< Powrót
2
stycznia 2018
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
arch. Filipa Ciszkiewicza

Filip Ciszkiewicz: Trafię z formą na Aarhus

Choć ma zaledwie 22 lata, to jest najbardziej doświadczonym członkiem kadry Laser Standard i naszą nadzieją na uzyskanie kwalifikacji olimpijskiej do Tokio w 2020 roku. Z Filipem Ciszkiewiczem, zawodnikiem MKŻ Arka Gdynia, rozmawiamy o wynikach w minionym sezonie i planach na rok 2018.

– Jak ocenia pan swoje starty w zakończonym kilka dni temu roku?

– Uważam, że to był dla mnie bardzo ważny, przełomowy sezon. Z odległych miejsc w stawce seniorskiej przebiłem się do grupy zawodników blisko czołówki. W kolejnym sezonie, przy dalszej ciężkiej pracy i wsparciu trenerów, możemy spodziewać się dużo lepszych wyników i miejsca nawet w pierwszej piątce.

– Miał pan bardzo dobre rozpoczęcie i zakończenie sezonu. Rok temu w grudniu w Palamós zajął pan trzecie miejsce, w lutym w Kadyksie drugie, a dwa tygodnie temu ponownie w Palamós drugie…

– Regaty w Palamós i Kadyksie nie były tak mocno obsadzone, jak puchary i mistrzostwa świata. Mimo wszystko uważam, że miejsca w pierwszej dziesiątce w Kieler Woche i pierwszej dwudziestce w Pucharze Księżniczki Zofii na Majorce oraz w mistrzostwach Europy, są bardzo dobre i pozytywnie rokują na przyszły sezon. A w Laserze Standardzie jest tak, że każdy zawodnik z pierwszej trzydziestki jest w stanie stanąć na podium w regatach.

– Ale już na mistrzostwach świata był pan trzydziesty pierwszy.

– Wydaje mi się, że wyniki podczas tegorocznych mistrzostw mogły być lepsze, ale był to okres bardzo dużego stresu, przez który nie mogłem się odpowiednio przygotować mentalnie. Mimo wszystko wyniki były zadowalające, choć może nie takie, jak wszyscy zakładali.

– Co było przyczyną stresów?

– Związane one były z dyskwalifikacją podczas mistrzostw Polski w Pucku. To była dla mnie trudna sytuacja. Jeszcze nie zdążyłem po niej ochłonąć, a już startowałem w mistrzostwach świata. Stres zaważył też na początkowej fazie mistrzostw Europy. Wiedziałem, że jak mi nie pójdzie, to mogę mieć problem z finansowaniem. Udało mi się z tego wybrnąć i wydaje mi się, że teraz jestem na prostej.

– Dyskwalifikacja w Pucku, którą otrzymał pan za niewłaściwe odezwanie się do sędziów, nauczyła pana czegoś?

– Była to dla mnie lekcja, z której wyciągnąłem wnioski. Po czasie uważam, że lepiej, że to się stało teraz, a nie w przyszłości, na dalszym etapie kariery. Wiem, że taka sytuacja nigdy się już nie powtórzy. Na pewno nauczyłem się utrzymywać spokój podczas wyścigów i samych regat. Zaprocentowało to ostatnio w Palamós.

– Robert Siluk, trener kadry Laser Standard, mówił, że jest pan bardzo ambitny – łączy pan treningi ze studiami, ale przez to w maju i czerwcu zdarzają się problemy z pogodzeniem wszystkich obowiązków. Jest tak?

– Niewątpliwie maj i czerwiec są trudne, a w tym roku najbardziej nieudane regaty miałem właśnie w maju w Medemblik. Jednak powodem nie było łączenie dwóch obowiązków, bo jestem do tego przyzwyczajony, a zbyt krótka przerwa pomiędzy kolejnymi regatami. Z powodu wcześniejszych startów w Krynicy Morskiej do Medemblik dotarliśmy wieczorem w przeddzień pierwszych wyścigów i nie było czasu na odpoczynek.

– Podczas mistrzostw Polski w Pucku oficjalne zakończenie kariery ogłosił Kacper Ziemiński, który reprezentował nas w klasie Laser Standard na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie i Rio. W młodej kadrze jest pan najbardziej doświadczonym zawodnikiem, od którego będzie się oczekiwało zdobycie kwalifikacji olimpijskiej. Czuje pan presję?

– Obok mnie jest wielu utalentowanych zawodników, więc tej presji nie czuję. Wykonuję ciężką pracę i to jest klucz do sukcesu. Jeżeli ma się świadomość, że ciężko się pracuje, to stres przed regatami nie jest przytłaczający. Dodatkowo wiele będzie zależało od szczęścia, któremu będę się starał pomóc na sto dziesięć procent. Zwłaszcza, że mam stabilną sytuację bytową dzięki pomocy i opiece Pomorskiego Związku Żeglarskiego oraz wsparciu Polskiego Związku Żeglarskiego.

– 30 lipca w Aarhus rozpoczną się Żeglarskie Mistrzostwa Świata, które będą pierwszymi kwalifikacjami olimpijskimi. W sierpniu 2017 roku na regatach testowych w Aarhus zajął pan dwudzieste piąte miejsce. Teraz będzie musiał pan popłynąć znacznie lepiej, żeby zagwarantować sobie prawo do startu w Tokio w 2020 roku.

– Naszym celem jest trafić z formą w środek sezonu. A w Aarhus muszę być w czternastce państw, żeby zdobyć kwalifikację. Wydaje mi się, że jeśli dalej będę ciężko pracować, to dojdziemy do tego celu.

– Jak się pływa w Aarhus?

– To bardzo specyficzny akwen, bo można się na nim spodziewać wszystkiego. Dla niektórych może być trudny, ale mnie się tam bardzo podoba. Inwestowałem w żeglarską uniwersalność, żeby dobrze pływać zarówno przy wietrze słabym, mocnym i bardzo zmiennym.

– Jeszcze przed zdobyciem kwalifikacji planujecie treningi w Enoshimie, gdzie w 2020 roku odbędą się olimpijskie wyścigi?

– Na razie nie. Ale planujemy wyjazd we wrześniu, który jednak zależy od tego, czy zdobędziemy kwalifikację olimpijską.

– A jak wyglądają najbliższe plany kadry Laser Standard?

– 6 stycznia wyjeżdżamy do Kadyksu. Będziemy mieli okazję ścigać się z kadrą Wielkiej Brytanii, Portugalii i Rosji. Pierwszym ważnym startem będą mistrzostwa Włoch, później pościgamy się na Majorce, w Hyères i na mistrzostwa Europy w maju. Po nich będzie okres aktywnej relaksacji. Potem czeka nas wyjazd do Aarhus i następny cykl regat aż do lipca. W lipcu ponownie będzie czas na aktywną relaksację. Potem wystartujemy w żeglarskich mistrzostwach świata w Aarhus. Od wyniku, jaki tam uzyskamy zależą późniejsze nasze plany.

Filip Ciszkiewicz – urodzony w 1995 r., członek kadry narodowej w klasie Laser Standard. Trzykrotny mistrz Polski U22 w tej klasie, mistrz Polski Sprint Senior, Sprint U22 oraz akademicki mistrz Polski.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ