< Powrót
21
listopada 2018
Tekst:
Dariusz Olejniczak
Zdjęcie:
Tadeusz Lademann
na Bałtyku
Michał Korneszczuk.

Michał Korneszczuk: potrzebne są cykliczne regaty na Bałtyku

O bliższej i dalszej przyszłości międzynarodowych załogowych regat ORC oraz szansach na nową cykliczną imprezę na Bałtyku rozmawiamy z Michałem Korneszczukiem, przedstawicielem Komisji Sportu Polskiego Związku Zeglarskiego.

– Na początek proszę o krótkie podsumowanie tego, co ciekawego działo się w żeglarstwie offshorowym w roku 2018.

– Mijający rok nie obfitował w tak spektakularne wydarzenia, jak rok 2017, kiedy organizowaliśmy w Gdańsku dwie duże imprezy – mistrzostwa Polski i Europy ORC. Można było za to zaobserwować pojawienie się ciekawych inicjatyw obejmujących regatowe żeglarstwo morskie. Mam na myśli na przykład team Sailing Poland, który jest projektem niekoniecznie nastawionym przede wszystkim na wyczyn, jednak blisko związany z ideą ścigania się na morzu. Ta ekipa zabiera na pokład różnych chętnych, ale najważniejsze, że też startuje w regatach. Myślę, że jest to dobra promocja ścigania na morzu i daje możliwość kontaktu z wielkim żeglarstwem szerszej grupie ludzi. Jeśli chodzi o wydarzenia – duże regaty w Europie – to w mistrzostwach świata w Hadze startowała ostatecznie jedna polska załoga na jachcie „Quanta”. Pewne poruszenie widać natomiast w jednoosobowym i dwuosobowym ściganiu morskim. Jest rosnąca grupa żeglarzy zainteresowana takimi regatami, inwestują swój czas i pieniądze w rozwój, treningi i starty. Warto im kibicować.

– W przyszłym roku będzie działo się więcej?

– Mam nadzieję, że bliskość Szwecji, gdzie zostaną rozegrane mistrzostwa Europy sprawi, że polskie załogi będą się do nich przygotowywać i powrócą do ścigania się na morzu. Nie widzą żadnych powodów, dla których miałoby na tej imprezie zabraknąć Polaków. Z kolei mistrzostwa świata odbędą się w chorwackim Šibeniku na Adriatyku. Spodziewam się wysokiego poziomu. Będą tam Włosi, oczywiście Chorwaci, ale i inne załogi. Wielu żeglarzy trzyma tam swoje łódki, więc pewnie frekwencja dopisze. Podobnie było, kiedy mistrzostwa kontynentu odbywały się w Gdańsku, a mistrzostwa świata w Trieście. Obie imprezy cieszyły się dużym zainteresowaniem załóg.

– Ale w roku 2020 na Bałtyku dużych załogowych regat międzynarodowych nie będzie…  

– Rzeczywiście, w 2020 roku na Bałtyku, ani na jakimś innym dobrze skomunikowanym, w miarę bliskim akwenie, nie odbędą się żadne duże międzynarodowe imprezy rangi mistrzowskiej. Może jednak tę lukę uda się wypełnić. Rozmawiałem niedawno z przedstawicielami zarządu niemieckiego stowarzyszenia regatowego żeglarstwa morskiego, które jest czymś w rodzaju stowarzyszenia właścicieli jachtów. Oni podjęli już inicjatywę i rozmawiają o tym z reprezentantami krajów nadbałtyckich, żeby właśnie w obrębie Bałtyku organizować cykliczną, dużą imprezę na wysokim poziomie. To będzie ciekawa oferta dla żeglarzy z północy Europy. Gdyby taka impreza wpisała się w kalendarz regatowy na stałe, żeglarze morscy zyskaliby główny cel w kolejnych sezonach. Regaty, do których trzeba się przygotować i warto w nich startować.

– Warto więc inicjatywie niemieckiej kibicować.

– Tak. Na razie to plany, czy zostaną zrealizowane – zobaczymy. Ale warto ją wspierać, bo w 2020 roku mistrzostwa świata będą w Stanach i nie wiadomo czy w kolejnych latach wrócą na akweny w naszym zasięgu. ORC się rozwija, zawody będą na pewno organizowane w Azji czy w Australii. Inicjatywa Niemców jest więc bardzo ważna. Także dla nas, bo bałtyckie regaty będą odbywać się w różnych krajach naszego regionu i łatwo będzie ściągnąć je również do nas. Po mistrzostwach w Gdańsku mamy już doświadczenie w organizacji takiej imprezy. O ile przyszły rok będzie bardzo ciekawy i pojawią się możliwości także dla polskich ekip, o tyle warto zrobić coś na przyszłość, żeby tego zaangażowania i entuzjazmu do ścigania morskiego wśród polskich żeglarzy nie zmarnować.

PODZIEL SIĘ OPINIĄ