid – jakiś medykament z glukozą na stany osłabienia i wyczerpania. Wizyty w kokpicie ograniczyłem do naprawdę niezbędnych, ale od ciągłego leżenia rozbolała mnie z kolei głowa. Jednak gdy bardzo rzuca, a jacht dynamicznie „roluje” z prawej na lewą burtę, przeciążenia są tak duże, że siedzenie na dłuższą metę odpada – pracują wszystkie mięśnie, najbardziej brzuch i szyja i też chce się od tego wysiłku wymiotować. Dopiero trzeciego dnia ugotowałem i zjadłem pół obiadu, jednocześnie nakręcając na log rekordowe 126 mil przebiegu dobowego!

Moja „kabina” była regularnie zalewana przez boki (choć uszczelnione) i tył szprycbudy, miałem mokry śpiwór, poduszki, na podłodze regularnie były kałuże wody. Przy tym oczywiście było słonecznie i gorąco, ale nie było jak suszyć rzeczy ze względu na to, że na zewnątrz co kilka minut przez kokpit, a nawet przez daszek szprycbudy przelewały się potężne bryzgi. Nie miałem bakisty, ani klapy bagażnika (a mam ich sporo w kokpicie), których zrębnice w tych warunkach wytrzymywałyby próbę szczelności, więc regularnie pompowałem zęzę. Kokpit zalewany był często do 1/3 objętości, po czym woda schodziła odpływami w ciągu kilku minut. Po wyjściu zupełnie spoza strefy wysp, fale trochę znormalniały – wydłużyły się, czyli przestały być ogromne i były już po prostu „tylko” wielkie.

Przez cztery dni wiatr oscylował między 4 i 7 stopniami w skali Beauforta – najwięcej zalewań zaliczałem właśnie kiedy słabł, bo fale zaczynały się łamać. Przez prawie trzy doby jechałem tylko na samym foku, zanim wiatr ostatecznie zaczął słabnąć i zacząłem zabawy z kliwrem i grotem. Po piątym dniu płynięcia skończyły się epizody z zalewaniem kabiny i wreszcie zacząłem żyć normalnym rytmem. Czułem, że pasat ustabilizował się tak, jak chciałbym go widzieć – najczęściej wiatr tężał w nocy przeważnie między 4 a 5 stopniami w skali Beauforta, zaś nad ranem często siadał do 3 stopni. Niebo pokrywały zwykle zwyczajne cumulusy płynące z wiatrem (dobry znak), raz przeszły też łagodne burze, z odrobiną deszczu, niezbyt silnym szkwałem i potem wyraźną ciszą. Innego dnia dość mocna ulewa zmyła mi nareszcie brązowy pył pustynny pokrywający pomimo czyszczenia takielunek i żagle i rozpuściła słone kryształki, które regularnie przenosiłem na ciele z kokpitu do śpiwora. Są bardzo kłujące – przypominały mi pył szklany z okresu budowy łódki.

Dni mijały mi w dość dobrym nastroju, czas zazwyczaj spędzałem na czytaniu, słuchaniu muzyki, oglądaniu filmów, patrzeniu w ocean i „medytacji” – czyli opalaniu się i niemyśleniu. Cieszyłem się niezmiernie z dobrych przebiegów łódki – po pierwszych dniach zaświtała mi w głowie myśl, że może by tak utrzymać do samego końca rygor przynajmniej 100 mil na dobę? Tak żeby ani jeden dzień nie wypadł z tej reguły?

Gotowałem zazwyczaj normalnie, choć bywały i później cięższe dni, kiedy było to sporym wyzwaniem – ręczne trzymanie garnka z wrzątkiem czy wywarem, przy częściowo zamkniętej kabinie (bo zdmuchuje ogień), niewygodna pozycja – aż się jeść odechciewało. No dobrze, jeść nie, ale gotować – tak.

Ostatnie dni były coraz bardziej gorące, smażyłem się zarówno na zewnątrz, jak i w kabinie. Jeśli nawietrzność nie była problemem i mogłem leżeć głową w stronę dziobu (przeciążam wtedy dziób nieco bardziej), ulubionym trybem spędzania okolicy południa było leżenie pod wentylatorem, który na szczęście pracował niezawodnie i nie zużywał dużo prądu. Od upału nie ma gdzie uciec, ciemnoniebieski daszek szprycbudy nagrzewa powietrze wewnątrz jeszcze bardziej. Tylne poły otwarte zupełnie żeby wpadał pasat, ale wraz z nim wpada też słońce do którejś godziny, zanim przejdzie bardziej na zachód. Uff, naprawdę nigdy jeszcze tak nie doceniałem nocy na morzu.

Przedostatniego dnia przed Martyniką nie udało mi się wycisnąć tych cholernych 100 mil, choć bardzo się starałem. Nie mogłem uwierzyć jak bardzo siadł wiatr – snułem się z prędkością około 3,5-4 węzłów przez większość dnia, ostateczny wynik: 97,2 Mm – jedyny dzień poniżej setki. Od wypłynięcia z Mindelo nigdy nie miałem tyle postawionych żagli – cały grot, fok na wytyku, kliwer na wytyku, ale z bukszprytu, żeby odsunąć go od cienia grota i jeszcze fok sztormowy z wanty, z małym wytykiem. Po północy tuż obok siebie zauważyłem małą jednostkę, używającą świateł dodatkowych, najwyraźniej mną zainteresowaną. Wielkie zdziwienie, bo wcześniej nic nie miałem na AIS, a to już 70 mil od wyspy zaskoczył mnie ruch przybrzeżny. Nie wiedziałem kto zacz, szybko zacząłem świecić latarką po żaglach, włączyłem UKF i usłyszałem francuskie głosy skierowane do mnie. Najdłużej zajęło mi znalezienie jakichś gaci, żeby w razie bliższego spotkania zachować jakąś należytą dystynkcję. Pogadaliśmy przez radio i poświeciliśmy latarkami – moje pierwsze powitanie na Karaibach przez mieszkańców – rybaków. Następnego ranka, 40 -20 Mm od wyspy, cztery motorówki z rybakami przepływały blisko mnie popatrzeć i pomachać. Zarys wyspy pojawił się wraz z pierwszym zasięgiem GSM w odległości 13 Mm od brzegu. Ten ostatni dzień minął przyjemnie, w delikatnym, ale rzeczywistym wiaterku z baksztagu, z coraz większą liczbą ludzi wokół – nie tylko widzianych, ale też żywych głosów w UKF.

Zbliżamy się, Martynika już przesuwa się na prawym trawersie o kilka kabli, ktoś bardzo profesjonalnie i w dwóch językach woła na radiu „PAN-PAN” z szóstką osób na pokładzie i zepsutym silnikiem, prosząc o hol. Bardzo profesjonalnie odpowiada MRCC Martinique, z gracją przelatuje helikopter, życie się wokół toczy prawdziwe! Piszę to, bo to takie trochę nadzwyczajnie niezwykłe się wydaje z mojej perspektywy. Potem po minięciu południowego cypla wzrósł grot na II ref więc i dalej – wbijam się w zatokę, po prawej mijam St. Anne i zakotwiczone… setki jachtów, woda świeci się lazurem, głębokości kilkanaście – kilka metrów, chmury dynamiczne, przeciskające się przez ląd, ciemne, trochę deszczu aż spadło… Co za egzotyka po 20 dniach tylko granatu oceanu, niebieskiego nieba i uparcie przesuwających się w nieskończonej serii białych baranków. Whalsowuję się w Cul de Sac i brnę w stronę Le Marin, mijam dziesiątki zakotwiczonych jachtów o kilka metrów.

Dinghy przez Atlantyk
Całkowity pokonany dystans: 2196 Mm
Czas: 19 dni, 8 godzin
Średnia prędkość: 4,73 węzła, maksymalna prędkość w ślizgu na fali: 15,2 węzła
Średni arytmetyczny przebieg dobowy: 115 Mm

← Wróć do portalu

Czytaj również

Więcej artykułów
Nowy numer magazynu Wiatr na wrzesień-listopad 2026 13 października 202600:39 Magazyn Wiatr: Baranowski i żagle z Gdańska u Nolana Historia Mateusz Praszczak · 1 min czytania Kapitan Krzysztof Baranowski, 88 lat, kurs na Durban 13 października 202600:34 Kapitan Baranowski 258 mil od Durbanu Rejsy Oskar Wojciechowski · 5 min czytania Dekoracja zwycięzców Szczecin Match Race 2026 na scenie z pucharem 12 października 202616:25 Szczecin Match Race 2026: wygrywa Jakub Gołębiowski Sport i regaty Oskar Wojciechowski · 4 min czytania Stoisko Żeglarski.info na Poland Boat Show 2026Nasz patronat 12 października 202615:09 Poland Boat Show 2026: podsumowanie targów w Nadarzynie Biznes Oskar Wojciechowski · 8 min czytania Próchno i Rdza 2026Nasz patronat 12 października 202614:45 Próchno i Rdza 2026: sztorm w Helu, parada w Gdyni Turystyka Oskar Wojciechowski · 5 min czytania Długi drewniany rumpel osadzony na głowicy steru na pokładzie klasycznego jachtu 11 października 202620:15 Rumpel: co to jest i jak sterować rumplem Baza wiedzy Redakcja · 2 min czytania Schemat kursów jachtu względem wiatru z zaznaczonym martwym kątem i bajdewindem 11 października 202619:11 Bajdewind: co to jest i jak płynąć pod wiatr Baza wiedzy Redakcja · 2 min czytania Schemat jachtu mieczowego z zaznaczonymi na czerwono szotami grota i foka 11 października 202618:09 Szot: co to jest i jak się go używa na jachcie Baza wiedzy Oskar Wojciechowski · 2 min czytania Kabestan szotowy na jachcie z czerwoną liną owiniętą wokół bębna i włożoną korbą 11 października 202617:11 Kabestan: co to jest i jak działa na jachcie Baza wiedzy Redakcja · 2 min czytania Schemat bomu zamocowanego do masztu z obciągaczem, topenantą, szotem i rozpiętym grotem 11 października 202616:05 Bom: co to jest i do czego służy na jachcie Baza wiedzy Redakcja · 2 min czytania Jacht Faenol Stevena Goddarda na wodach przy Antigui 11 października 202615:11 Antigua Racing Cup 2027 odbędzie się od 17 do 21 marca Sport i regaty Oskar Wojciechowski · 2 min czytania Jesień w Szczecinie, materiały promocyjne Szczecińskiej Karty Turystycznej 11 października 202614:03 Szczecińska Karta Turystyczna: trzy dni za 30 zł i Turystyka Redakcja · 2 min czytania AC75 Luna Rossa na foilach podczas treningu w Cagliari 11 października 202613:01 Luna Rossa skróciła trening w Cagliari. Nurek Sport i regaty Mateusz Praszczak · 2 min czytania Załoga Emirates Team New Zealand przy problemie z szotami foka na AC75 w Auckland 11 października 202611:00 Emirates Team New Zealand stracił 40 minut przez Sport i regaty Mateusz Praszczak · 2 min czytania Jimmy Cornell, żeglarz oceaniczny i autor przewodników po trasach oceanicznych 11 października 202609:04 Jimmy Cornell: pół wieku rejsów i planowania tras Rejsy Andrzej Jaworski · 2 min czytania Piotr Cichocki z polską flagą na najwyższym stopniu podium w Portimão 11 października 202608:51 Cichocki podwójnym mistrzem świata w Portimão Sport i regaty Oskar Wojciechowski · 2 min czytania Stoisko Żeglarski.info na Poland Boat Show 2026 11 października 202607:59 Poland Boat Show 2026: co zobaczyć w weekend Biznes Oskar Wojciechowski · 1 min czytania Dzień 3 Szczecin Match Race 11 października 202602:45 Szczecin Match Race: Gołębiowski wygrał Round Robin Sport i regaty Oskar Wojciechowski · 2 min czytania Trzech żeglarzy Aspire z uniesionymi rękami na pokładzie jachtu klasy 5.5 Metre w Lavrion 11 października 202601:33 Aspire wygrywa mistrzostwa świata 5.5 Metre w Lavrion Sport i regaty Oskar Wojciechowski · 2 min czytania Polacy ze srebrem Akademickich Mistrzostw Świata w Splicie 10 października 202612:23 Polacy ze srebrem Akademickich Mistrzostw Świata w Splicie Sport i regaty Oskar Wojciechowski · 1 min czytania Mike Gemperline's Defiance team finish 3rd in the Allstate Sugar Bowl J/22 Worlds at New Orleans 10 października 202612:09 Glenn Darden i Baby Doll mistrzami świata J/22 w Nowym Sport i regaty Mateusz Praszczak · 2 min czytania Morka MSPiR 9 października 202614:59 MORKA przed chrztem w Trzebieży. SAR zapowiada Biznes Mateusz Praszczak · 1 min czytania Podsumowanie sezonu 2026 - Centrum Żeglarskie 9 października 202613:39 Centrum Żeglarskie w Szczecinie kończy sezon z ośmioma Sport i regaty Oskar Wojciechowski · 1 min czytania Offshore Double Handled 9 października 202611:11 World Sailing zapowiada konsultacje o technologiach w Sport i regaty Mateusz Praszczak · 1 min czytania