Ratownicy znad Śniardw wyprowadzają się z Okartowa. Działkę mają wydać gminie do 1 października
Mazurska Służba Ratownicza ma do 1 października opuścić gminną działkę nad Jeziorem Śniardwy, na której od lat stoi jej baza w Okartowie. Komandor MSR mówi, że służba podpisała porozumienie i wyniesie sprzęt. Burmistrz Pisza odpowiada, że ceni pracę ratowników, ale musi wykonać prawomocny wyrok sądu.
mazurska służba ratownicza · fot. Mazurska Służba RatowniczaBaza Mazurskiej Służby Ratowniczej w Okartowie nad Jeziorem Śniardwy ma zniknąć z gminnej działki do 1 października. Ratownicy podpisali porozumienie, w którym zobowiązali się w ciągu dwóch tygodni wynieść sprzęt, opróżnić pomieszczenia i przekazać parcelę gminie Pisz.
Chodzi o akwen, który dla żeglarzy na Wielkich Jeziorach Mazurskich jest najtrudniejszy w całym systemie: Śniardwy to największe jezioro w Polsce, z płyciznami, głazami i falą, która przy silnym wietrze potrafi zaskoczyć załogę kabinowej łódki.
Spór o działkę bez umowy
Konflikt ciągnie się od kilku lat. Stowarzyszenie użytkuje gminną nieruchomość bez obowiązującego tytułu prawnego od 2021 roku, a gmina ma prawomocny wyrok sądu nakazujący wydanie parceli. Wyrok nie został wykonany, więc w minionym tygodniu w bazie MSR pojawił się komornik. Po kilku godzinach rozmów odstąpił od czynności.
Burmistrz Pisza Dariusz Kiński przysłał Polskiej Agencji Prasowej obszerne stanowisko. Napisał w nim, że gmina „nie kwestionuje wieloletniej, społecznie ważnej działalności Stowarzyszenia MSR, ani znaczenia jej pracy dla bezpieczeństwa osób korzystających z wód Wielkich Jezior Mazurskich", ale jednocześnie jest przekonana, że bezpieczeństwo wodne „może i powinno iść w parze z ochroną mienia komunalnego, uporządkowaniem stanu prawnego nieruchomości oraz respektowaniem prawomocnych rozstrzygnięć sądowych".
Burmistrz zapewnił też, że gmina „nie prowadzi działań przeciwko ratownikom ani nie dąży do zakończenia ich działalności".
Powiat chciał być rozjemcą
Obie strony przyznają, że wielokrotnie próbowały zakończyć spór polubownie. Dochodziło nawet do porozumień, ale te były zrywane.
Roli rozjemcy podjął się powiat piski, który zaproponował, że przejmie sporną działkę od gminy i przekaże ją ratownikom. Gmina odpowiada, że taka operacja wymagałaby czynności prawnych i majątkowych po stronie obu samorządów i nie jest decyzją, którą może podjąć jednostronnie. Deklaruje otwartość na rozmowy z powiatem.
„Czuję się jak uderzony kijem pies"
Komandor MSR Krzysztof Kornaś po wizycie komornika powiedział PAP: „Czuję się jak uderzony kijem pies, który chronił przez wiele lat dom. Jesteśmy wolontariuszami, którzy przez 24 godziny 365 dni w roku pełnią służbę. Poświęcamy swój czas i pieniądze. Znamy jezioro Śniardwy jak własną kieszeń".
Kornaś podkreślił, że ratownicy w obecnej sytuacji i tak muszą pełnić dyżury oraz prowadzić kursy ratownicze, nawet jeśli nie będą mieć do tego warunków. Zobowiązują ich do tego otrzymane dotacje, między innymi od marszałka województwa i wojewody warmińsko-mazurskiego. W przeciwnym razie musieliby zwrócić pieniądze.
Co to oznacza dla wodniaków
Na razie nie wiadomo, gdzie MSR ustawi bazę po 1 października ani jak wpłynie to na czas dotarcia ratowników do zdarzeń w południowej części Śniardw. Tego ani gmina, ani stowarzyszenie w przesłanych PAP stanowiskach nie rozstrzygają.
O poprzednim etapie sprawy pisaliśmy, gdy komornik miał usunąć stację ratowniczą znad Śniardw.























