< Powrót
16
sierpnia 2016
Tekst:
opr. dol
Zdjęcie:
Nic Bothma/PAP/EPA

Horror na akwenie w Rio!

Większość poniedziałkowych startów w poszczególnych klasach żeglarskich została odwołana z powodu trudnych warunków pogodowych panujących na akwenie olimpijskim. Pisaliśmy już o tym, ale teraz mamy relację z pierwszej ręki opisującą co działo się wczoraj na wodach Zatoki Guanabara. Nasze reprezentantki w klasie 470, piszą o mrożących krew w żyłach wydarzeniach w Rio.

Oto relacja Agnieszki Skrzypulec (SEJK Pogoń Szczecin) i Irminy Mrózek Gliszczynskiej (Chojnicki Klub Żeglarski), jaką dziewczyny zamieściły na portalu społecznościowym.

„Dzisiaj Rio w komitywie z Komisją Regatową chciało nas zabić.

Do 14 czekaliśmy w porcie na wiatr, w końcu zdesperowana komisja ściągnęła nas na wodę, gdzie przywitało nas 0 wiatru. Chwilę później byliśmy już w drodze na ocean, ponieważ tam były dużo lepsze warunki.
Po falstarcie generalnym chłopaków zaczął się Armagedon. 
W przeciągu 2 min. frontowy wiatr rozpędził się do 35-40 węzłów (8-9B) (dla niewtajemniczonych – 470 utrzymuje się „topem do góry” do ok. 30 węzłów). Profilaktycznie, żeby nie uszkodzić sprzętu, wywróciliśmy łódkę i chciałyśmy przeczekać najsilniejsze podmuchy. 
Nasz plan nie przewidział jednego: wiatr zaczął się nasilać, fale na oceanie rosnąć, a do zachodu słońca zostało niewiele czasu.  W efekcie nie byłyśmy w stanie samodzielnie postawić łódki, a nawet gdy to się udało, za moment wywracała się na drugą stronę. 
Z tylu głowy miałyśmy myśl o porzuceniu „Ambasadora” (tak dziewczyny ochrzciły swoja łódkę – red.) i ewakuacji pontonem do portu. Na szczęście cały czas miałyśmy obstawę pontonu ratowników. Wtedy do akcji wkroczył nasz bohater – Zdzichu!
Wskoczył do wody, przy okazji odpalając kamizelkę ratunkową i wzbudzając nasz wybuch śmiechu, pomógł nam postawić łódkę, następnie posłużył jako balast uwieszając się na wancie i nie pozwalał, żeby łódka znów się wywróciła. W tym czasie my mogłyśmy zrzucić grota i ewakuować się na samym foku do domu.

Niestety: utopiłyśmy spinaker bom, fok i spinaker do wymiany i maszt zgięty. Do tego między jedną a dziesiątą wywrotką mocno oberwało moje kolano, ale na szczęście jest całe. Przeżyłam też kilka małych zawałów serca, gdy w trakcie stawiania – i w ciągu 2 sekund kolejnej wywrotki – kilkakrotnie noga zaplątała mi się w regulacje i szoty spina.
Tak czy inaczej ocalałyśmy. Myślę, że dla każdego z nas była to najtrudniejsza akcja powrotu do domu w całej żeglarskiej przygodzie. Na szczęście cały team POL 11 zachował zimną krew”.

Było zatem groźnie, a nawet bardzo groźnie. Na szczęście niebezpieczna przygoda zakończyła się szczęśliwie, a dziś dziewczyny wystartują w zaplanowanych wyścigach. O ile, rzecz jasna, pogoda na to pozwoli.