< Powrót
30
marca 2019
Tekst:
Jędrzej Szerle
Zdjęcie:
Fb/Magdalena Kwaśna
Kwaśna
Magdalena Kwaśna podczas treningu na Majorce przed Pucharem Księżniczki Zofii.

Magdalena Kwaśna: Stawiam sobie realistyczne cele

Rok temu zajęła dwunaste miejsce na mistrzostwach świata w Aarhus i zdobyła dla Polski kwalifikację olimpijską w klasie Laser Radial. Teraz Magdalena Kwaśna rozpoczyna pierwszy seniorski sezon. Co ją czeka?

– Jakie ma pani cele ten sezon?

– To mój pierwszy rok w stu procentach seniorski, bo nie mogę już pływać w żadnych juniorskich regatach. Chciałabym plasować się w najlepszej dwudziestce, bo nie zakładam, że od razu będę wygrywać regaty. Staram się mieć realistyczne cele w głowie, żeby nie spalić się niepotrzebnie. A jeżeli wywalczę wyższe miejsce, to tylko lepiej.

– Nie spodziewała się pani, że ubiegły rok przyniesie tyle sukcesów, m.in. mistrzostwo Europy U21 i dwunaste miejsce na mistrzostwach świata w Aarhus?

– To był bardzo dziwny rok. Skończył się bardzo dobrze, ale zaczął boleśnie. Bo choć ostatecznie wszystko fajnie wygląda, to po drodze łatwo nie. Wydaje mi się, że lepsze momenty miałam, kiedy ciśnienie ze mnie zeszło. Dlatego o tym roku mówię ze spokojem i pokorą, bo nie chcę popełnić takiego błędu, jak na początku zeszłego sezonu, kiedy za bardzo oczekiwałam dobrego wyniku.

– Nie będzie pani siedziało w głowie, że kwalifikacja olimpijska dla Polski jest i pozostaje już tylko pokonać Agatę Barwińską, żeby pojechać do Tokio?

– Pierwszy cel, jakim było zdobycie kwalifikacji dla kraju, został osiągnięty, więc naturalną koleją rzeczy jest, że myśli się, co dalej. Nie chcę jednak zapętlić się w myśleniu o pokonaniu przeciwnika – możesz zająć 30 miejsce i pokonać rywala o jedną lokatę, ale wynik dalej jest beznadziejny. Dlatego chciałabym po prostu pływać dobrze w regatach.

– Jak spędziła pani okres po sezonie?

– Dwa dni po powrocie z zawodów Pucharu Świata w Japonii wróciłam na siłownię, dzięki czemu w końcu trochę dłużej posiedziałam w domu. Potem wyjechałam na zgrupowanie do Australii – spędziłam tam cały listopad i pierwszą połowę grudnia. Miałam tam i świetną pogodę z silnym wiatrem, i dobrą grupę treningową – m.in. aktualną brązową medalistkę mistrzostw świata Anne-Marie Rindom. Spędziłam ten czas bardzo intensywnie.

– W styczniu poleciała pani na zawody Pucharu Świata w Miami, gdzie zajęła jednak dopiero 36 miejsce.

– W Miami jak na złość pogoda była słabowiatrowa, a ja w takiej dawno nie wpływałam. Nie lubię używać tego jako wymówki, ale też nie jest żadną tajemnicą, że nigdy zawodnikiczką słabowiatrową nie byłam i pływanie w takich warunkach nie przychodziło mi z łatwością. A w Miami taki wiatr był dzień w dzień. Jednak na tym etapie te regaty traktuję jako trening, bo do imprez głównych trochę czasu zostało.

Bardzo krótko po Miami, prawdopodobnie ze względów przeciążeniowych, odnowiła mi się dawna kontuzja kręgosłupa. Przez długi się nie odzywała, ale przez nakładające się zmęczenie i dużo wyjazdów ciało dało znać, że trzeba trochę zluzować. Wsłuchałam się w to i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. No i traktuję to jako ostrzeżenie, że muszę o siebie dbać.

– Przed panią Puchar Księżniczki Zofii na Majorce. Jakie ma pani oczekiwania?

– Przede wszystkim bardzo cieszę się na te regaty, bo ostatnio dużo trenowałam w mniejszych grupach, przez co już w Miami miałam refleksję, że dziwnie jest widzieć więcej niż dziesięć łódek na starcie. Dlatego teraz chcę przede wszystkim potrenować i poćwiczyć pływanie w większej stawce. A to ważne w przygotowaniach do mistrzostw Europy. Jak będzie pierwsza dwudziestka, to będę zadowolona, a wszystko ponadto będzie rewelacją.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ