< Powrót
6
grudnia 2018
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Derek Whitling/PKBWM
„Vagant”
Jacht „Vagant” na rafie przy Lambeau na Karaibach, gdzie osiadł dziesięć dni po wypadku.

Dlaczego zaginął kapitan jachtu „Vagant”?

21 listopada 2017 roku kapitan jachtu „Vagant” wypadł za burtę, a płynąca z nim żona nie potrafiła pomóc. Dlaczego? To wyjaśnia raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Morskich.

Był to jeden z najgłośniejszych wypadków żeglarskich w ostatnich latach. Małżeństwo płynęło na jachcie „Vagant”, typu Bavaria 44, w wokółziemskim rejsie, który rozpoczęli w Gdańsku w lipcu 2017 roku. W pierwszych etapach wyprawy towarzyszyli im załoganci zwerbowani przez internet, jednak pokonanie Atlantyku mieli zrealizować tylko we dwoje. 21 listopada 74-letni kapitan jachtu podczas wyciągania żagla z wody przez nieuwagę wypadł za burtę. Z pomocą próbowała przyjść mu żona, ale przez stres i brak umiejętności nie była w stanie ani zawrócić jachtu, ani wezwać pomoc. Dopiero po dwóch dniach udało jej się nawiązać krótki kontakt z rodziną, która powiadomiła służby ratownicze.

Przyczyny tego wydarzenia omawia raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Morskich, przygotowany przez Marka Szymankiewicza i Zbigniewa Łosiewicza. Komisja prześledziła wszystkie okoliczności – wyposażenie i stan jachtu, wyszkolenie i przygotowanie kapitana i jego żony do rejsów oraz przebieg wypadku.

Komisja zauważyła, że jacht „Vagant” nie był odpowiednio przygotowany do oceanicznej żeglugi. Nie posiadał m.in. transpondera AIS, ani radiopławy EPIRB, a uchwyt od jednego z kół ratunkowych był uszkodzony, co utrudniło jego użycie. Na dodatek w celu oszczędzania energii elektrycznej urządzenia nawigacyjne i łączności były wyłączone. Do tego spinaker pochodził z innej jednostki, a właśnie przy awarii i wyciąganiu z wody tego żagla doszło do wypadku.

Jeżeli chodzi o załogę, to tylko jedna osoba była przygotowana do żeglugi. 74-letni żeglarz posiadał patent kapitana jachtowego i sporo pływał w ostatnich latach, m.in. dwukrotnie pokonał trasę z Adriatyku na Bałtyk. Pływająca z nim żona nie posiadała jednak podstawowych umiejętności związanych z prowadzeniem jachtu, nawigacją i łącznością, ani nie została należycie przeszkolona przez męża, jak należy postępować w razie wypadku. Jak zauważyła komisja: „można niemal sformułować hipotezę, że kapitan uprawiał samotne żeglarstwo w towarzystwie żony”.

Sam wypadek był efektem niezachowania ostrożności przy wyjmowaniu z wody spinakera. Warunki na oceanie panowały dobre, a sama awaria nie wymagała natychmiastowej reakcji. Dodatkowo kapitan był niezabezpieczony ani uprzężą, ani kamizelką ratunkową.

Raport można przeczytać na stronie Państwowej Komisji Badania Wypadków Morskich.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ