Nautica 450: Finał na diabelskim bajorze
W ubiegły weekend (19-20 października) na Jeziorze Kierskim, nazywanym przez miejscowych „diabelskim bajorem”, odbyły się długo wyczekiwane i pełne zwrotów akcji ostatnie regaty sezonu 2019 w klasie Nautica …
Nautica450 final 001 2019 10 25 mat pras ok
Nautica450 final 002 2019 10 25 mat pras 150x150
Nautica450 final 003 2019 10 25 mat pras 150x150
Nautica450 final 004 2019 10 25 mat pras 150x150+1W ubiegły weekend (19-20 października) na Jeziorze Kierskim, nazywanym przez miejscowych „diabelskim bajorem”, odbyły się długo wyczekiwane i pełne zwrotów akcji ostatnie regaty sezonu 2019 w klasie Nautica 450.
To właśnie tutaj miały rozstrzygnąć się losy całego pucharu Polski Nautica 450. Stolica Wielkopolski przywitała wszystkich piękną wiosenną pogodą i wspaniałą atmosferą. Na starcie finału Pucharu Polski Nautica 450 – Pro Data Cup 2019 w sobotę 19 października stawiło się 11 załóg.
Przed rozpoczęciem imprezy „Podfruwajka” z Łukaszem Maksymowiczem za sterem prowadziła dwoma punktami przed jachtem „ProData” Witolda Małeckiego oraz przed Sailing Machine Pawła Nawrockiego. Jednak w trakcie kolejnych etapów regat na Kiekrzu załogi tasowały się nieustająco i żaden wynik do końca nie był oczywisty.
Już po pierwszym wyścigu wszyscy poczuli, że łatwo nie będzie, a puchar „diabelskiego bajora” będzie trudny do zdobycia. Witek Małecki od razu pokazał kto tutaj jest miejscowy i kto będzie rozdawać karty w tych regatach – od samego początku prowadził z dużą przewagą. „Podfruwajce” mimo kiepskiego startu udało się zająć drugie miejsce, a trzecią lokatę zajął „Rooster Sailing Artex shop”, który bronił Pucharu Kiekrza zdobytego w zeszłym roku.
Drugi i trzeci wyścig to zmienne warunki i miejsca zmieniające się jak w kalejdoskopie. Było na co popatrzeć z pomostu Żeglarskiego Ludowego Klubu Sportowego, który był w tym roku gospodarzem imprezy. Falstarty, solidne halsówki i błyskotliwe zjazdy z wiatrem zapewniały niezapomniane wrażenia zarówno uczestnikom jak i obserwatorom żeglarskich zmagań. Ostatni sobotni wyścig to konsekwentna dominacja „Podfruwajki”. Jacht płynął tak szybko, że prawie go nie było widać!
To był niesamowity dzień, z każdym wyścigiem notowania bukmacherskie ulegały radykalnym zmianom. „Podfruwajka” była coraz bliżej pucharu Kiekrza i Pucharu Polski. POL 55 ciągle mógł wygrać, wystarczyłoby, że kolejnego dnia zaatakują.
W niedzielę 20 października zaczęło się od zepsutego startu „Podfruwajki”, której jednak po fenomenalnym wyścigu udało się zająć pierwsze miejsce. Druga zameldowała się ze spokojem „ProData”, a trzeci „ATP”, który nagle dostrzegł, że jeśli utrzyma dobrą formę w pozostałych dwóch wyścigach, przy kiepskich wynikach „Sailing Machine”, ma jeszcze większe i realniejsze szanse na trzecie miejsce w całym sezonie.
Drugi wyścig w świetnym stylu wygrała „ProData”. Witek Małecki odstawił wszystkich – był na górnej boi, kiedy druga łódka była tuż po dolnej. Gdzieś na jeziorze zagubiła się natomiast „Podfruwajka” kończąc dopiero na szóstej pozycji, dzięki czemu w klasyfikacji zrównała się punktacją z „ProDatą”.
Emocje zaczęły sięgać zenitu przy trzecim niedzielnym wyścigu. „Podfruwajka” zaliczyła dobry start i trzymała się czołówki razem z „Sailing Machine” i „Roosterem”. „ProData” mimo falstartu odrobił całą stratę już na dystansie do pierwszej boi.
Zwycięzcą wyścigu został POL 50 przed POL 57 broniąc tym samym trzeciego miejsca w Pucharze Polski. Tymczasem „Podfruwajka” odpierała ataki „Prodaty” do ostatniej boi. Na metę wpłynęli w odstępie zaledwie kilku sekund. Okrzyki radości Łukasza Maksymowicza słychać było prawdopodobnie aż w Jerzycach i na Grunwaldzie. Jeden błąd dzielił go od historycznej klęski, a jednak wygrał Puchar Kiekrza i jednocześnie obronił Puchar Polski – po raz kolejny wrócił do domu z przechodnim trofeum za cały cykl.






















