< Powrót
7
marca 2019
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Filipa Ciszkiewicza
Ciszkiewicz
Filip Ciszkiewicz podczas wyścigów.

Filip Ciszkiewicz między Miami a Majorką

Choć Filip Ciszkiewicz na razie przeplata lepsze starty ze słabszymi, z optymizmem patrzy w przyszłość. Nasz reprezentant w klasie Laser Standard cel ma jasny – zdobycie kwalifikacji do Tokio.

Po nieudanych dla polskiej kadry Laser Standard mistrzostwach świata w Aarhus, które były pierwszymi kwalifikacjami na Igrzyska Olimpijskie w Tokio, Filip Ciszkiewicz rozpoczął indywidualne treningi pod okiem klubowego trenera z MKŻ Arka Gdynia, Patryka Kuczys-Lutomskiego. Pierwszy poważny test po kilku miesiącach pływania, Puchar Świata w Miami, nie poszedł jednak najlepiej – Filip Ciszkiewicz zajął w nim 61 miejsce.

– W Miami miałem dwa niezłe wyścigi, niestety z najlepszego zostałem zdyskwalifikowany, przez co nie dostałem się do złotej grupy – tłumaczy Filip Ciszkiewicz. – Złożono na mnie protest, ale sytuacja była niejednoznaczna i wydawało mi się, że mogę sprawę wygrać. Ostateczny wynik może wyglądać na bardzo niezadowalający, jednak dla mnie był to jedynie start kontrolny, podczas którego bardzo wiele się nauczyłem.

Celem wyznaczonym Filipowi przez trenera były dobre starty. To się zawodnikowi udawało, a na gorsze rezultaty w części wyścigów wpłynęły warunki pogodowe.

– Ze względu na bardzo zmienne warunki wietrzne nie zawsze udawało mi się być w pierwszej dziesiątce na pierwszej halsówce – wspomina zawodnik. – Później musiałem nadganiać, a kiedy mi się to udawało, podejmowałem niepotrzebne ryzyko, które kończyło się stratą kilkunastu miejsc. Gdybym płynął asekuracyjnie, to w dwóch wyścigach, w których zająłem 27 i 44 miejsce, byłbym w pierwszej piętnastce.

Po starcie w Miami Filip wziął udział w dwóch zgrupowaniach. Najpierw na 11 dni wyjechał do Vilamoura w Portugalii, gdzie trenował i wystartował w Coaches Regatta. Zajął trzynastą lokatę. Następnie przeniósł się do Kadyksu, gdzie zmagania w Andalusian Olympic Week zakończył na ósmym miejscu.

– Zgrupowania w Vilamourze i Kadyksie były najtrudniejsze podczas obecnego okresu szkoleniowego pod względem liczby godzin spędzonych na wodzie i warunków wietrznych – opowiada Filip Ciszkiewicz. – Miałem łącznie 10 dni bardzo silnego wiatru. Regaty w Kadyksie, za wyjątkiem ostatniego dnia, kiedy poczułem trudy treningów i byłem osłabiony przeziębieniem, były bardzo owocne.

Od poniedziałku Filip Ciszkiewicz jest z powrotem w Gdyni i przechodzi testy wydolnościowe, ale już w sobotę leci na Majorkę, na kolejne zgrupowanie. 29 marca wystartuje w Trofeum Księżniczki Zofii, w którym ponownie zmierzy się z najlepszymi zawodnikami na świecie. Filipa Ciszkiewicza wspiera Pomorski Związek Żeglarski.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ