< Powrót
23
października 2015
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
arch. Mateusza Kusznierewicza

Mateusz Kusznierewicz: Żeglarstwo – moja krew

Jest pierwszym i jak dotąd jedynym Polakiem ze złotym medalem igrzysk olimpijskich. Ma na koncie tytuły mistrza Europy i mistrza świata. To oczywiście Mateusz Kusznierewicz. Nam opowiada o tym, czego brakuje mu we współczesnym żeglarstwie, dlaczego zrezygnował z wyczynowego ścigania się w regatach i o morskim potencjale Trójmiasta.

– Kibicuje pan polskim kadrowiczom w staraniach o kwalifikacje na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro?

– Oczywiście! Kibicuję wszystkim polskim żeglarzom i żeglarkom. I tym startującym w klasach olimpijskich, i tym pływającym po morzach i oceanach, a także tym zdobywającym pierwsze żeglarskie szlify na Optimistach. Cieszę się każdym ich sukcesem. Natomiast jeśli chodzi o ocenę szans polskich żeglarzy w starcie na igrzyskach w Rio, to muszę powiedzieć, że od trzech lat nie jestem zaangażowany w to co dzieje się w polskiej kadrze. Nie znam szczegółów. Obserwując z boku, mogę powiedzieć, że sytuacja jest chyba dobra. Może nie bardzo dobra, ale na pewno polscy kadrowicze trzymają poziom. Zdobyli kilka medali na pucharach świata, medale mistrzostw Europy. Czekamy jak im pójdzie w mistrzostwach Świata. Mamy też kolejne kwalifikacje olimpijskie. Wciąż jednak nie tyle, ile byśmy sobie życzyli. Ale powodów do wielkiego narzekania też nie znajduję. Trochę mnie boli, że w mojej ulubionej klasie olimpijskiej Finn kwalifikacji wciąż nie zdobyliśmy. Wierzę jednak, że to się niebawem zmieni, bo czekają nas mistrzostwa świata w Nowej Zelandii i liczę na dobry wynik Piotrka Kuli.

– Czy można porównać dzisiejszy poziom przygotowań do igrzysk z tym sprzed kilku, kilkunastu lat?

– Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie wprost, bo od trzech lat nie śledzę poziomu w regatach w cyklu olimpijskim. Jednak w czasach kiedy żeglowałem wyczynowo, dostrzegałem różnicę między latami 80. czy 90., a początkiem dwudziestego pierwszego wieku. Żeglarstwo stało się profesjonalne. Zmienili się też sami żeglarze. Dzisiaj są bardziej atletyczni, poświęcają znacznie więcej czasu na trening. Według mojej oceny zauważalny jest jeden minus tej różnicy – brak dzisiaj wirtuozów. Mam na myśli wybitnych taktyków i strategów. Dziś nad strategią góruje kondycja fizyczna. Ale z drugiej strony, osiągnięcia sportowe są znacznie wyższe niż kiedyś.

– Biorąc to wszystko pod uwagę, wróci pan kiedykolwiek do startów w wyścigach?

– Żeglarstwo mam we krwi, pływanie to dla mnie wciąż wielka przyjemność i to pewnie nigdy się nie zmieni. Bardzo świadomie podjąłem decyzję o tym, że na kilka lat rezygnuję z żeglarstwa wyczynowego. Mam wspaniałą rodzinę i chcę być z najbliższymi, a mniej podróżować po świecie. Bo jak wiadomo, żeglarstwo wiąże się z podróżami i nieobecnością w domu.
Poza tym, chciałem sprawdzić, czy umiejętności nabyte przez lata w sporcie, mogę wykorzystać w innych dziedzinach takich jak biznes czy działalność społeczna. Dziś głównie tym się zajmuję, to spore wyzwanie, ale sprawia mi przyjemność i satysfakcję.
Nie jest oczywiście tak, że zupełnie zrezygnowałem z żeglowania. Brałem w tym roku udział w Żeglarskim Pucharze Trójmiasta, wyścigu o Bursztynowy Puchar Neptuna i Błękitnej Wstędze Zatoki Gdańskiej. Za każdym razem na jachcie turystycznym. Realizuję przy okazji swój pomysł, by do udziału w tych imprezach zapraszać na pokład osoby zupełnie niezwiązane z żeglarstwem – znajomych, przyjaciół, partnerów biznesowych. Jest to dla nich fantastyczne przeżycie i co najważniejsze chwytają bakcyla. Kilkoro z nich zapisało się na kursy żeglarskie i popłynęli w wakacyjny rejs po Śródziemnym.

– A jeśli chodzi o pańskie żeglarskie plany na nieco dalszą przyszłość?

– Cóż, ciągnie mnie coraz bardziej do poważnego żeglowania. Słucham głosu serca i na tej podstawie powstają marzenia. Mam pewne przemyślenia, na bazie których powstał konkretny pomysł – idea. Jest bardzo ambitny. Żeby osiągnąć wyznaczony cel potrzeba wyjątkowych ludzi. Stworzyłem fantastyczny zespół. Rozpoczęliśmy już pierwsze działania, ale to dopiero początek długiej drogi.

– Początek drogi do…?

– O tym opowiem za kilka miesięcy.

– Gdańsk, gdzie pan teraz mieszka, to miasto wciąż morskie, czy może już utraciło dawny klimat?

– Przeprowadziłem się tu z Warszawy przed sześcioma laty. Mam okazję przyglądać się zmianom, jakie zachodzą w Gdańsku, a zmieniło się wiele. Warto wpłynąć do miasta od strony Zatoki i to zobaczyć. W Gdańsku mamy czternaście marin, z czego trzy powstały niedawno i mają pełne, nowoczesne wyposażenie. Urząd Morski wspólnie z władzami miasta wyremontował nabrzeża, które wyglądają teraz naprawdę świetnie. Poza tym mamy w Gdańsku ciekawe wydarzenia żeglarskie: regaty, zloty, od sześciu lat prowadzony jest Program Edukacji Morskiej, w którym wzięło udział ponad siedemnaście tysięcy gdańskich gimnazjalistów! To zdecydowany zwrot ku morzu. Jest jednak nadal wiele do zrobienia. Chociażby zwiększenie liczby klubów szkolących młodzież. Dobrze, że obok jest Sopot i Gdynia, jest wybór i dobra oferta. Zapraszam do wykorzystania potencjału całego Trójmiasta! Rejs z Gdańska przez Sopot do Gdyni jest moją ulubioną trasą. Każde miasto ma coś do zaoferowania, ciągle się coś w nich zmienia. Te trzy miasta świetnie się uzupełniają. 

Kusznierewicz archMateusz Kusznierewicz

Urodzony w 1975 r., indywidualny mistrz świata w klasie Finn oraz mistrz świata w klasie Star. Ma na koncie tytuły mistrza Europy i Polski. Dwukrotnie stawał na olimpijskim podium. W 1996 r. zdobył złoty medal igrzysk w Atlancie. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Atenach w 2004 r. wywalczył brązowy medal. Od 2009 r. pełni funkcję ambasadora Gdańska do spraw morskich, jest prezesem Fundacji Gdańskiej.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ