< Powrót
10
lipca 2015
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
stefani.odlewnik.pl
Kapitan Janusz Tywoniuk.

Drugiej pętli na razie nie będzie

– Spełniłem moje największe marzenie, ten rejs planowałem od piętnastego roku życia – mówi kapitan Janusz Tywoniuk, który w czwartek, 9 lipca dotarł do Szczecina po dwuletniej podróży dookoła ziemi na pokładzie jachtu „Stefani”.

Żeglarz z Gostynia wyruszył w trasę 5 sierpnia 2013 r. Przedtem przez siedem lat budował swoją łódkę. W rejsie towarzyszyła kapitanowi zmieniająca się na kolejnych etapach załoga.

Ze Szczecina Janusz Tywoniuk popłynął do Portugalii, cumując po drodze w kilku europejskich portach. Dalej była droga na Wyspy Kanaryjskie i stamtąd na Karaiby, wyspy Polinezji, do Australii, na południowy kraniec Afryki. Później powrót na Północ, przez Wyspy Zielonego Przylądka w kierunku Kanarów. Tam, pod koniec marca tego roku, okołoziemska pętla została zamknięta, a w czwartek „Stefani” powrócił do Szczecina.

– Jeszcze nie odreagowałem tego rejsu, jeszcze w uszach szumi mi woda – mówi Tywoniuk. – Nie uważam się za wielkiego żeglarza. Jestem wręcz przekonany, że każdy przeciętny człowiek, pływający najczęściej po Bałtyku czy Morzu Północnym, jest w stanie pokonać trasę okołoziemską. Droga passatowa, jaką wybrałem, jest moim zdaniem w miarę bezpieczna. Oczywiście ocean nie odpuszcza nigdy, ale jeśli dobrze się przygotujemy do rejsu, nie powinno być problemów. W ramach tych przygotowań warto poznać mapy i literaturę dotycząca żeglugi w rejonach, przez które będzie się płynąć. Ja tak właśnie się przygotowywałem do swojej wyprawy.

Kapitan Tywoniuk ma 65 lat, na co dzień jest chirurgiem. Już teraz planuje kolejne rejsy, ale deklaruje, że drugi raz dookoła świata płynąć na razie nie zamierza.

– Chciałbym w przyszłym roku popływać wśród wysp greckich – deklaruje. – Ale raczej na pewno sprzedam swój jacht, bo jest trochę za duży. Ma trzynaście metrów i najlepiej żegluje się nim w dwie, trzy osoby. Do takiego wyspiarskiego pływania wystarczy mniejsza jednostka.

Zapytany o wrażenia z dwuletniego rejsu żeglarz wspomniał nie tylko o wspaniałych widokach i pięknych polinezyjskich krajobrazach.

– Smutne jest to, że po przepłynięciu Kanału Panamskiego właściwie nie spotyka się już Polaków – mówi Janusz Tywoniuk. – Są jachty francuskie, angielskie, są Skandynawowie, a Polaków nie widać. Szkoda, bo przecież żeglarstwo ma u nas swoja tradycje. Mamy ze czterdzieści tysięcy jachtów na jeziorach, a jachtów na Wybrzeżu jest może kilka tysięcy. Dobrze by było, gdyby nasi rodzimi żeglarze częściej i chętniej ruszali na morze.

Więcej informacji o rejsie na „Stefani”

PODZIEL SIĘ OPINIĄ