< Powrót
25
stycznia 2019
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Thom Touw Photography
Filip Ciszkiewicz
Filip Ciszkiewicz podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy.

Filip Ciszkiewicz: Jestem przygotowany do sezonu

Mistrzostwa świata w Aarhus mu się nie udały, ale nie składa broni w walce o wyjazd do Tokio. Filip Ciszkiewicz, startujący w Laserze Standardzie, opowiada o wynikach w Danii, jesiennych treningach i planach na 2019 rok.

– Kiedy rozmawialiśmy rok temu, mówił pan, że celem na 2018 rok jest trafienie z formą na mistrzostwa świata w Aarhus. Nie zakwalifikował się pan tam jednak do złotej grupy. Co się stało?

– Wynik był na pewno sporą niespodziankę i to nie tylko dla mnie, ale dla wielu osób, które trzymały za mnie kciuki. Głównym powodem, dla którego mi nie poszło, był stres. Spaliłem się pierwszego dnia i w dwóch wyścigach zająłem fatalne lokaty, co spowodowało, że później się nie dostałem do złotej grupy i straciłem szanse na zdobycie kwalifikacji olimpijskiej. Nie traktuję tego w kategoriach porażki, bo dla mnie to informacja zwrotna – co muszę poprawić, żeby poszło w następnym sezonie. Kolejną szansę na zdobycie kwalifikacji mam w mistrzostwach świata klasy Laser w Japonii.

– Nie powtórzy się sytuacja z mistrzostw świata w Aarhus?

– Od czasu startu w Aarhus wykonaliśmy masę ciężkiej roboty z moim trenerem klubowym, Patrykiem Kuczys-Lutomskim, który w tym sezonie ze mną pracuje, i czuję się bardzo dobrze przygotowany. Oprócz tego współpracuję z psychologiem sportowym i sprawy natury mentalnej również idą w dobrym kierunku.

– Już w poprzednich sezonach zdarzało się panu nie radzić sobie z presją. Z czego to się brało?

– Na początku kariery postanowiłem sport łączyć z edukacją na wymagającym kierunku studiów. Niewątpliwie dlatego, że chciałem pokazać młodzieży, że w tym wieku można być wszechstronnym – ma się w końcu siły i potencjał, który warto wykorzystać. Wiedziałem, że to nie będzie łatwe i mogą się zdarzyć porażki. Ale sądzę, że dzięki nim człowiek jest bogatszy. Wydaje mi się też, że w tym roku wyjdzie z nich coś dobrego i uda się zdobyć kwalifikację na czerwcowych mistrzostwach świata w klasie Laser.

– Początek jesieni też nie był zbyt udany, bo nie udało się panu zdobyć mistrzostwa Polski.

– Mistrzostwa nie wywalczyłem, ale byłem do tej imprezy dobrze przygotowany, zarówno mentalnie, jak i żeglarsko. O wyniku zaważył wyścig medalowy, w którym popełniłem błąd. Poza tym drugie miejsce w takich regatach też jest sukcesem – nasza kadra jest złożona z dobrych zawodników, świetnie przygotowanych motorycznie i żeglarsko.

– A jak spędził pan ostatni kwartał 2018 roku?

– Dzięki świetnej pogodzie i temperaturze, nawet 18 stopni, do końca października pływaliśmy w Gdyni. W listopadzie byłem na zgrupowaniu kondycyjnym w Zakopanem, a po nim pojechałem na zgrupowanie na Sardynię z kadrą Włoch, gdzie miałem dziesięć intensywnych dni pływania. Regaty w Palamós, gdzie startowałem w latach ubiegłych, zamieniliśmy na Coaches Regatta w Vilamoura w Portugalii. Przez pierwsze dni byłem tam czwarty, dopiero ostatniego dnia troszkę gorzej mi poszło i ostatecznie zająłem dziesiąte miejsce. Jak na start testowy, w gronie dobrych zawodników, uważam go za udany. Po Bożym Narodzeniu udałem się na zgrupowanie do Hiszpanii. Więc tak naprawdę cały czas spędzam na wodzie i jest to połączone z intensywnymi treningami motorycznymi.

– Nad czym dokładnie pan pracował?

– Początkowe fazy treningowe, pod koniec sierpnia i we wrześniu, opierały się głównie na tym, żeby przypomnieć sobie i nieco udoskonalić elementy techniczne, które trakcie sezonu często ulegają zapomnieniu. Później skupiliśmy się na wytrzymałości w silnym wietrze, bo na Laserze w ciężkich warunkach wiatrowych oprócz umiejętności żeglarskich ważna jest też wytrzymałość balastowa. Następnie przeszliśmy do tego, żeby poprawić starty.

– Nie przetrenuje się pan?

– Nie, wszystko jest zaplanowane w ten sposób, że ciężką pracę kontynuujemy do 18 marca. Jest to data graniczna – potem planujemy luźne treningi i starty, żeby trafić z formą na majowe mistrzostwa Europy. Te zawody od mistrzostw świata dzieli tylko nieco ponad miesiąc, więc jeżeli chcemy coś poprawić, to przed tymi imprezami. A okres pomiędzy mistrzostwami będzie służył podtrzymaniu formy fizycznej i lekkim regatom oraz treningom na wodzie.

– W mistrzostwach Europy będzie musiał pan zająć miejsce w czołowej piętnastce, żeby dostać finansowanie. Jest to dodatkowa presja?

– Presji nie ma, bo mam bardzo duże wsparcie od taty i Pomorskiego Związku Żeglarskiego, więc przygotowania mogę realizować bez problemów finansowych. Cieszę się z tego powodu, bo ten element rzeczywiście może wywoływać stres w kluczowych momentach.

– Pierwszym poważnym testem będzie dla pana Puchar Świata w Miami.

– To start, na którym chciałbym przede wszystkim zrealizować założenia trenerskie. Co do wyników, to dobrze by było znaleźć się w pierwszej piętnastce, natomiast nie jest to główne założenie, ponieważ forma ma być na wspominane mistrzostwa.

Filip Ciszkiewicz – urodzony w 1995 r., członek kadry narodowej w klasie Laser Standard. Trzykrotny mistrz Polski U22 w tej klasie, mistrz Polski Sprint Senior, Sprint U22 oraz akademicki mistrz Polski.