< Powrót
15
listopada 2017
Tekst:
jsz
Zdjęcie:
Państwowa Komisja Badania Wypadków Morskich
GPS
Jacht „Zita” w porcie we Władysławowie.

Jak doszło do wypadku na jachcie „Zita”?

W piątek 2 października 2015 roku kapitan jachtu „Zita”, płynącego z Visby do Ustki, wypadł za burtę i utonął. Po niespełna dwóch latach Państwowa Komisja Badania Wypadków Morskich przedstawiła raport z tego wydarzenia.

Trzyosobowa załoga wypłynęła 27 września z Upplands Väsby w Szwecji na świeżo kupionym jachcie „Zita”, klasy Albin Vega z 1974 roku, kierując się w stronę Ustki. Jednostka przez ostatnie lata stała na brzegu i nie była przygotowana do żeglugi – wyposażenie ratunkowe i nawigacyjne zostało przywiezione przez żeglarzy z Polski. Załogę tworzył 53-letni kapitan, z patentem jachtowego sternika morskiego, 55-letni załogant z doświadczeniem morskim i 29-letni nowy właściciel jachtu, dotąd nie żeglujący.

W piątek, 2 września, około godziny 15.30 pełniący wachtę kapitan wypadł za burtę po silnym przechyleniu jachtu. Odpoczywająca pod pokładem załoga natychmiast zareagowała i rozpoczęła manewry, żeby dopłynąć do unoszącego się w kamizelce ratunkowej żeglarza. Niestety duże zafalowanie nie pozwalało wciągnąć kapitana na pokład, a zanim udało się założyć linę asekuracyjną, stracił on przytomność. Dodatkowo sytuację utrudniała mocno łopocząca genua, która zaczęła się rozdzierać, szoty genuy uległy wyszaklowaniu, a zwijacz się zaciął, przez co załoga zdecydowała się wezwać pomoc. Do akcji poszukiwawczej skierowano trzy jednostki pływające i śmigłowiec SAR, ale żeglarza nie udało się odnaleźć – dopiero po trzech tygodniach jego ciało znaleziono na brzegu Bornholmu.

Komisja, w której pracowali Marek Szymankiewicz i Piotr Carlson, wskazała czynniki mechaniczne, ludzkie i organizacyjne, które doprowadziły do tragicznego finału. Za czynnik mechaniczny uznano m.in. konstrukcję i stan niekonserwowanych szakli sztormrelingu, przez które nie można było opuścić linek i szybko wciągnąć kapitana na pokład. Czynnikiem ludzkim było niewystarczające przygotowanie do rejsu, niedostatecznie wyposażenie w środki ratunkowe oraz nieskorzystanie z szelek bezpieczeństwa i niezachowanie ostrożności przez kapitana. Jako czynnik organizacyjny wskazano m.in., że śmigłowiec ratowniczy Anakonda nie był wyposażony w kamerę termowizyjną.

Raport jest dostępny na stronie Państwowej Komisji Badania Wypadków Morskich.